Czy Titanic musi zatonąć?

O mały włos nie znalazłem się wczoraj na wsi pod Łodzią. To niesamowite jak duża jest we mnie potrzeba ucieczki. Mogę sobie wmawiać, że dorastam, że wszystko się zmienia, lecz gdy pojawia się jakiś duży problem niczym góra lodowa przed Titanikiem, to od razu myślę o wejściu do najbliższej szalupy i oddaleniu się na bezpieczniejsze wody. Ten typ tak ma – jako magnes na wszelkie problemy nauczyłem się je wzorowo omijać i ignorować. Najlepiej właśnie ucieczką…

I co jest dojrzalsze: ucieczka przed nieuchronnym zderzeniem czy konfrontacja z górą lodową oczekiwań i wymagań? I skąd, poruszają się już w bezpiecznym świecie metafor, mamy wiedzieć kiedy nie ma sensu na kolejną łatę na starych, dobrych spodniach, bo zwyczajnie nie będą się już nadawać do chodzenia? Czy istnieje jakiś mentalny krawiec, do którego można zanieść swoje obawy, a on oceni straty i koszt ewentualnej naprawy? Jeśli tak to przekażcie mu mój numer telefonu. Proszę o pilny kontakt.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *