Gdzie się podziały tamte lokale?

Zdjęcie powyżej: QUEER FESTIVAL, Saturator, marzec 2009. Ja w środku. Autorem jest Karol Grygoruk

Było parę takich lokali, które dawały mi poczucie bezpieczeństwa, pewną swobodę i serdeczność, dzięki którym wracałem do nich namiętnie i częściej niż regularnie. Barbie Bar, Saturator, Jadłodajnia Filozoficzna, Plan B… Bywało się, szalało, doprowadzało właścicieli na skraj wytrzymałości, czasami nawet tam spało i często leczyło kaca. Dziś większość z tych miejsc nie istnieje, ostał się tylko Plan B, który stał się czymś pomiędzy przystanią dla tych, którzy byli obiecujący w 2008, ale ostatecznie im nie wyszło oraz smarkaczy, którzy od starszych kumpli słyszeli, że tam się kiedyś chodziło. No właśnie, czas przeszły jest tu wskazany. A tak swoją drogą – byłem świadkiem, jak jakiś rok temu wczesnym wieczorem małolaty odrabiały pracę domową. Pomyśleć, że ja w ich wieku zastanawiałem się w jakich proporcjach pić wódkę z piwem, by nie umrzeć po drugim takim drinku.

Dziś nie ma gdzie chodzić. Zdarzają się miejsca miłe, jak Polonez czy Kosmos, ale nie czuć w nich tego klimatu, który czuło się tę dekadę temu. Mało kto się zna, atmosfera dosyć sztywna, goście nastawieni na lans, a nie zabawę. Ważne by dobrze wypaść na selfie, a nie przeżyć przygodę, poznać ciekawe osoby i zwyczajnie odprężyć się. No właśnie – wychodzenie na miasto stało się teraz niejako obowiązkiem towarzyskim, a nie zwykłą chwilą relaksu czy zapomnienia po litrze taniej wódki kupionej za ostatnie pieniądze.

Niedawno widziałem się ze starym znajomym didżejem, który gra już z piętnaście lat. Powiedział mi wprost, że gra to, co ludzie chcą usłyszeć. – Czyli co? – zapytałem. – Gówno – odpowiedział spuszczając wzrok.

Podobnie z tańcami – coraz ciężej znaleźć lokal, w którym zamiast modnej muzyki można usłyszeć coś fajnego i zwyczajnie rozrywkowego. Lubię bawić się przy głupich piosenkach, ale nie lubię bawić się na imprezie stylizowaną na głupie piosenki. A takich jest od groma. Choć wydaje mi się, że to mimo wszystko ja staję się powoli jakimś dinozaurem, bo gdy ktoś puści Rihannę w chujowym remiksie w Balu, to pięćset nastolatek piszczy, aż uszy bolą. Tymczasem gdy na mojej imprezie (zapraszam na najbliższą!) poleci Ewa Sonnet, to z dwustu osób 150 rozumie o co mi chodzi. I trochę mi smutno, że wciąż najsmaczniejsze piwo jest to na murku, ale czy nie lepiej pić je na murku i grać dla dwustu osób niż uprawiać prostytucję dla szerszej publiczności?


Gdzie teraz bywa fajnie? Napisz mi jeśli jest to coś więcej niż Palmier czy Charlotte.

Komentarze:

10 Replies to “Gdzie się podziały tamte lokale?”

  1. Myślę, że do Jadłodajni chodziłam częściej niż do liceum.
    Niesamowite miejsca i niesamowite czasy. Wódka za ostatnie pieniądze pita u znajomych w akademiku i zagryzana chipsami. Nie potrzeba nam było koziego sera i prosecco.
    Kiedyś w klubie można było się pocić (teraz już nie za bardzo, bo wtedy wygląda się źle i bluzka z plastiku z Zary za 400zł się zniszczy), tańczyło się do nieprzytomności wdychając powietrze zmieszane z potem i oparami alkoholowymi w Obiekcie Znalezionym.
    Pamiętam te wszystkie imprezy. Nic nam nie było trzeba. Ludzie, dobra muzyka, Hungry Hungry Models, wszyscy się znali. Zabrzmię jak stara prukwa – ale cóż.. to były czasy.
    Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w klubie na dobrej imprezie. Żeby pójść do Miłości muszę najpierw odkłożyć dwie wypłaty na ubrania, bo przecież nie można wejść w byle czym.

    Nie ma gdzie wyjść w tym smutnym jak pizda mieście.

  2. Moja odpowiedź na pytanie, gdzie teraz bywa fajnie, brzmi : NIGDZIE. Piszę to z wielkim smutkiem bo wiesz Pat, że kocham wychodzić i pić za ostatnie pieniądze. Nie sądziłam, że napiszę to tak szybko-jeszcze do niedawna wykłócałam się ze zwolennikami tezy „kiedyś było fajniej” ale dziś już milczę jak grób-ale tak właśnie jest. Chujowo i nie bojowo

  3. Dom Twoją drugą Jadłodajnią 😉 Nigdzie się człowiek nie czuł tak dobrze i swobodnie jak tam. Znajomni przed wejściem, znajomi na wejściu i znajomi w środku. Ludzie ubrani na milion sposobów nie to co teraz kopiuj-wklej. Gdzie się podziały takie wesołe nuty pokroju Bonkers, Day n Night, Cassius i setki innych które same Cię wyciągały na parkiet? Nie ma gdzie chodzić teraz… 🙁

  4. o rany a myślałam, ze to tylko moje zdanie bo jestem po odwyku i przestałam bywać bo wszędzie się nudzę. A jak widac nudze sie bo jest….NUDNO!!!!

  5. nawet kamyki były o niebo lepsze od czegokolwiek co jest mi znane teraz. saturator czy winowajca były dla mnie bezpieczną przestrzenią, nieważne co się działo.

  6. Też brakuje mi Jadło, mam mega sentyment do tego miejsca. Rok temu pezeprowadziłam się na Pragę i odkryłam Offside na Brzeskiej- bardzo przypomina mi klimat Jadłodajni.

  7. I to są te chwile, gdy cieszę się, że jestem praktycznie niepijącym (wódy nie ruszam w ogóle i pod żadnym pozorem, nienawidzę tego świństwa) i zupełnie nieimprezowym introwertykiem. Mógłbym wręcz powiedzieć, że jebie mnie centralnie fakt istnienia czy nieistnienia takich czy innych lokali – jednak nie jest to do końca prawdą. Jako warszawolub chciałbym, by w naszym pięknym mieście popularnością cieszyły się tzw. lokale na poziomie. Teraz niestety jedyny poziom, jakiego zapewne można doświadczyć naocznie, może być określeniem pozycji horyzontalnej przyjętej przez Sebixa i Nikolę po nieudanej próbie opuszczenia perymetru w stanie całkowitej upadłości. Na szczęście mnie to osobiście nie dotyczy – ale i tak trochę smutno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *