A Ty masz się do kogo przytulić? Nie-recenzja „Don Jon”

Zastanawiałem się czy iść do kina na „Don Jon” i całe szczęście, że tego nie zrobiłem. Film trwa co prawda 90 minut, ale nawet w pozycji leżącej i z zapasem papierosów przy łóżku był ciężki do zniesienia. Dobrym pytaniem jest dlaczego ciężki: dobrze wyprodukowany, niebanalny scenariusz, no i dwie aktorki, które cenię niezwykle (Scarlett Johansson i Julianne Moore). Co więc w nim nie tak? Seks. Nadmiar seksu, który mnie przeraża, który jest wszechobecny i natarczywy. Seks, który wyłania się z każdej reklamy, wypowiedzi i spojrzenia, który staje się przez to nudny, monotonny i obleśny. Co najlepsze, o tym właśnie jest ten film. O pętli naszego wyzwolenia i tolerancji seksualnej, która coraz bardziej zaciska się wokół naszych gardeł. I tak jak osoby lubiące podduszanie czasami przypadkowo wieszają się brnąć w swoje fantazje, tak my oszałamiani seksualnością naszych czasów zaczynamy traktować seks jako produkt, a nie jak miłosne uniesienie. Seks to takie nowe Danio, które świetnie ugasza Małego Głoda. Wyjmujemy jeden z zapasu, bierzemy kilka kęsów i po sprawie, pragnienie zażegnane.

joseph-gordon-levitt-scarlett-johansson-don-jonZapominamy o tym, że stosunek seksualny jest idealnym spleceniem dwóch ciał, które łączą się w ostatecznej chwili nie tylko miłości, ale też zjednoczenia. „Zjednoczenie” to słowo klucz, które gwarantuje satysfakcjonujący dla obu stron stosunek. Tymczasem dzisiejsza kultura narcyzów skłania nas prędzej do skupienia się na sobie, własnych potrzebach i nadziejach, zupełnie pomijając kwestię drugiej osoby. Dodając do tego pornografię, daje nam to niezbyt ciekawy obraz współczesności: ludzi jakże wyzwolonych i odważnych seksualnie, lecz egoistycznych w pragnieniach i mających przed oczyma ulubione sceny z porno, których nigdy nie uda się powtórzyć.

DON JONWątpię, żeby „Don Jon” mógł cokolwiek zmienić. To wciąż jest lekki film o tradycyjnej fabule: on jest samotny, poznaje ją, są szczęśliwi, mają problem, happy end. To wciąż zabawa i hollywodzka klisza, lecz na wskroś współczesna i poruszająca ważniejszy temat niż pocałunek Bridget i Marka Darcy’ego w deszczu. A my, jakkolwiek nie bylibyśmy wyzwoleni, ile byśmy nie obejrzeli pornosów, polubili roznegliżowanych zdjęć w Internecie i o czym byśmy nie fantazjowali, i tak pragniemy wszyscy się do kogoś przytulić. Nie uciekniemy przed tym banałem. A ty masz się do kogo przytulić?

Komentarze:

3 Replies to “A Ty masz się do kogo przytulić? Nie-recenzja „Don Jon””

  1. A ja właśnie zrozumiałam przez ten film, to co napisałeś. By nie być narcyzem, a myśleć też o tej drugiej połowie. 😉 7/10 dla filmu

  2. O, proszę. Lubię Scarlett, a Moore jeszcze bardziej („Godziny”!), ale po przeczytaniu pierwszych skrótowców tego filmu już wiedziałam: NIE. Dobrze napisane. Seks seksem, ale i ten się w końcu przejada i co potem? Nic.

  3. Masz absolutną rację. A ja miałabym ogromną chęć przytulenia całego świata gdyby miało to coś zmienić. Jednak nie zmieni to stosunku do stosunków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *