List otwarty do gwiazd siedzących w szafie

Z okazji Międzynarodowego Dnia Coming Outu myślę dziś dużo o moich znajomych aktorach czy wokalistach, którzy siedzą głęboko w szafie i boją się z niej wyjść. Gdzieś tam w głębi staram się was zrozumieć, w końcu nie każdy musi iść na barykady i walczyć o równość. Każdy jednak potrzebuje – dla własnego zdrowia psychicznego (wczoraj było jego święto, wszystkiego najlepszego!) budowania tożsamości na stabilnych, wiarygodnych fundamentach. Rozumienie z was przychodzi mi z dużym trudem, a argumenty o braku chęci eksponowania swojego życia prywatnego są argumentami wyjętymi z czterech liter – seksualność w tym wymiarze nie jest niczym intymnym. Spójrzcie chociażby na ulicę, ludzi trzymających się za ręce czy publiczne pary mogące w spokoju adorować się nawzajem. Zazdrościcie im, wiem, ale też z pewnością frustruje was ten widok w odniesieniu do waszych wewnętrznych blokad. Nie zazdroszczę.

I myślę sobie, że to musi być – pomijając kwestie etyczne waszych wyborów – cholernie ciężkie. Ciężkie zarówno dla was, jak i waszych drugich połówek – jeśli je macie. Ukrywanie się nie tylko przed paparazzi, ale przede wszystkim przed obiektywem własnego telefonu, kombinowanie jak nie pokazać na Instagramie, że pojechało się z nim na wakacje, a w końcu publiczne udawanie, że łączy was tylko kumpelstwo, jesteście ziomami, albo co gorsza – zaprzeczanie swojej tożsamości… Ciężko musi być żyć w ten sposób. Ciężko chyba też mieć wtedy do siebie szacunek. To musi rodzić sporo wewnętrznego gniewu, złości, frustracji, zaprzeczenia i zwyczajnego braku sympatii dla życia. Nie zazdroszczę.

Życzę wam odwagi, by być sobą. Niezależnie od prywatnych sympatii, a z wieloma z was bardzo się lubię, życzę wam ulgi, która cholernie dobrze by wam zrobiła. Z mojej perspektywy lepiej jest usłyszeć sto razy, że jest się obrzydliwym zboczeńcem niż patrzeć w lustro i widzieć osobę, którą nie jestem. Wybór jednak oczywiście należy do was. Bądźcie w nim dzielni.

Komentarze: