„Jebać frajerów!”

Pamiętam, że kiedyś miałem siedemnaście lat. To zdanie samo w sobie jest już pewnego rodzaju wyzwaniem biorąc pod uwagę ile się wtedy działo, piło i wdychało. Otóż pewnego wtorku, czwartku, czy też niedzieli, wylądowałem na Chomiczówce. Było to o tyle ciekawe, że moim wcześniejszym wspomnieniem tamtej imprezy (wtedy jeszcze nie używało się słowa melanż) był murek gdzieś pomiędzy Nowogrodzką, a Wspólną, gdzie piłem zakazane substancje. Substancje wtedy były niemal tak tanie jak Marlboro w ’93, a pieniędzy jakoś nikomu nie brakowało, choć nikt nie pracował. Jednym słowem zabawa była przednia.

Po przebudzeniu na Chomiczówce (dla osób nieznających topografii stolicy warto dodać, że synonimem tego osiedla jest słowo zadupie) zacząłem pilnie szukać znajomych. Po wizytacji kilku pomieszczeń (a może to było tylko jedno, tylko świat mi się kręcił?) zrezygnowany wróciłem do punktu wyjścia, czyli na kanapę. Niedługo później zyskałem współtowarzysza niedoli w postaci popularnego dziś muzyka, w którym się kochają słuchaczki Radia Eska.

Muzyk podał mi flaszkę, zapytał o imię (w tej kolejności) i po chwili wyrzucił sam z siebie: „Jebać frajerów!”. Słowa, które dziś brzmią jak kolejny mem z kwejka, wtedy zadziałały na mnie motywująco. Pociągnąłem łyka dla podtrzymania stanu ducha i wróciłem do cywilizacji.

O całym wydarzeniu pewnie zapomniałbym, gdyby kilka dni później, na kolejnej z rzędu imprezie, nie wyszło, że pan muzyk jest znaną personą, a moi znajomi właśnie kupili bilety na jego koncert. Cóż, nigdy nie uważałem, że znane persony nie mogą mówić wiekopomnych słów, jak i tym razem. W takie dni jak dziś z łezką w oku wspominam tamten poranek i trudno mi się nie zgodzić z panem muzykiem. Jebać frajerów.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *