„Na językach” TVN – recenzja programu

image

Za nami już trzy odcinki nowego programu Agnieszki Szulim „Na językach”. Od początku ciekawiła mnie formuła – nie ukrywam, że to, co prezentują główne programy telewizyjne bardziej śmieszy mnie niż ciekawi, sama telewizja jest wszak już odchodzącym w niepamięć medium. Bardzo łatwo wpaść w rutynę, stać się nudnym lub zwyczajnie nieaktualnym – pamiętajmy, że Pudelek działa 24 godziny na dobę, a „Na językach” trwa czterdzieści minut raz w tygodniu. Po trzech odcinkach nowego formatu czas na ocenę.

Na początek czołówka – fajna, nawiązująca do estetyki bulwarowej, ale nie agresywna. Dobra piosenka Kayah (a znane i lubiane piosenki od razu dają nam powód do sympatii), ciekawy wstęp Szulim, która przewrotnie, zalotnie i dość zabawnie otwiera program. Zdecydowanie na plus.

Sam program składa się z kilku stałych elementów. Pierwszym z nich to „rozmowa tygodnia” – dziennikarze zaprzyjaźnionych z programem mediów, tj. Roxy FM czy Fakt, w którego redakcji „Na językach” jest nagrywane, rozmawiają o palących tematach – było już o seksaferze oraz karierze ze znanym nazwiskiem. Tematy raczej na bieżąco. Być może brakuje tam ognia zapalnego, wszak nie ma żadnego Kuby Wojewódzkiego pieprzącego o „cyckach”, ani Szymona Majewskiego z żenującymi żartami. Cóż, do takich standardów TVN nas przyzwyczaił, więc tego można było się spodziewać. Fajnie, że jest rozmowa, dialog, a nie jatka dziennikarska, z której nic nie wynika. Jedyny minus? Zdecydowanie za krótka.

Drugim stałym punktem jest rozmowa z gościem – jak dotąd pojawiła się Małgorzata Rozenek i Magda Gessler. I znów: ciekawie, lecz za krótko. Mocnym punktem programu jest wyważenie samej prowadzącej – jej głos, wyraźne skupienie, brak głupawego uśmiechu, pyskówki czy pseudoironii, w której lubuje się TVN są ukojeniem po jazgocie reszty programów. Szulim zapewnia, że nie jest dziennikarką. Być może, lecz sposób w jaki prowadzi rozmowy z gośćmi czy dyskusje w studio są naprawdę genialne. Przed kamerą, a zwłaszcza w programie o plotkach łatwo wpaść w krzykliwy ton tytułów i tabloidowy sposób przekazu. Agnieszka dzielnie się przed tym broni.

Wielkim złem tego formatu jest udział Bilguuna Ariunbaatar’a. Mongoł znany z programu Szymona Majewskiego jest zwyczajnie nieśmieszny. Pomijając już jego udawany wschodni akcent (na bankietach jakoś nie ma problemu z mówieniem poprawną polszczyzną), jego żarty są tandetne, a robienie z niego wielkiego pierdoły i stawianie na scenie z zespołem Weekend nie broni się w żaden sposób. Bill bardziej pasuje do koszmarku w stylu „Woli i Tysio” niż „Na językach”. Szczęśliwie zabrakło go w trzecim odcinku – oby na stałe.

Kolejną mocną stroną tego magazynu o show-biznesie jest Facebook. Tutaj widać zaangażowanie samej Szulim. Śledzę jej poczynania w sieci, widzę, że bierze udział w dyskusjach, a niebieski portal społecznościowy jest dla niej bardziej forum wymiany myśli niż kolejną tanią maszyną do autopromocji, jak w przypadku Magdy Gessler czy wracającego właśnie na portal Wojewódzkiego, który ogłosił się „królem TVN”. Żenada.

„Na językach” to pierwsza tego typu propozycja w polskiej telewizji. Oczywiście jest jeszcze „Magiel Towarzyski”, coraz mniej śmieszny i coraz bardziej archaiczny (Karolina: więcej Internetu, mniej „Życia na gorąco”!), są programy śniadaniowe z chęcią obsługujące na co dzień wszelkiego rodzaju gwiazdy i gwiazdeczki. Program Szulim wyróżnia się – brakiem sztucznego uśmiechu Magdy Mołek, plastikowego rechotu Kingi Rusin, nieszczerego zainteresowania Jarosława Kuźniara i całej reszty tej papki, która sprawia, że widzowie czują się jak w jakiejś alternatywnej rzeczywistości.

Czy Szulim na dłużej zagości ze swoim programem? Oby, ponieważ to bardzo dobre podsumowanie plotkarskiego tygodnia uzupełnione o wywiady z gwiazdami i spostrzeżenia dziennikarzy siedzących w show-bizie. W końcu nigdzie indziej nie mógłbym zobaczyć Piotrka Kaszubskiego podcierającego nos banknotem dwustuzłotowym

Według badań oglądalności „Na językach” zajmuje dopiero trzecie miejsce, po TVP1 oraz Polsacie i jest to gorszy wynik niż przed rokiem. Z drugiej strony Pudelek dzielnie donosi, że Agnieszka Szulim jest nową ulubienicą cesarza Miszczaka i niedługo dostanie nowy program. Gdzie jest prawda? Pewnie gdzieś pośrodku. Ja życzę Agnieszce powodzenia i trzymam kciuki, żeby nic jej nie odbiło po wejściu z impetem do TVN-owskiej bajki.

Komentarze:

0 Replies to “„Na językach” TVN – recenzja programu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *