#jedengłębszy Zosia Zborowska i jej najbardziej szalony wyczyn

Zosia Zborowska to jedna z najbardziej szalonych i nieujarzmionych gwiazd młodego pokolenia, jakie miałem okazję ostatnio spotkać. Aktorka będzie, jak sądzę, największą gwiazdą jesiennej edycji programu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Polecam obserwować jej Snapchat (zborosia), który rozśmieszy każdego lubującego się w ludzkiej krzywdzie oraz nieszczęśliwych wypadkach.

Patryk Chilewicz: Jaka jest najbardziej szalona rzecz, jaką zrobiłaś w życiu?

Zofia Zborowska: Poleciałam do siostry do Brazylii, gdzie poszliśmy na festiwal Fortal. Biletami na tę imprezę są t-shirty. Oczywiście są straszne, aż bolą od koloru. Na szczęście można je delikatnie przerobić, by wyglądać inaczej. Na tę imprezę szliśmy ja, moja siostra z facetem i kilka naszych koleżanek. Umówiliśmy się, że nie bierzemy telefonów komórkowych. Nie wzięłam nawet torebki, jakieś drobne pieniądze do kieszeni. Moja siostra dobrze wie, że jest królową przypału, więc przywiesiła mi do moich jeansowych spodenek zawieszkę z walizki, gdzie był adres. Oczywiście wszyscy się bardzo ze mnie śmiali, jakoś już do tego przywykłam…

Po trzech godzinach zgubiłam się. Na początku imprezy ustaliliśmy miejsce, w którym spotykamy się w takiej sytuacji. Nie byłam w stanie nikogo znaleźć, bo wszyscy byli w tych samych cholernych koszulkach. Poszłam w umówione miejsce, ale oczywiście nie trafiłam tam. Szukałam, szukałam, byłam już w strasznym stanie – mocno wstawiona, zmęczona, zła. Przypałętały się jakieś małe dzieci, które dodatkowo mnie stresowały. Masakra! Szlochałam, odpowiadałam im po włosku i angielsku, że zgubiłam się. Nikt mi nie był w stanie pomóc, więc wzięłam się w garść: miałam drobne, adres do domu, postanowiłam złapać popularną tam mototaksówkę i spróbować dotrzeć. Miałam jednak za mało pieniędzy.

39484_417873443118_6602016_n

Postanowiłam więc wbić się do punktu medycznego, który jest przecież na każdym festiwalu. Nikt z lekarzy i policjantów oczywiście nie mówił po angielsku. Jeden coś tam rozumiał, na migi starałam się mu wytłumaczyć o co chodzi. On do mnie „Sofija, Sofija, yes!”, więc myślałam, że zrozumiał. Wrzucili mnie do swojego wielkiego, opancerzowanego wozu. Byłam tam ja i czterech chłopa. Ja szlocham, oni w świetnych humorach. W pewnym momencie myślę: „przecież legendy krążą o korupcji policji w Brazylii, oni mnie wywiozą do lasu i zgwałcą”. Nie muszę dodawać, że byłam półnaga – krótkie szorciki, duży dekolt… Widzę, że wiozą mnie naokoło! Na szczęście okazało się, że zrozumieliśmy się dobrze, podwieźli mnie pod samą bramę osiedla. Cieć patrzy się na wielki wóz policyjny, wtem wychodzi czterech wielkich chłopów i ja, odje***a jak szczur na otwarcie kanału, w odblaskowym bikini, wciąż szlochająca. Cieciowi oczy z orbit wyszły, a policjanci do mnie na misia i że „bye, bye”. Moja siostra spała, szwagier oglądał film. Wyluzowani całkowicie, bo byli pewni, że dam sobie radę. I dałam…


„Jeden głębszy” to cykl na blogu #ohpatryk. Sprawa jest prosta jak kieliszek wódki. Ja zadaję jedno pytanie, a gość wyczerpująco na nie odpowiada.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *