Ksiądz Charamsa nowym uczestnikiem "Tańca z gwiazdami"

Śniło mi się wczoraj, że ksiądz Charamsa bierze udział w „Tańcu z gwiazdami”. To nie jest wykluczone, ale po kolei.

Mój pierwszy odbiór duchownego katolickiego, który przyznaje się do bycia gejem był bardzo ciepły. Wysokie stanowisko w Watykanie, coming out tuż przed Synodem Biskupów ds. Rodziny… Odważne, to robi wrażenie. Potrafię także zrozumieć, że 18 lat będąc w kapłaństwie nie miał odwagi zmierzyć się ze swoją seksualnością – katolicyzm, podobnie jak polskość, jest mocno opresyjny i ciężko jest, zwłaszcza będąc na widoku wszystkich, mówić o sobie szczerze. Zwłaszcza, jeśli nie jesteś białym, heteroseksualnym katolikiem, czyli nie masz pełnych praw decydowania o sobie.

Tutaj jednak moje zrozumienie Krzyśka – bo tak prosi, by o nim mówić – kończy się. Okazuje się, że ksiądz zaplanował całą kampanię medialną mającą nakręcić zainteresowanie wokół niego. Datę swojego wystąpienia wybrał nieprzypadkowo, urządził je w ulubionej kawiarni Felliniego (znaczące), pokazał na niej narzeczonego… A to dopiero początek. Książka Charamsy jest już gotowa do wydania i to w dwóch językach – po włosku i po polsku. „Krzysiek” mocną ją reklamuje: a to w TVN24 podczas rozmowy z Katarzyną Kolendą-Zaleską, a to podczas wywiadu z Renatą Kim w bieżącym „Newsweeku”. Na niewygodnie pytania dziennikarki miał jedną odpowiedź: „opowiem o wszystkim w mojej książce, jest już gotowa do druku”, „na to pytanie też odpowiem w mojej książce”. No i interes się kręci, książka z pewnością okaże się dużym sukcesem wydawniczym. Może nawet Daniel Olbrychski nagra do niej audiobooka? Jak dobrze pójdzie to i Hollywood zainteresuje się ekranizacją, bo temat nośny. Ale nie bądźmy złośliwi, Charamsie przydadzą się pieniądze, bo zgodnie z przewidywaniami został on już persona non grata w Watykanie, a niebawem pewnie w całej wspólnocie Kościoła.

Krzysiek z narzeczonym
Krzysiek z narzeczonym

Natarczywość „Krzyśka” możemy zaobserwować nie tylko w wywiadach, ale w kontaktach z dziennikarzami. Okazuje się bowiem, że Charamsa latał po wszystkich większych tytułach mogących zainteresować się jego opowieścią, obiecując przy tym gruszki na wierzbie. Oto tweet zastępcy redaktora naczelnego „Wprost”:

Dodatkowo w tygodniku możemy przeczytać:

W sobotę rano redakcja „Wprost” udostępniła okładkę nowego wydania i wyjaśnienie, dlaczego mimo wszystko zdecydowała się opublikować wywiad z duchownym. – Ksiądz Krzysztof Charamsa w wielkiej tajemnicy skontaktował się z nami przed tygodniem, obiecując ekskluzywny wywiad. Chciał wyjawić swój dramat, rozterki życiowe kogoś, kto wspiął się wysoko w watykańskiej karierze, miał być autorytetem w kwestiach nauki i wiary. W miarę upływu dni dowiadywaliśmy się o kolejnych tytułach czy stacjach radiowych w Europie, które otrzymały podobne obietnice. W końcu okazało się, że ksiądz, który od jakiegoś czasu planował książkę o swoim życiu w zakłamaniu, rozesłał listy czy wywiady do możliwie dużej liczby tytułów, dostosowując ich treść do profilów gazet w nadziei na lepszą promocję. Niezależnie od tego, na co liczył ksiądz prałat, uznaliśmy, że – w kontekście jego całego życia – rozmowa jest na tyle bulwersująca i oddająca coraz dziwniejsze procesy zachodzące w otoczeniu papieża Franciszka, że powinniśmy ją opublikować, dać szansę czytelnikom, żeby mogli wyrobić sobie własne zdanie.

I w ten sposób „Krzysiek” zdobi w pierwszy poniedziałek po swoim coming oucie okładki „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka”, rzeczonego „Wprost”, „Faktu”, „SuperExpressu”, „Rzeczpospolitej”… Nie dziwię się zainteresowaniu kolegów dziennikarzy, bo temat jest jak najbardziej medialny. Zastanawia mnie jednak potrzeba sensacji, jaką czuje w sobie Charamsa. Czy naprawdę trzeba było udzielić kilku tych samych wywiadów, z tymi samymi banałami o (nierealnej) odnowie Kościoła? Czy może jednak lepiej byłoby wyznać wszystko w książce i na tym budować swój przekaz? „Krzysiek” robi wokół siebie zamieszanie godne Ani Muchy, a nie poważnego teologa, który idzie z bardzo ważnym przesłaniem i przykładem. Spójrzmy choćby na Roberta Biedronia – zadeklarowanego geja i polityka – który ze swojej orientacji nie robi sensacji, podobnie jak ze związku, w którym od lat funkcjonuje. Jest zadeklarowanym gejem, ale nigdy nie czuł potrzeby takiej ekspansji swojej seksualności. W skrócie: wiemy Charamsa, że jesteś gejem. Akceptujemy cię, ale co jeszcze masz nam do powiedzenia? Na razie zrobiłeś burzę w szklance wody i porwałeś się z motyką na słońce. Wiedziałeś, że nie masz szans. Być może było to działanie szlachetne, choć chyba bardziej nastawione na zdobycie popularności. A to stawia walkę o prawa mniejszości seksualnych w bardzo złym świetle. Ty je w nim stawiasz.

Jeśli ksiądz – zapewne już niedługo – nie zacznie działać w sposób bardziej przemyślany, to straci resztki podważonego już zaufania. Chyba, że celem jest naprawdę stałe miejsce w porannym paśmie telewizyjnym i udział w „Tańcu z gwiazdami”. Jeśli tak, to wszystko idzie idealnie!

Komentarze:

3 Replies to “Ksiądz Charamsa nowym uczestnikiem "Tańca z gwiazdami"”

  1. O rany, Tobie się to śni, a dla mnie to całkiem realna wizja „kariery” tego faceta. Owszem, nie mam nic do ujawniania swoich skłonności seksualnych (abstrahując od tego, iż ten Pan jest księdzem i złożył śluby czystości), ale cała szopka która zaistniała w związku z tym jest poniżej krytyki. Teraz widać, iż jest to świetnie zaplanowana akcja marketingowa, więc z drugiej strony czapki z głów za pomysł oraz uzyskanie darmowej reklamy w najważniejszych mediach oraz pasmach informacyjnych. To jego sukces, a my oraz media w ten sukces zostaliśmy wmanipulowani. Podejrzewam jednak, że jak szybko się pojawił, tak szybko też zniknie. Ot chwilowość celebryctwa 🙂

  2. Posiadając tylko wiedzę mainstreamową (a więc żadną) nie da się pojąć głębszych – tak, również czasem ukrytych – mechanizmów funkcjonowania naszego tu matrixa. Aby pojąć całość i móc spojrzeć w kontekście – nie ma rady, musimy zacząć sięgać po wiedzę alternatywną. Sprawa Krzyśka – wbrew temu, co korporacyjne media próbują nam przedstawiać – to nie jest dramat jednego aktora, to tylko malutki fraktal dużo większej rzeczywistości. Za kurtyną odbywa się prawdziwa walka prawdziwych buldogów 🙂 Więc, „tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga”…

    https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/10/04/czego-w-sprawie-ks-krzysztofa-charamsy-nie-dowiesz-sie-ani-z-lewackich-ani-z-katolickich-mediow/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *