Dlaczego nie potrafimy już rozmawiać, czyli wszystko przez cytrynę

Bez nazwy

Większość dyskusji – czy to w internecie, czy w telewizji – kończy się pyskówką. Albo politycy skaczą sobie do gardeł u Moniki Olejnik, albo my robimy to samo na Facebooku i Twitterze. Doprowadzamy się nawzajem do szału, rozpaczy lub szaleństwa. Niepotrzebne skreślić albo i nie. Z moich obserwacji wynika, że wpływają na to trzy kwestie:

  1. Porozumiewamy się za pomocą haseł, a nie argumentów. Kiedyś by przeprowadzić dyskusję, trzeba było być obeznanym w temacie, mieć pojęcie we wskazanej dziedzinie i percepcję szerszą niż żółty pasek w tvn24. Dziś wszystko skupia się na hasłowym przyjmowaniu rzeczywistości. Weźmy za przykład nieszczęsną cytrynę. „Cytryna jest zdrowa” – powie jeden pan w TV. Drugi powie, że „to mit, że cytryna jest zdrowa”. Za argumenty mają świadczyć ich tytuły profesorskie, lecz umówmy się, czy one naprawdę robią takie wrażenie w świecie bez autorytetów? O jasnych argumentach nie mówi się, zawsze istnieją tylko obozy „za” i „przeciw”. A dyskusja? Kto by tam na to miał czas, skoro pozostały trzy minuty na antenie, a potem reklama tabletki na nocną niespokojność nóg. Poza tym
  2. mylimy emocje z faktami. To najczęstszy i najbardziej denerwujący błąd, jaki popełniamy. Ja wiem, że w ferworze dyskusji światopoglądowych czy politycznych ciężko w tym kraju czasami zachować sensowną jakość, lecz to podstawa merytoryczności. Żadna rozmowa nie zakończy się spokojnie, jeśli jedna osoba będzie namawiała drugiej do tego, że cytryna jest bardzo smaczna. Musimy przyjąć, że drugiej osobie cytrusy mogą nie pasować, a „smaczność” owej nieszczęsnej, przykładowej cytryny nie jest argumentem, a naszą prywatną opinią. Argumentem może być kwaskowatość cytryny, ale nie jej smaczność. I tu bezsprzecznie zbliżamy się do trzeciej kwestii, a więc
  3. uogólniania wszystkich kwestii. To trochę wynika z pierwszego punktu, a więc hasłowego przedstawiania wszystkich tez. W końcu „wszyscy lubią cytryny”, prawda? „Wszyscy wiedzą”, „to przecież oczywiste”, „to bezsporny fakt”… Co dzień słyszymy takie kwestie, prawda? A co się za nimi kryje? Banał i pustka.

Szkoda tylko, że to właśnie ten banał i pustka robi oglądalność i nakłady. Szukajmy głębiej, bo z nagłówków dowiemy się niewiele – a powyższy tekst jest tego najlepszym przykładem.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *