Droga pani z telewizji, czyli jak zadzwoniła do mnie pani z TVP

Nie jest tajemnicą, że nienawidzę zmywać. Życie jednak bywa okrutne i tak praktycznie codziennie staję przed rzeczywistością pełnego zlewu. Lubię wtedy włączyć sobie jakiś mało inteligentny program i kątem oka oglądać, by czas minął szybciej. Coś mnie tknęło, by wczoraj obejrzeć „Wiadomości”. Lubię czasami w ramach masochizmu spojrzeć, co nowego słychać w gadzinówce rządowej, jak posuwa się choroba psychiczna redakcji i pomiędzy mydleniem, a szorowaniem pomyśleć z politowaniem o stanie ducha naszego społeczeństwa. Wczoraj trafiłem dodatkowo na wypowiedź mojego byłego naczelnego, Grzegorza Jankowskiego. Ach, jak bardzo pasuje on do tego towarzystwa!

Po pół godzinie tępej agresji wyłączyłem TVP. I myślałem, że moja następna przygoda z tym kuriozum nadejdzie, gdy sam nabiorę chęci na dobrowolne męczeństwo. A jednak nie, wydarzyło się to dnia następnego.

Po godzinie 8:00 rano zadzwonił do mnie numer zastrzeżony. Myślałem, że to koleżanka, która skręca po mnie w drodze do pracy. Odebrałem pełen porannej werwy, a tu…

– Dzień dobry, nazywam się… (tu nastąpił szum) i dzwonię z TVP info. Chciałabym pana zaprosić do programu – powiedziała na jednym wydechu jakaś pani. Chyba Aneta, ale głowy nie dam sobie uciąć.

– TVP? Info? – dopytałem, bo myślałem, że mój numer został tam spalony wraz z wyrzuceniem z redakcji większości światłych osób.

– Tak, zgadza się. Dziś po południu będziemy mieli materiał, gdzie pan się idealnie nada – powiedziała pani, całkiem sympatycznym tonem.

Nie jestem osobą, która krzyczy na telemarketerów i pluje na ludzi roznoszących ulotki – zdaję sobie sprawę, że to dziki kapitalizm sprawił, że znaleźli się tam, gdzie się znaleźli, więc powstrzymałem ochotę rzucenia mięsem.

– Bardzo mi przykro, ale nie rozmawiam z Telewizją Polską – powiedziałem. Po drugiej stronie nastąpiła cisza, co skłoniło mnie do dalszych przemyśleń. – Nie, właściwie to nie jest mi bardzo przykro.

– Ale dlaczego? – odezwała się wyraźnie zdziwiona pani.

– Naprawdę muszę pani tłumaczyć? Widziała pani wczoraj „Wiadomości”? Wie pani, że zapraszanie neonazistów i agresywnych kretynów do telewizji jest poniżej jakiegokolwiek poziomu? – zacząłem mówić. Oczywiście w rzeczywistości nie używałem tak okrągłych zdań, lecz w emocjach wysapałem parę myśli, lecz przekaz pozostał jasny. I sapałbym sobie dalej by ulżyć nieco frustracji, ale pani najwyraźniej obraziła się i… odłożyła słuchawkę.

Ten dzień zaczął się dobrze. Mam nadzieję, że już nigdy nie zadzwonią do mnie z TVP.

Komentarze: