Nie będę przedłużeniem twojego penisa

Kiedyś miałem chłopaka, który starał się mnie namówić bym zaczął modulować głos – na niższy, bardziej męski – jak to ujmował. Byłem bardzo młody i szaleńczo zakochany, więc przystałem na jego propozycję. Wytrzymałem kilka dni, a była to prawdziwa męczarnia – ciągłe poprawianie się, zwracanie uwagi na każde wypowiedziane słowo. W końcu zdałem sobie sprawę, że to nie ma sensu. Nie jestem w stanie zadowolić wszystkich i udawać kogoś, kim nie jestem – nawet jeśli to był ten jeden jedyny.

Wiem, że P. nie chciał źle, że obaj byliśmy szczylami, a każdy z nas miał po prostu inne wyobrażenie o tej idealnej miłości, do której dążyliśmy. Mimo to poczułem się źle. Poczułem, że ten mój modulowany głos miał być metaforycznym wydłużeniem jego ego. Pięknie się razem prezentowaliśmy, a gdybym miał jeszcze głos, jaki P. sobie wymarzył, i który w jego mniemaniu był męski, to pewnie lepiej by się czuł w moim towarzystwie – tak zapewne wtedy myślał.

Kilka lat później druga z moich największych miłości starała się zmienić mój styl ubierania się. P. (znowu P.!) utrzymywał, że nie wypada bym ciągle chodził w obcisłych rurkach, trampkach i t-shirtach. Mówił, że muszę wyjść z roli chłopaka i stać się mężczyzną – w jego mniemaniu miał to uczynić właśnie strój. Na ile kto okazał się w tej relacji prawdziwym mężczyzną przekonałem się podczas naszego nagłego rozstania. I okazuje się, że nie miało tu znaczenia ile kto miał lat, pieniędzy na koncie czy jaką średnicę nogawki.

Teraz już wiem, że kompromis jest ważny, ale nie najważniejszy. Bycie z kimś innym nie może sprowadzać się do bycia kimś innym. Nie wstydzę się tego, że uwielbiam „Na Wspólnej”, oglądać kotki w internecie, a w domu mam pokaźną kolekcję maskotek. Znam na pamięć głupie piosenki, a na mojej playliście są wszystkie płyty Madonny. Lata randkowania i różnych mniej lub bardziej udanych związków nie zmieniły tego. Bo prawda jest taka, że chłopaki przychodzą i odchodzą, ale nasze guilty pleasure są z nami zawsze. I nie ma się co przed nimi bronić ani tym bardziej starać się być przedłużeniem czyjegoś penisa, bo wtedy może się okazać, że nie jesteśmy już niczym innym.

Komentarze:

5 Replies to “Nie będę przedłużeniem twojego penisa”

  1. Eh jakie typowe, pogoń za samą ideą samego faktu „posiadania chłopaka” gdzie po drodze gubi się indywidualne podejście, zrozumienie i szacunek dla drugiej osoby. Później mija etap motyli, lizania nad Wisłą, pierwszego cumshota.. i zaczynają się akcje-kombinacje jak tu z tego płótna wziętego z łapanki zrobić coś z czym można żyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *