Dlaczego te, a nie inne gwiazdy pojawiają się w prasie kolorowej?

To pytanie zadaje sobie wiele osób – nie tylko kupujących „Fakt”, lecz także czytających Pudelka, czyli zdecydowana większość z nas. Jak to się stało, że nagle pojawiła się Sara May (ktoś ją jeszcze pamięta?), a Kasia Cichopek mimo (niestety) wielkiej rozpoznawalności pojawia się w prasie rzadko? Już tłumaczę.

Pracowałem w kolorowych mediach kilka lat. Mam w CV największy polski dziennik, później największy polski portal show-biznesowy. Nie uważam tego za powód do wstydu, bo to były lata porządnej harówki, a dzięki wiedzy tam zdobytej mogę teraz z dystansem spojrzeć na wszystko na łamach Fashion Post.

Ludzie uwielbiają komentować ile to gwiazdy nie płacą za artykuły w gazetach, co najczęściej jest wierutną bzdurą. Skąd więc obecność tych, a nie innych osób na łamach kolorowych mediów?

Ustawki i autopromocja

Przed laty królową ustawek była Anna Mucha, którą „przypadkiem” paparazzi potrafili przyłapać na lodach, wymianie opon czy spacerze z małym dzieckiem. Jeszcze do niedawna jej miejsce godnie zajmowała Dorota Gardias, lecz – parafrazując klasyka – dziś prawdziwych ustawek już nie ma. Gwiazdy zrozumiały, że otwierając furtkę paparazzi nie da rady jej później zatrzasnąć. Nie przeszkadza to im jednak dzwonić i wysyłać SMS-y z konkretnymi informacjami o tym, ile się dostało za reklamę butów czy pochwalić nową rolą. Moja ulubiona wiadomość tego typu brzmiała: „Panie Patryku, jutro o 19:30 wraz z mężem będę jadła kolację w X. Będę miała bardzo duży dekolt.” Oczywiście fotograf został wysłany, zdjęcia zrobione, karawana jedzie dalej.

0003NYSX37RCCOHC-C116-F4

Wtyki dziennikarzy

Możemy się śmiać z podpisów „kolega z produkcji” czy „znajomy gwiazdy”, ale to dzieje się naprawdę. Celebryci są tak skupieni na sobie, że potrafią o rozwodzie najpierw poinformować swojego fryzjera, a nie prawnika. A że fryzjer spał akurat z dziennikarzem jednego z tabloidów? Cóż, tamta pani nie mogła być zadowolona.

Oczywiście, że bywają sytuacje, gdy wypowiedzi są zupełnie zmyślone, lecz są zmyślone konkretne zdania, a nie sam news. Specyfika dziennikarstwa tabloidowego zmusza do używaniu wielu zwrotów akcji i wyrażania oceanu emocji w tych maksymalnie dwóch tysiącach znaków, więc zdarza się, że wypowiedź jest po prostu kontynuacją narracji.

Podwójna gra menedżerów

Panowie i panie zajmujący się celebrytami mają naprawdę ciężką robotę. Nie dość, że często muszą znosić muchy w nosie swoich podopiecznych, to dodatkowo muszą sprytnie lawirować pomiędzy tym, co chcą dziennikarze, a czego nie chce powiedzieć gwiazda. Często menedżerowie przyjaźnią się z konkretnymi redakcjami, przez co „Fakt” ma najświeższe newsy o Edycie Górniak, a Party.pl o Małgorzacie Rozenek. Dodatkowo gwiazdy często nie są świadome (i dobrze), że prowadzące ich osoby są w wyjątkowych relacjach z niektórymi pismakami. Cóż, skoro gwiazda nie potrafi zadbać o swoje interesy, niech dba menedżer.

Zemsta bywa słodka

Dziennikarze są ludźmi, nie to co gwiazdy, a więc nie obce im uczucia gniewu czy złości. Gdy jeden z czołowych polskich projektantów odmówił mi wywiadu, to odmówiłem pisania o nim newsów. Efekt? W miejscu, w którym pracowałem, ten pan nie pojawił się przez wiele tygodni. Nie bez kozery istnieje czasownik „gwiazdorzyć”. Niestety polscy celebryci w większości nie rozumieją, że sława nie wynika z tego, że są tacy fantastyczni, a w dużej mierze dlatego, że fantastycznie się ich przedstawia w mediach. Dodatkowo niektórzy z nich są banowani u konkurencji, a więc twarze TVN nie zostaną gwiazdami Polsatu. No, chyba że tak jak Marta Wierzbicka („Na Wspólnej”, TVN) zatańczą w „Tańcu z Gwiazdami” (Polsat) i odpadną w pierwszym odcinku.

fot. AKPA
fot. AKPA
Okrutne badania fokusowe

Co jakiś czas najbogatsi gracze na rynku mediów kolorowych przeprowadzają tajemnicze badania fokusowe. Polega to na tym, że pytają przypadkowo wybraną grupę osób o kim chcieliby czytać i dlaczego. Pokazują też zdjęcia celebrytów i pytają czy ich w ogóle znają. Wnioski są tajne, ale połowa wielkich gwiazd z pierwszych stron gazet mogłaby nabawić się depresji gdyby wiedziała, że dla ankietowanych są: „mało interesujący”, „nachalni”, „nudni” oraz „nieznani”. Nie pomagają napięte mięśnie i odsłanianie piersi, oj nie…

Na bezrybiu i rak ryba

Są takie tygodnie w życiu każdego dziennikarza show-biznesowego, że ma ochotę powiesić się na środku redakcji. To styczeń-luty oraz lipiec-sierpień. Telewizje pokazują wtedy powtórki, mało jest imprez celebryckich i trzeba tak naprawdę polegać na tym, co która gwiazda zmajstruje w sieci. Nawet rozwodów wtedy brak, żenada!

W takich momentach odkurza się stare hity, a więc: wieczne rozstawanie się Agnieszki Włodarczyk i Mikołaja Krawczyka, pytanie uznanych aktorek o serialowe celebrytki (zawsze powiedzą coś negatywnego i jest temat!) czy romanse Borysa Szyca. To są evergreeny, z których zawsze jakoś uda się ulepić temat.

Gwiazdy z innej planety

O niektórych gwiazdach nie pisze się wcale, bo nie ma z nimi kontaktu, nie wypowiadają się w ogóle w mediach lub są na tyle nieuprzejme, że nie warto do nich dzwonić. Przykładem tej ostatniej sytuacji jest Kasia Cichopek, która wraz z mężem należą do najmniej sympatycznych osób. Kasia uwielbia kontrolować nie tylko autoryzację, co jest ewenementem na skalę światową, lecz także podpisy zdjęć, tytuł, zdjęcia… Marilyn Monroe nie miała takich wymagań! A na wizji taka słodka i kochana, prawda?

Komentarze:

One Reply to “Dlaczego te, a nie inne gwiazdy pojawiają się w prasie kolorowej?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *