O tym, jak żyją gwiazdy za filtrami Instagrama

Po lewej Lena Dunham w całej okazałości: ceniona pisarka, scenarzystka, aktorka i reżyserka. Po prawej tyłek Kate Rozz, celebrytki znanej z tego, że była dziewczyną Piotra Adamczyka.

Kiedyś mówiło się, że z rodziną to najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Tak naprawdę nic się nie zmieniło, jedynie rodzinę zastąpił fantastyczny świat, w którym każdy z nas chce choć przez chwilę poczuć się jak Maffashion na wakacjach czy Meryl Streep na pamiętnym oscarowym selfie. Tyle tylko, że więcej w tym filtrów na Instagramie niż prawdy.

Czy wiecie ile czasu topowa blogerka spędza na zrobieniu jednego selfie? Conajmniej kilkanaście minut. Sama Kim Kardashian – niekwestionowana królowa w tych fachu – przyznała, że zdarza jej się zrobić kilkaset zdjęć, zanim wybierze to idealne, które później ma miliony serduszek na Instagramie. Brzmi to upiornie. Ja zwyklę kończę na dwóch-trzech próbach, z których wybieram to najmniej szpetne i dodaję dużo światła.

Pewna polska aktorka starej daty wiele lat temu powiedziała mi, że nie godzi się już na okładki magazynów kobiecych, gdyż „połowę wydania, panie Patryku, zajmowałaby moja starcza skóra”. Wyznała także, że w jednej z fenomenalnych sesji sprzed dekady użyto specjalnych spinaczy do pościeli, by ściągnąć jej skórę do tyłu i wygładzić zmarszczki na twarzy. Poniżające, prawda? Ale efekt doskonały!

Czy wiecie, że gdy gwiazda sieci zamówi jedzenie w jednej z modnych w tym tygodniu restauracji, to najpierw robi sesję fotograficzną dań, by potem – gdy zwykle jest już zimne – zacząć spożywać tę kaszę jaglaną z owocami, których nazw nie potrafię wymówić?

Wyobraźcie to sobie: spięte modne towarzystwo, a dookoła biega jakaś Charlize Mistery i robi pięćdziesiąt ujęć listka mięty na gateaux z gorzkiej czekolady z migdałowym ciastkiem i lodami z palonego masła. Myślę, że tak wygląda piekło.

Kolejna sytuacja: pokaz mody, jestem tam zawodowo. Obserwuję. Nagle do stojącej obok mnie Natalii Kukulskiej podbiega pewna trzeciorzędna gwiazdeczka serialu i nic nie mówiąc przytula się i robi zdjęcie. Natalia nieco zdziwiona, w końcu nie zamieniła nawet słowa z tą panią. Wątpię, by w ogóle ją znała. Tymczasem pół godziny później Instagram oświadcza nam o ich przyjaźni i o tym, że spędzają właśnie razem szaloną noc.

I dalej: zdajecie sobie sprawę z tego, że dużą część postów na kontach celebrytek, modeli czy innych tworów telewizyjnych nie piszą gwiazdeczki, a firmy, z którymi te podpisały umowy? Często nie mają nic do powiedzenia w kwestii wyboru zdjęcia czy opisu, a ich konta w jakimś procencie prowadzone są przez anonimowych copywriterów, którzy nigdy ich nie widzieli na oczy. Niezłą wpadkę w tym temacie zaliczyła nie tak dawno temu Naomi Campbell.

naomi-2
Naomi omyłkowo wrzuciła na swój Instagram nie tylko „własną wypowiedź” napisaną przez Adidasa, lecz również początek wiadomości, jaką firma do niej przysłała

Instagram od dawna jest już polem marketingowców i nie ma nic wspólnego z realnym życiem. Posty gwiazd są wykreowanymi tworami, które mają za zadanie albo przyciągnąć nowych reklamodawców, zainteresować media podupadającymi karierami lub zrobić dobrze firmom, z którymi cyrograf został już podpisany.

Chyba nie ma więc czego zazdrościć. Co nie oznacza, że trzeba krytykować każdą współpracę. Zdarzają się oczywiście fajne i inspirujące, ale to od osób popularnych zależy czy wolą być jeszcze sobą czy tylko słupem ogłoszeniowym. Te ostatnie mają to do siebie, że w końcu ktokolwiek przestaje je zauważać.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *