Ludzie, kradną!

Staram się nie zajmować sprawami, które nie spełniają przynajmniej jednego z trzech podstawowych zasad: śmieszności, ważności lub piękności. Gdy sprawa, osoba lub rzecz spełniają choć jeden z tych punktów, są w kręgu moich zainteresowań. Tym razem jednak muszę pochylić się nad czymś – zdawało się – idiotycznym i raz na zawsze wyjaśnić coś, co powiela się w komentarzach od dosyć dawno. Ale po kolei.

Jak wiecie lub nie, jestem założycielem i jednym z prowadzących fanpejdż Vogule Poland. Powtarzam: jednym z prowadzących, co oznacza, że jest nas więcej. Stronie za chwilę pęknie 150 tysięcy fanów, co jest według mnie naprawdę fajnym wynikiem, bo nie stoi za nami budżet dużej firmy, reklamy czy choćby jeden kupiony fan.

Tak duża ilość lajków sprawia, że ludzie – co naprawdę świetne – chcą współtworzyć Vogule Poland i wysyłają linki, propozycje tematów lub zdjęcia. Te po wstępnej weryfikacji któregoś z administratorów często lądują na naszym profilu. Czasami zdarza się, że pochodzą one z innych śmiesznych stron, o czym nie mamy pojęcia, ponieważ nie jesteśmy w stanie kontrolować wszystkiego, co dzieje się w sieci. To nierealne.

Jeśli tak się zdarzy, to automatycznie pojawia się internetowy moralista, który zaczyna wyzywać od… złodziei. Tak, złodziei. Zdaję sobie sprawę, że takie prostackie i mocne oceny są nośne i fajnie jest z kanapy obrazić dowolną osobę w sieci, jednak wydaje mi się, że minimum rozsądku i wiedzy o współczesnym Internecie wystarczają, by zrozumieć, że nie ma tu mowy o złodziejstwie, a zwykłym mieleniu dalej treści – tak właśnie wygląda współczesny świat social media.

Bardzo łatwo zapobiec tej haniebnej zbrodni, jaką jest nieumyślne udostępnianie czyjegoś pomysłu: wystarczy nałożyć znak wodny, napis czy logo, które bezpośrednio wskazują na autora / autorkę treści. Świetnym przykładem są tu np. Mnie śmieszy czy BEKA Z KLANU. Nie ma problemu ze znalezieniem źródła, ponieważ… jest ono podpisane. Niby nic, a rozwiązuje problem tego szokującego procederu.

A na koniec zagadka dla chętnych. Nie tak dawno dostałem na skrzynkę Vogule Poland zdjęcie z plecami Agnieszki Jastrzębskiej. Wiedziałem, że to będzie prawdziwy hit i że tylko ja jestem w posiadaniu tego ujęcia. Wrzuciłem je więc czym prędzej na stronę i zapomniałem z tego podniecenia nałożyć napisu „#VogulePoland”, którym zwykle zaznaczam autorskie treści. Zdjęcie oczywiście rozeszło się szeroko, pisały o tym tradycyjne portale show-biznesowe. Niektóre podawały źródło malutkimi, szarymi literami, a jeszcze inne „zapominały” i o tym. Zdjęcie stało się własnością sieci. I co teraz mam zrobić? Czy zgodnie z etosem facebookowych żandarmów powinienem kogoś skuć kajdankami i zesłać na ciężkie roboty? Halo, policja, możecie przyjechać na Facebooka?

Komentarze: