Jeden głębszy z Radkiem Rejselem

„Jeden głębszy” to nowy cykl na blogu #ohpatryk. Sprawa jest prosta jak kieliszek wódki. Ja zadaję jedno pytanie, a gość wyczerpująco na nie odpowiada.

Radek Rejsel to złote dziecko polskiej alternatywnej sceny muzycznej. Przystojny, wygadany i utalentowany. Ma już oddane grono fanów i fanek, lecz póki co skutecznie udaje mu się uniknąć zachwytem nad sobą samym. Wyrazisty wizerunek w połączeniu z przebojowymi piosenkami sprawiają, że interesuje się nim coraz szersza grupa odbiorów i coś mi się wydaje, że Rejsel dopiero się rozkręca! Sprawdźcie jego solowy projekt na Facebooku.

Źródło: www.facebook.com/wearetheand
Źródło: www.facebook.com/wearetheand

Patryk Chilewicz: Radku, ostatnio dużo cię wszędzie. Masz coraz bardziej drapieżny i wyzywający wizerunek. Czy przekłada się to też na propozycje matrymonialne, tudzież seksualne?

Radek Rejsel: Kiedy przeczytałem pierwszą cześć pytania, pomyslałem: „Bzdura!” Mnie w ogóle nigdzie nie ma! Ostatnio staram się nie nadużywać miasta, szczególnie wieczorami. Skupiam się na pracy w studio, uprawiam sport, kończę szkołę, więc stwierdzenie, że jest mnie za dużo, wydaje się dość naciągane…. Ale, ale: „Face The Fact”, cytując kalendarzową grafikę Diesing, jestem non-stop-online. Moje życie w sieci toczy się prawie linearnie z moim realnym zyciem. Gdyby nie internet, nie zadałbyś mi tego pytania, może w ogóle byśmy się nie poznali! Staram się mieć rękę na myszce jeśli chodzi o sprawy związane z prowadzeniem mojej twórczości. Czasem zagalopowuję się, mylę kontakty towarzyskie z „biznesowymi” i zaczynam przyjaźnić się z awatarami, a nie prawdziwymi ludźmi. Źle. Face The Facts.

Czuję, że na serwerach jest moja scena, na której mogę bez kagańca szczerzyć kły. Działam niezależnie, a więc mogę robić co mi się podoba. Jasne, zastanawiam się, cyzeluję, nastawiam się na odbiór, ale nie jest to tak rygorystyczne jak w przypadku TV czy radia. Mój wizerunek chyba zawsze był „drapieżny”, począwszy od Brendy Walsh, skończywszy własnie na solowym działaniu. Pozostawiłem liryczność i spokój dla The Andu, przestałem na siłę mieszać wizerunki. Wniosło to dużo powietrza, „Mayhem” to jest tylko jedna z moich twarzy, choć przyznam, że lubię te bezpośrednie i wyraziste kreacje .To takie rozpychnie się łokciami w cyberprzestrzeni, choć uważam, że nie jestem na skraju mojej skali. Nie mam żadnych pikantnych historii do opowiedzenia. Jak ktoś kokietuje, propsując moją muzykę, odbieram to bez dopowiedzeń.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *