Co robię gdy mnie nie ma?

Rzadko ostatnio piszę na blogu, bo zauważyłem, że każda moja opinia budzi takie emocje, że nie mam siły z nimi dyskutować. Mógłbym pisać codziennie komentarze dotyczące rzeczywistości, tłumaczyć jak jest i sprawiać wrażenie, że jestem osobą opiniotwórczą. I – jak się dowiaduję – obrazoburczą, bo obrażam ponoć tych z prawa, z lewa, ze środka, inteligentów i klasę pracującą. Ponoć głównie obrażam. I tu w sumie jestem w stanie się zgodzić – wchodzenie w dyskusję i słuchanie / czytanie wylewającego się zewsząd gówna obraża. Obraża mnie. Sam też niejednokrotnie przykładam do tego rękę, więc czasami wolę zwyczajnie milczeć.

Gdy milczę sporo rysuję na Instagram Story (zapraszam serdecznie) gdzie stworzyłem swoje alter ego. Oto kilka moich ostatnich przygód.

Gdy milczę to odpalam też nowy projekt: trzeba.com. Jestem nim podekscytowany, bo mogę robić coś fajnego i to bez współpracy z kimkolwiek innym. A współpracować nie lubię, bo nie lubię ludzi z zasady.

Gdy milczę to też dużo czytam. Dziś dowiedziałem się, że Jeff Goldblum jest zakochany we włoskim psie o imieniu Max, a Warner Bros. musi udowodnić przed sądem, że duchy istnieją. Tak, poważnie interesują mnie takie rzeczy. Interesują o wiele bardziej niż wywiady z Mateuszem Kijowskim czy słuszna bądź nie histeria związana z kolejnymi planami partii panującej. Tym czasami zajmuję się na Twitterze. 140 znaków w zupełności mi wystarcza.

Gdy milczę to oglądam też dużo seriali. Przez „Parenthood” nie udało mi się przejść w całości, ale za to doceniłem „Crazyheads”, „Designed Survivor” czy „Orphan Black”. Widzę, że wszedł czwarty sezon tego ostatniego, więc idealnie uda mi się stracić kilka kolejnych godzin życia.

I wiecie co? Może nie buduję marki, zwiększam zasięgów, rozwijam kariery, ale dobrze mi z tym.

Komentarze: