#jedengłębszy Jan Śpiewak szczerze o klasie politycznej i swoich planach na przyszłość

Jan Śpiewak to jeden z najbardziej rozpoznawalnych stołecznych samorządowców. Nie dość, że nie jest związany z żadnym układem dotąd rządzącym, to jeszcze można posądzić go o inteligencję i bycie przystojnym. Czy to nadzieja polskiej polityki? Miejmy nadzieję, choć takich nadziei było już kilka i zwykle wciągały je partyjne układy. A o brudach „wielkiej” polityki właśnie jest dzisiejszy #jedengłębszy.

Patryk Chilewicz: Czy nie czujesz zażenowania, że w ramach swojej działalności społeczno-politycznej musisz rozmawiać z osobami bez żadnej wiedzy i kultury? I co wtedy czujesz?

Jan Śpiewak: Takie sytuacje w moim codziennym życiu nie są wcale częste. „Zwykli ludzie”, jeśli chcą rozmawiać i poświęcić parę minut na dyskusję, to nawet jeśli nie mają wiedzy, wysłuchają przynajmniej argumentów. Nie zawsze dadzą się przekonać, ale bardzo rzadko mają klapki na oczach. Taka rozmowa zawsze jest o czymś – konkretnych sprawach i interesach.

Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy rozmawiam z polskimi politykami. Tutaj przede wszystkim prawie każdy jest zakochany we własnej osobie. Argumenty przeciwko ich stanowisku odbierają nie jako element dyskusji, ale atak na ich ogromne rozdęte ego. Liczba niewykształconych, zadowolonych z siebie narcyzów w polskiej polityce jest gigantyczna. Ja mam do czynienia głównie z politykami samorządowymi, aż strach pomyśleć co się dzieje na górze w parlamencie. W polskiej polityce działa selekcja negatywna: w górę nie idą najlepsi, ale najbardziej bezlitośni, konformistyczni i potrafiący szeroko rozpychać się łokciami. W tym celu zdradzą i sprzedadzą własną matkę. Z takimi ludźmi później trzeba rozmawiać na tak zwane „poważne tematy”.

Po pierwsze: nie denerwuj się Andrzej.

Najważniejsze zachować zimny spokój. W związku z tym, że mam gorący temperament, jest to dla mnie czasem problem, ale wiem, że jeśli stracę nerwy to przegrałem, a swoim przeciwnikom dam powody do satysfakcji. Biorę głęboki oddech i dalej próbuję przedstawiać swoje racje.

Po drugie: nie robię tego dla siebie tylko dla sprawy.

Wiem: to brzmi górnolotnie, ale serio taka jest prawda. Zależy mi na wielu sprawach, mam swoje zdanie, wierzę w coś, co nazywamy dobrem wspólnym i tym, że ludzie raczej są dobrzy niż źli i razem możemy zbudować coś więcej niż tylko galerie handlowe i grodzone osiedla. Gdy rozmawiam z politykiem bucem zadaję sobie pytanie: co ja tutaj robię? I od razu przypominam sobie o tym, że to tylko kolejny kroczek do celu. Ten cel jest bardzo daleko i może osiągnę go za 10 lat, a może dopiero moje dzieci to zrobią, nie ma więc spiny.

Nie oznacza to, że przechodzę do porządku dziennego nad otaczającą nas w przestrzeni publicznej chamstwem i ignorancją. Wręcz przeciwnie. Ona mnie nakręca do dalszego działania. Zmiana na lepsze bierze się z niezgody i buntu wobec status quo. Rozmowy z „Januszami polityki” są dla mnie paliwem i utwierdzają mnie w przeświadczeniu, że wybrałem słuszną drogę. No bo jak nie my to kto?


„Jeden głębszy” to cykl na blogu #ohpatryk. Sprawa jest prosta jak kieliszek wódki. Ja zadaję jedno pytanie, a gość wyczerpująco na nie odpowiada.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *