Jeden głębszy z FLORĄ.SUPER. (Mariusz Odwarzny)

Mariusz Odwarzny to ambitny aktor młodego pokolenia. Jednym z jego najnowszych projektów jest FLORA.SUPER. – ni to mężczyzna, ni to kobieta. Artysta, parodystka, nihilista. Było już wiele flor. Była ta od fauny, była ta do kanapki, wreszcie ta spod Kalisza… Przyszedł czas, by pojawiła się flora inna niż wszystkie pozostałe – FLORA.SUPER.

10467625_684886724915887_505289486_o 10473589_684886491582577_230255628_o 10459970_684886804915879_266820164_o

Patryk Chilewicz: Takiego projektu jeszcze nie widziałem. Wieczory panieńskie kojarzą się bardziej z umięśnionymi striptizerami niż aktorem parodystą wcielającym się w kobiece alter ego. Czy jest zainteresowanie Florą? I jacy ludzie „zamawiają” jej występy?

FLORA.SUPER.: Z tym „aktorem” to bym nie przesadzał, bo Mariusz ani szkoły artystycznej nie ukończył, ani po eksternie nie jest! Grać – gra, ale siebie przez całe życie, a to ma się już bliżej do „parodysty” właśnie lub – jak to określiła pewna pani, chcąc mu umniejszyć – do „oszołoma” (to spodobało się Mariuszowi i z tym mianem kroczy).

Nie będę się spierał – również takiego projektu jeszcze nie widziałem, stąd całkiem spontanicznie udało się etapami coś świeżego stworzyć. Jedni powiedzą, że to już było, inni napiszą, że tego nie powinno być – ja natomiast pokazuję, że to jest! FLORA.SUPER. jest żywa! Pokazuję, by inni mogli to zobaczyć (jakie to naturalne), bo widzieć znaczy wiedzieć, a z racji tego, że masy są zazwyczaj w ulepionym, negatywnym podejściu a priori – moim jedynym rozwiązaniem na dotarcie do odbiorcy, jest się pokazać, dać mu siebie doświadczyć, bo w terminologii, definiowalności zawrzeć mogę jedynie przedsmak tego, kim FLORA.SUPER. jest naprawdę.

Często posługuję się – jeśli już wchodzić w znaczenia – skrótem od reakcji ludzi na moją odpowiedź. Kim jest FLORA.SUPER.? Odpowiadam: FLORA.SUPER. to po prostu FLORA.SUPER. Oni wtedy mówią: AHA…?! I niby nie wiedzą, a jednak coś tam w nich zupełnie nieświadomie siedzi, co FLORĘ.SUPER. określa.
Mianowicie, „AHA” to skrót od trzech bliskich, budujących ją słów-kluczy:

A jak ALTERNATYWA – do rzeczonych umięśnionych striptizerów, którzy (nie zawsze) kopulują na blatach kuchennych zaskoczonych, pół przytomnych dziewic;
H jak HYBRYDA – facet (tutaj: ja) przebiera się za kobietę, zostawiając przy tym atrybuty swej męskości – ta mieszanka daje nową materię, czyli FLORĘ.SUPER.;
A jak ALTER-EGO – jest w każdym mężczyźnie ślad kobiety, który można zatrzeć lub pielęgnować, korzystać z niego – ja miałem być Magdą, jej pierwiastek we mnie siedzi i pomaga być wiarygodnym, gdy wchodzę we FLORĘ.SUPER.

Za moment powstania tej postaci uważam zakup czeskiego beretu na warszawskiej garażówce – tego dnia miałem wystąpić po raz pierwszy w przebraniu kobiety na wieczorze panieńskim siostry przyjaciółki. I potrzebowałem jakiegoś pseudonimu – zdjąłem świeżo zakupiony beret, spojrzałem na metkę: model FLORA.SUPER.! Nie potrzebowałem więcej – świecki cud istnieje i to była jedna z jego odmian…

Początki były czymś w rodzaju spontanicznego szaleństwa, pijackich „powydurniań” na wieczorkach koleżanek, przyjaciółek i ich kuzynek. Ile zapłacili, tyle zobaczyli. W następstwie pojawiał się kac, telefony od przyszłych mężów i jakaś gotówka. Ważne było to, że byłem jedynym mężczyzną na tej ich ostatniej wędrówce po piekiełku, dlatego nie zawsze wychodziłem cało – mam na myśli garderobę. Trzeba więc było wreszcie zbudować pewien konstrukt postaci, nadać jej charakter, określić wymagania techniczne. I tak z wariactwa niekontrolowanego zrodziło się kontrolowane uwalnianie idioty, czyli półtoragodzinne śpiewaczo-krasomówczo-taneczne „szoł” (bez pokazywania przodu i tyłu). Standardowo pięć piosenek śpiewanych na żywo z podkładem, przeplatanych wywodami o dotychczasowym życiu przyszłej panny młodej, przebiórkami w tematyczne kreacje oraz szeroko rozumianą improwizacją i animacją uczestniczek – w ogólnym zarysie ten czas to spojrzenie na sprawy odwieczne okiem „przebierańca”, czyli kogoś, kto nie przebiera w środkach, a tym samym przybiera niekonwencjonalne widzenie, mówienie, po prostu bycie. I nie o bycie transseksualistą, transwestytą czy transgenderystą tutaj idzie – zapominamy o pobudkach socjalnych, seksualnych, sakralnych (pewnie też). Jedynym rozwiązaniem na definiowalność wydarzenia jest nazwanie go po prostu performatywnym, takim, które w jakiś sposób kreuje na chwilę rzeczywistość, ale jedynie bawiąc, dając pociechę, rozśmieszając, etc.

Zawsze mówię tym, którzy tak bardzo chcą wejść we wszystko analitycznym rozumem i rozłożyć na łopatki albo części pierwsze: był sobie klaun, który milczał, zaraz po nim wchodziła kobieta z brodą, która miała brodę (szał), potem ktoś z widowni poślizgnął się na skórce od banana i było śmiechu, co niemiara. Byli bracia Marx i Chaplin, de Funes i Kołaczkowska (jest), kabarety, satyrycy, mimowie. Wystarczyło jednak, by facet przebrał się za babę, miał owłosione nogi oraz zarost i nawet nie był nad wyraz zdolny fiskomicznie czy parodystycznie, to rzesze oglądających umierały ze śmiechu. A skoro twórca FLORY.SUPER. ma to wszystko, jest zabawny i śpiewa – czemu nie dać światu czegoś świeżego, niepretensjonalnego, zapamiętywalnego?

Zainteresowanie FLORĄ.SUPER. rośnie, ale trzeba dużego wkładu pomysłodawcy, by rynek ją zauważył. Są jeszcze obawy przed kimś nie do końca normalnym, kto w końcu przebiera się za kobietę, są jeszcze zwolenniczki limuzyn i różowych unicornów, są wreszcie jeszcze samice, które potrzebują być zmłócone przez ogiera. Dlatego nie strasznym jest dla FLORY.SUPER. sprzedawać się dla czystej reklamy to tu, to gdzieś tam, bo czasy liche i cały czas ważniejszy jest ten Licheń.
Oczywiście dążymy w pocie czoła, by FLORA.SUPER. bywała na salonach i dano jej rozbawić córkę jakiegoś posła czy celebryty, ale większy nacisk kładziony jest raczej na pewien artystyczny głód, czyli stworzenie monodramu, recitalu czy czegoś dla szerszego mentalnie odbiorcy lubiącego eksperymenty. Nie ukrywamy jednak, że chcemy zarabiać, ale nie jest to równoznaczne z wciskaniem barachła do domów klientek czy zamienianiem jakości w ilość – jesteśmy tani, wygodni i ładni!

Jeśli mielibyśmy nazwać grupę odbiorców, to FLORZE.SUPER. zaufali i ci, którzy otwierają się na nowe, ale i ci, którzy lubią słomki w kształcie peniska. Także nie ma tu rysu charakterologicznego postaci zapraszających FLORĘ.SUPER. – jedyne, co można w tej kwestii powiedzieć to, że poczta pantoflowa daje największą możliwość dla FLORY.SUPER., by zaprezentować swoje, ale i dla rzeczonych odbiorców jest to wielka szansa spotkania nietuzinkowej postaci i powiedzenia sobie: lubię ją cholera!

Wydaję nam się, że jest coraz lepiej – zapraszają na wywiady (patrz: tu), chcą w telewizji, mówią na mieście. Oby tylko nie znalazł się lepiej przygotowany „ktoś” z dobrym PR, agentem i wkładem finansowym. Wtedy leżymy – i ja, i FLORA.SUPER. I choć lubimy tę pozycję, to jednak stanąć na nogi kiedyś by wypadało. Nie zmącą nam jednak dobrego widzenia takie perspektywy, bo razem mamy coś na wielką literę ‘C’ – albo się to ma albo się tego nie ma… To jest po prostu CZAR!

Komentarze:

One Reply to “Jeden głębszy z FLORĄ.SUPER. (Mariusz Odwarzny)”

  1. To miłe, że myślisz o sobie jak o kimś, kto był pierwszy. Nie byłeś. Piszesz o rzeczach, które już dawno inni odkryli. Nawet Djarumy paliło się 10 lat temu. A magazyny, fanziny itp. powstawały zawsze. Po prostu Ty o tym nie wiedziałeś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *