O tym, jak zrecenzować film, który nigdy nie powstał

zdjęcie: Ian Norman

Choć tytuł przywodzi na myśl obyczaj lub romans, to ta produkcja powala swoim urokiem i lekkością w pokazywaniu tematów trudnych i ważnych dla współczesnego człowieka.

Wydawałoby się, że to będzie kolejny półtoragodzinny dramat pełen pięknych obrazów i wielkich słów, jakich ostatnio naprawdę dużo. Tego ostatniego rzeczywiście nie brakuje, lecz prawdziwa siła tego obrazu tkwi w prostotach zawartych w zwykłych, zdawałoby się nieistotnych gestach bohaterów. Ich emocje są ukazane w szorstki wręcz sposób, który zdecydowanie bardziej przypomina nasze realne reakcje niż te wydłużone wzdychania, których możemy doświadczać w melodramatach.

No właśnie – ten film gatunkowo krąży wokół dramatu, lecz ciężko jednoznacznie go ocenić. Znajdziemy w nim zarówno rozbawiającą do łez satyrę na współczesne, pogubione społeczeństwo, jak i ostrą krytykę tego, co stanowi dziś o naszych wartościach.

Co ważne – nie uświadczymy w nim krzty propagandy i kaznodziejstwa. Ta produkcja nie daje nam jasnych odpowiedzi, lecz stawia bardzo dużo pytań. Po wyjściu z kina można poczuć się oszołomionym, po czym znów odpalić swój mikroświat w smartfonie. Pytanie brzmi – czy będzie on jeszcze taki sam?


Ten wpis jest oczywistą prowokacją. Opisałem film, który nigdy nie powstał – nawet w mojej głowie. Pokazałem, że kilkoma prostymi zabiegami stylistycznymi, okrągłymi zdaniami oraz nawiązaniami do niczego można opisać i zrecenzować właściwie wszystko. Przerażające, prawda? Czytajcie więc dużo, ale ze zrozumieniem. Szkoda czasu na takie recenzje, jak ta powyżej. A nie bronią się przed nimi nawet media, które większość uważa za inteligenckie.

Komentarze:

2 Replies to “O tym, jak zrecenzować film, który nigdy nie powstał”

  1. A ja myślę, że to bardziej sztuka obserwatorska i odtwórcza. Takie zdania często pojawiają się na portalach czy w pismach z recenzjami, filmów/książek ect. Fenomen tej formy polega na uniwersalności i umiejętnym żaglowaniu frazesami, tymi „okrągłymi zdaniami”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *