Jeden głębszy z Mirellą von Chrupek

„Jeden głębszy” to nowy cykl na blogu #ohpatryk. Sprawa jest prosta jak kieliszek wódki. Ja zadaję jedno pytanie, a gość wyczerpująco na nie odpowiada.

Mirella von Chrupek to blogerka, fotografka, projektantka. Miłośniczka piękna, które bardzo odstaje od tego serwowanego nam przez media głównego nurtu. Fascynatka przedmiotów, projekantka lalek i postać nietuzinkowa. Barwny kwiat Warszawy. Nie kryje się ze swoją kobiecością, nie boi się koloru różowego i udowadnia, że wyglądając jak delikatna dziewczynka nie trzeba być półgłówkiem. Jedna z liderek zespołu Turnus.

1479109_10152165450712275_998298233_nPatryk Chilewicz: Mirella, twój wizerunek jest wyjątkowy, wystarczy przejrzeć Twoje zdjęcia. Skąd pomysł na robienie z siebie swoistej lolitki? I czy to właściwie dobre określenie?

Mirella von Chrupek: Nie mnie siebie oceniać. Zadanie to dość niewdzięczne i z chęcią bym się z niego wywinęła niczym piskorz, ale skoro mnie przydybałeś, postaram się zmierzyć z tematem najlepiej jak na panienkę z dobrego domu przystało. A temat frywolny i lekki.

Na wstępie sprecyzujmy – ja nie mam „pomysłu” na robienie z siebie lolitki. Pytanie z góry postawione zakłada, że owy styl został przeze mnie wykreowany i obmyślony w zaciszu alkowy. A czy po prostu styl, to nie jest coś co wychodzi prosto z nas?

Modą zbytnio się nie interesuję, ale fatałaszki lubię. Nie śledzę trendów, ubieram się w to na co mam ochotę. Nic na to nie poradzę, że lubuję się w baroko-rokoko i że ma być koronka i błyszczące złoto. Rano otwierając szafę zadaję sobie tylko jedno zasadnicze pytanie: Mirka, jak się tu dziś ubrać? I odpowiedź jest zawsze tylko jedna: Ładnie! I tą zasadą się kieruję. W szafie od lat króluje ta sama paleta kolorystyczna: od bieli do czerwonego. Próżno tam szukać szarości, czarnego i spodni. Choć mam jedne – różowe, dresowe, z napisem Princess na pupie (prezent od Taty).

Ale jeśli dla wielu lolitkowatość przejawia się w krótkich spódniczkach i porcelanowej buzi to być może wpasowuję się idealnie w ten kanon. Nie mnie osądzać. Kolekcjonując lalki i otaczając się księżniczkami z różnych bajkowych rodów, nie mogę pozostać obojętna na ich urodę i może nie bez kozery mówi się, że kto z kim przystaje, takim się staje. No cóż, mam w sobie jakąś tęsknotę do dzieciństwa, która być może przejawia się także na różnych poziomach.

Zdaję sobie jednak sprawę, że owy wizerunek, może niektórym przywoływać nimfetkowe skojarzenia. Zaczepiają mnie panowie, którym przypominam koleżanki z ławki szkolnej lub ich pierwsze miłości. Przechodząc kiedyś po pasach, jeden pan trzy razy się za mną obejrzał, by w końcu powiedzieć radośnie: – No, Ula. Moja Ula z IIIC! Bardzo mnie to rozbawiło i pomyślałam, jakże to wspaniałe uczucie podarować komuś niewinny powrót do przeszłości. Raz, stając przed Pijalnią Czekolady, zagadnął mnie jeden starszy pan i chciał mnie zaprosić na ciastko. Miłe to. Mam swojego ulubionego Pana na poczcie, który lubi jak liżę znaczki. Cieszy mnie niezmiernie, gdy zauważam, że ludzie wyczuleni są na szczegół. Pan w kiosku, gdzie kupuję gazety, rozpoznaje mnie po moich czerwonych paznokciach. To uwagę przykuje broszka, a innym razem białe rajtuzy. Oprócz nobliwych panów, lubią mnie także pijaczki i dresy. Normalnie hulaj dusza, piekła nie ma!

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *