mBankowi mówię ostatecznie: dość

Jak każdy porządny obywatel mający wolne przedpołudnie poszedłem wydawać pieniądze. Okazało się, że nie mogę kupić sobie nowych głośników, gdyż moja karta MasterCardnie działa zarówno z terminalem, jak i w bankomacie. Postanowiłem dowiedzieć się o co chodzi w banku. Po odsłuchania czterech minut idiotycznej melodyjki odezwał się pan, który powiedział, że mi nie pomoże gdyż nie znam mistycznego TELEKODU. Na pytanie czym jest telekod powiedział, że nie wytłumaczy mi tego, jeśli nie mam przed sobą komputera. Grzecznie go uświadomiłem, że stoję przed sklepem i robię z siebie idiotę w oczekiwaniu na zwrócenie mi dostępu do moich pieniędzy. Nie pomogło, że podałem swoje nazwisko, pesel, adres zameldowania, kod abonenta czy nawet nazwisko panieńskie matki. Telekod albo won.

mbank_nowe_logo

Zrezygnowałem z usług szablonowego ludka i postanowiłem spróbować raz jeszcze – a nuż trafię na kogoś bardziej rezolutnego? Tym razem po trzech minutach oczekiwania miła pani powiedziała mi, że mnie przełączy dalej i… zostałem przekierowany na robota, na którego zawsze trafia się po wybraniu parszywej infolinii mBanku. Także historia zatoczyła koło, podobnie jak kretyńska melodyjka.

Dotarłem w końcu do domu i sam znalazłem czym jest telekod. Nigdy z niego nie korzystałem, ale zmieniłem na wszelki wypadek. Za trzecim razem nie miałem już tyle cierpliwości. Beznamiętnie wydarłem się na bogu ducha winną kobietę, która chyba zrozumiała, że nie zbędzie mnie kolejnym zdaniem, które widocznie bardzo skrupulatnie wyryto im wszystkim na szkoleniach. Okazało się, że pani jest mi w stanie pomóc i wykazuje nawet odrobinę zaangażowania! Moja radość była jednak przedwczesna. Pani musiała zasięgnąć kolejnej opinii kolejnego eksperta, co dało dwie minuty więcej idiotycznej melodyjki, podczas której jestem przekonany, że żuła gumę i dłubała w nosie. Po tym czasie szablonowo podziękowała mi za „czas, który pan poświęcił na oczekiwanie” i oświadczyła, że… wina jest najwyraźniej moja! Pani ze słuchawki po długich namysłach doszła do wniosku, że to ja musiałem uszkodzić kartę. Zaciekawiło mnie to, bo karta była używana z powodzeniem wczoraj w okolicach 20:00, a później leżała spokojnie w portfelu. Pani na szczęście uspokoiła mnie, że to nic, bo ona mi może wyrobić nową i to za darmo! Dostanę ją poleconym w przyszłym tygodniu. A co będę jadł przez weekend, skoro w gotówce mam 20 złotych, a nie mogę ani nigdzie zapłacić, ani wybrać pieniędzy? Na to pytanie pracownica mBanku odpowiedzi już nie znała.

Ja więcej pytań nie mam – mBank po raz kolejny zawodzi mnie na całej (info)linii. Jedyne czego pragnę to jak najszybciej opuścić to felerne miejsce. Co polecacie? W którym biurze obsługi melodyjka jest najmniej irytująca?

Komentarze:

4 Replies to “mBankowi mówię ostatecznie: dość”

  1. A w Deutsch Banku wystarczy powiedzieć „halo, to ja mówię…” i już udzielają wszystkich o moim koncie i kartach? Nie trzeba pamiętać żadnych loginów i haseł? Serio? To trzeba omijać ten bank szerokim łukiem.

  2. O ile z uslug internetowych mBanku jestem niezzmiernie zadowolona (jeszcze nigdy kanaly internetowe, mtransfer, przelewy itp mni nie zawiodly) o tyle infolinia jest tragiczna, nie zaprzecze. Na chwile obecna nie mam zadnych problemow z obsluga w BPHu :]

  3. Fajne logo mbanku, powinni je wdrożyć do swoich srajbukowych i innych sposobów logowań

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *