Homoseksualny biceps

Facebook jest takim śmiesznym portalem. Zwłaszcza, jeśli wśród znajomych ma się dużą grupę tzw. homoseksualistów aspirujących. Chodzi mi tu o pokolenie gejów, które nie załapało się na szpan polegający na fajnych furach czy złotych roleksach, a tę pustkę najzwyklejszego snobizmu musi czymś wypełnić. Wszelkie czynności umysłowe wymagają zbyt dużego zaangażowania – w końcu komu chciałoby się przebrnąć przez poezję Kofty czy prozę Mario Vergas Llosy? Strój i zasobność portfela również już nie robią wrażenia – moda na obdartuchów z placu Zbawiciela sprawiła, że gustowniej jest założyć przetarte dresy niż jeansy z cyrkoniami od Dolce&Gabbana.

Ratunkiem pozostaje sylwetka. W czasach, gdzie każdy musi być fit i eko moda na naturalną muskulaturę, liczenie kalorii i wpieprzanie zieleniny wzrosła do niebotycznych rozmiarów. Dziś każdy modny człowiek, a zwłaszcza gej, liczy obwód swojego bicepsa i serie brzuszków, jakie wykonuje ze swym bogiem, zwanym również trenerem personalnym.

Trenerem, dietą, przebytymi okrążeniami czy kolejnymi sztangami trzeba koniecznie dzielić się w sieci. Nie jest to jakaś nowość odkąd wrzucamy zdjęcia tego co aktualnie trawimy, z kim śpimy i czym się odurzamy. Śmieszy jednak hipokryzja, którą najłatwiej można ocenić weekendami pod klubami, gdy pretendujący atleci piją do granic możliwości opowiadając o pięknej muskulaturze, by o trzeciej nad ranem stać dzielnie w kolejce pod kebabem. Nie ma w tym nic złego – w końcu amerykańscy naukowcy dowiedli, że stojąc w miejscu również spala się tkankę tłuszczową, jednak mam prawo przypuszczać, że nie taki był cel ich skrzętnie odkładanych stówek na sale gimnastyczne.

instagram.com/dawidwolinski
instagram.com/dawidwolinski

Tak jak kobiety mają Ewę Chodakowską, tak homoseksualiści mają swoich muskularnych aktorów porno czy zwykłych umięśnionych facetów, których z namiętnością obserwują w sieci. A ci wrzucają: czasami zdjęcie bez koszulki, czasami w samych bokserkach, a czasami z mocno opiętym, przylegającym t-shirtem. Co wtedy dzieje się przed komputerami aspirujących atletów nie jest specjalną tajemnicą, podobnie jak ich zapewnienia, że jutro wszystko się zmieni, że jutro zapiszą się na siłownię i będą wyglądać tak samo. Otóż nie będą. Ich problemem nie jest brak mięśni, a brak pewności siebie. Myślą, że muskularną sylwetką zyskają przebojowość i kółeczko adoratorów. Jak się okazuje ci panowie z Facebooka co w samych, najczęściej wypchanych, majtkach prężą się do oka Instagramu są tak samo samotni. I na nic im były miesiące ciężkich wyrzeczeń. Być może dzięki temu paru licealistów rozkraczyło się przed nimi, ale cóż poza tym? Licealiści zwykle rozkraczają się przed większością, więc w erotyczne CV nie ma specjalnie co wpisać.

1002093_592711634096821_1489022579_n
instagram.com/dawidwolinski

Sam muszę przyznać, że jakiś czas temu padłem ofiarą takiego myślenia – przebywając z świetnie wyglądającymi modelami odczułem potrzebę uczestniczenia w tym wyścigu na jak najmniejszą zawartość tłuszczu w organizmie. Moje plany sportowe skończyły się oczywiście tak jak większości, czyli na maksymalnie dwóch tygodniach zapału, po których później leżało się w łóżku i nadrabiało stracone odcinki seriali. W czasie sportowego szału nie popadłem jednak w manię obsesyjnego współuczestniczenia w międzynarodowej internetowej akcji zwiększania masy. Nie oznaczałem się na siłowni (najlepiej PURE, bo droga i modna), nie wstawiałem zdjęć w przepoconych ubraniach (choć być może miałbym parę seks randek więcej), w końcu nie udostępniałem zdjęć roznegliżowanych panów z podpisami: „motywator na dziś”. Wychodzę z założenia, że Facebook służy do trochę innych celów niż soft porno. Mam swoje ulubione strony xxx i jeśli odczuwam potrzebę fantazji seksualnych to albo sięgam po telefon, albo właśnie po nie. Nie wyobrażam sobie masturbacji przy wpisach koleżanek z podstawówki i zdjęciach z wakacji mojej dawnej psychoterapeutki.

Nie chcę być tutaj alfą i omegą czy sportsmenem ponad miarę, bo nie jestem nim w ogóle. Lubię wysportowanych facetów, ale wszystko ma swoje granice. Gdyby każdy miał sylwetkę Ryana Gossling’a to czy byłoby się kim zachwycać? Zamiast spędzać godziny na siłowni wolę na spacerach. Jeść umiarkowanie zdrowe rzeczy, trzymać się z daleka od fast foodów i słodyczy, lecz z niczym nie przesadzać. Osoby, które obsesyjnie dbają o kondycję być może żyją dłużej, lecz te lata spędzają właśnie na salach gimnastycznych. Czy warto? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Komentarze:

8 Replies to “Homoseksualny biceps”

  1. Przeczytałem i.. nie wiem O CZYM tak naprawdę jest ten tekst ? Autor zazdrości tym, którzy regularnie chodzą na siłownię i zdrowo się odżywiają ? Ćwiczą, bo lubią, bo sprawia im to nieziemską przyjemność, bo dążą do jakiegoś celu, bo… ?!? Czy może kpi z alternatywnego stylu życia, takiego, jaki każdy sam sobie wybiera. Bo ma do tego prawo. Bo chce. Bo taki jest jego wybór ? Zachęcam do wytrwania „więcej niż dwa tygodnie” 😉

  2. Pat, muszę przyznać, że piszesz bardzo ładnie i składnie. Muszę też przyznać, że trochę ciebie znam i wieje stąd nieziemską hipokryzją.
    Przede wszystkim – nie odżywiasz się umiarkowanie zdrowo, ty jesteś wypchany święcącymi w ciemnościach flaczkami, smalczykami i innymi gównami – wiem, bo zdarzało mi się widzieć, jak jesz. I nie był to specjalnie przyjemny wygląd.
    Co do samego zjawiska postowania na fejsbuku, zgodzę się, że jest modne i ma w sobie znamiona targowiska próżności. Bardziej jednak odpowiada mi takie targowisko, na którym handluje się ciałem, niż to na którym wypisuje się yolo i pokazuje zaćpane mordki.
    Sam zacząłem ćwiczyć jakiś czas temu – głównie po to, żeby mieć lepszy nastrój, sylwetka jest tutaj raczej produktem ubocznym. Odżywiam się też zdrowiej, bo lepiej się po tym czuję.
    Nie imponują mi muskularni faceci, ale imponują mi tacy delikatnie atletycznie zarysowani. Z prostego powodu – jeśli ktoś ma tyle samozaparcia, żeby regularnie ćwiczyć i zdrowo jest – znaczy, że ma silną osobowość. Że najprawdopodobniej psychicznie też jest zdrowszy i silniejszy. To ludzie, ktorzy o siebie nie dbają, mają niską samoocenę i dlatego zapuszczają się coraz bardziej. A osoby ćwiczące mają wszystkie powody do tego, by samoocenę mieć wyższą niż przeciętniacy.

    Ot, moje zdanie.

  3. ja się z tym wszystkim co zostało napisane w 100% zgadzam taki jest nasz show business szpan ze mam rolexa i trzymam swoje yorki w torbie od louis vuitton , pokazywanie sie przed lustrem w slipach od armaniego , ale kogo obchodzi ciało wolinskiego on jest pedałem zobaczcie jak on wygląda włosy postawione na żelu farbnięte jasnym blondem dekold to jest właśnie dzisiejsze pedalstwo …można by było pisać godzinami jaki on jest i tak kochani fani dawida nie zgodzą się z tym nie dopuszczą do myśli ze jest gejem …ile pojawiło się artykułów , ze jest homoniewiadomo no i właśnie tylko zawsze tumaczy sie że nie

  4. zgodze sie z leśśśką bo tak jest jest zwykłym pedałem … pokazuje ciało i myśli ze jest fajny ……k u r w a kogo obchodzi jak wygląda nago a on daje do połowy fotki na instagrama ja współczuje jej curcę

  5. Zgodzę się z Twoją opinią o szerzącej się soft-pono mody na globie. Jednakże mylisz kolego pojęcia odnosząc się ,wręcz z pogardą ,do osób które ćwiczą i dbają o swój wygląd zewnętrzny. Tzw. narcyzm i stygmat mu przypisana jest napiętnowana w naszym kraju i nierzadko myląca z bi lub homoseksualizmem. Ponadto, czym różni się pokazywanie swojego np. motocykla, ulubionych ciuchów, ulubionej książki lub zestawu filmów które obejrzeliśmy od muskulatury ciężko wypracowanej na siłowni? Niczym! jedno i drugie jest hobby i daje taką samą przyjemność. Kwestia priorytetów. Może warto wrócić do genezy problemu i zacząć wątek dzieci internetu i budowania swojego e-image-u.

    Napicie się w weekend i zjedzenie kebaba nie zaszkodzi. Wręcz przeciwnie. Będzie miało pozytywne działanie na psychikę ćwiczącego i zaangażowanego w tą dyscyplinę sportu. Nie spodziewam się, że zrozumiesz bo ewidentnie preferujesz seriale i biadolenie o czymś czego nie rozumiesz. Bez obrazy…

    Pozdrawiam
    Jakub

  6. Ja ćwiczę, bo dzięki temu mam dobrą formę, ale nie chwalę się na facebooku, ani nie czepiam się innych, że ćwiczą. Nie ma nic złego w dbaniu o wygląd i nie wiem po co w ogóle o tym pisać. Poza tym dobra sylwetka dodaje pewności siebie, choć oczywiście nie znaczy to, że zahukany i nieśmiały dzięki sylwetce stanie się lwem salonowym. Wystarczy, że nikt nie będzie komentował grubego tyłka na co są narażone osoby otyłe.

  7. Nie każdy przebrnie przez poezję Kofty tak samo jak nie każdy wytrzyma dłużej niż dwa tygodnie na siłowni. Ludzie na szczęście są różnorodni i to właśnie sprawia że świat jest piękny i ciekawy. To, że kogoś nie rajcuje ambitna literatura nie czyni go gorszym człowiekiem od Ciebie. Argument, że niby „każdy jest w stanie zrobić piękną sylwetkę na siłowni” obaliłeś sam bo po dwóch tygodniach przestałeś ćwiczyć. Uważam, że należy podziwiać zarówno oczytanych intelektualistów jak i pięknie zbudowanych kulturystów. Każdy z nich włożył ciężką pracę w swój rozwój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *