Jeden głębszy z Małgorzatą Halber

„Jeden głębszy” to nowy cykl na blogu #ohpatryk. Sprawa jest prosta jak kieliszek wódki. Ja zadaję jedno pytanie, a gość wyczerpująco na nie odpowiada.

Moim drugim gościem jest Małgorzata Halber, dziennikarka i recenzentka muzyczna. Karierę zaczynała w „5-10-15”, by potem na kilkanaście lat wylądować w muzycznych telewizjach komercyjnych. Dziś wciąż skupia się na muzyce, lecz tej lepszej. Trzeba przyznać, że jest też świetną komentatorką popkultury i współczesnych zjawisk społecznych. Twórczyni kultowego Bohatera.

1549402_10152129624724054_1957345261_nPatryk Chilewicz: Mam wrażenie, że jesteś gdzieś pośrodku. Pomiędzy mainstreamem, który pilnie obserwujesz, a kulturą wyższą, której jesteś odbiorczynią. O co chodzi z tym rozkrokiem? A może współczesność wymaga właśnie takiej elastyczności?

Małgorzata Halber: Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to to, że ja zupełnie siebie tak nie postrzegam. Coś przerażającego jest dla mnie w osobie, która z założenia odrzuca jakieś zjawiska tylko dlatego, że przynależą do jakiejś warstwy kultury – wyższej bądź niższej. Platon oraz Chopin to są postaci, które były popularne. Dopiero wpisanie ich w kanon, zjawisko sztuczne, tworzone przez akademickich ekspertów, stawia je na jakąś półkę, gloryfikuje je, jakoś sankcjonuje. Jest taki człowiek który pisze o muzyce i z założenia zespoły, które wydały swój materiał na siedmiocalówkach i jednej kasecie, są dla niego lepsze. Dla mnie to jest dziecinada.

Ten rozkrok, o który mnie pytasz, dla mnie ze środka nie istnieje. Moim ulubionym malarzem jest Cy Twombly, czytam Prousta z zachwytem i widzę głęboką mądrość w Piesele, który zachwyca mnie jako popularna wykładnia filozofii fenomenologicznej i rozumiem, że tu jest ten rozkrok. To nie jest tak, że pilnie obserwuję mainstream, a jestem odbiorczynią kultury wyższej. Przede wszystkim ja nie wierzę w coś takiego jak kultura wyższa. Przez wiele lat studiów zadawałam sobie pytanie co jest sztuką. I znalazłam na nie ostateczną odpowiedź w estetyce pragmatycznej, której ojcem założycielem jest John Dewey, autor książeczki „Sztuka jako doświadczenie”. O tym, co jest sztuką ostatecznie przesądza sam odbiorca i to, czy coś przeżyje. To Ty wiesz ostateczniem czy poruszy Cię Kanye West, film Beli Tarra czy też samotny przystanek autobusowy o drugiej w nocy przy rondzie Wiatraczna. Ta koncepcja mam wrażenie jest szczególnie niebezpieczna dla osób wyczulonych na to, jak są postrzegane przez otoczenie.

Dla mnie skreślenie czegoś tylko dlatego, że jest popularne świadczy o jakimś ograniczeniu. Może masz rację, może faktycznie mogę powiedzieć, że „obserwuję” jakieś zjawiska, bo jak wiadomo stworzenie czegoś co jest popularne, jest marzeniem, odsyłam do komunału „gdyby było wiadomo, co spodoba się ludziom, to wszyscy pisaliby przeboje”. Zastanawiało mnie dlaczego np. Michał Wiśniewski podbił serca osób, dlaczego Doda. Jakie cechy tych postaci spowodowały, że stały się autentycznymi gwiazdami. Natomiast ta ciekawość nie rozwija się już na czytanie Pudelka, który jest jakimś agresywnym generatorem klików. W tym czasie wolę czytać ogłoszenia na gumtree.

Dla mnie zachwycająca jest mnogość przejawów świata. Poczynając od interesowania się bezkręgowcami, jako najbardziej kuriozalnej formie życia, kończąc na sztuce nazywanej outsider art. Nie interesują mnie przypisy, czyli opinie, kategoryzacje, nie interesuje mnie taksonomia kultury, tylko jej artefakty same w sobie. Interesuje mnie jak opisać Erika Satie współczesnym językiem, przynależącym do Vice’a. Nie na siłę, w ramach kreacji, ale dlatego że ja sama takim językiem operuję. Zresztą kilkakrotnie oberwało mi się za to podejście, za chęć mówienia o rzeczach uznawanych za trudne językiem prostym. Jak napisałam o Hanslicku, ojcu muzykologii, pojawiły się pod tekstem zarzuty „nie rozumiem dlaczego autorka sili się na młodzieżowy żargon”. No właśnie nie silę się, właśnie chodzi o to, że tak mówię i tak mówią moi znajomi. I myślę sobie, że kiedy powie się „hej, Mdłości to wspaniała książka o samotności, o tym kiedy słyszysz wyłącznie głosy w swojej głowie i jest ci już od tego niedobrze” to to ma większy sens, niż szukanie w upiciu się Jerzego Grotowskiego transgresji i stawiania pytania o to, czy świat w którym żyje jest miejscem prawdy i święta, co ma wyjawić śpiewając po pijaku „fucky birthday”.

Komentarze:

2 Replies to “Jeden głębszy z Małgorzatą Halber”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *