O tym, dlaczego nie lubię rowerzystów

ilustracja: Tomi Lahdesmaki, 2014

Zacznijmy od tego, że sam rowerzystą nie jestem. Miałem przygody z jednośladami, które kończyły się większymi lub mniejszymi porażkami. Ostatecznie, jeszcze w trakcie nauki jazdy, zrezygnowałem z nich. Ludzie robią wielkie oczy gdy słyszą, że nie jeżdżę, jakby to był jakiś defekt. Tymczasem w moim przekonaniu to wcale nie jest aż taka zbrodnia jak ta, którą rowerzyści wyrządzają pieszym. Zanim wyzwiecie mnie od najgorszych, przeczytajcie jednak do końca.

Sytuacja 1

Sopot Kamienny Potok. Bogata gmina, las nad Zatoką. Pośród drzew trzy ścieżki: dla pieszych, rowerów i rolkarzy. Tych pierwszych jest najwięcej – spacerujący starsi ludzie, rodziny z wózkami, biegające dzieciaki. Co jakiś czas śmiga między nimi rowerzysta. Dlaczego, skoro ma własną, szeroką, wytyczoną przez miasto ścieżkę? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że trzeba wciąż być uważnym i mieć oczy dookoła głowy, by nie zostać potrąconym.

Sytuacja 2

Stoję z koleżanką z pracy na przystanku autobusowym na warszawskim Powiślu. Godziny szczytu, więc zebrało się naprawdę sporo osób. 171 nie nadjeżdża, rozmawiamy. Nagle wyłania się jednoślad, a pan bezczelnie przejeżdża przez środek zgromadzenia. Moja koleżanka ledwo odskakuje, a i tak zostaje szturchnięta przez rowerzystę, który nie zatrzymując się pędzi dalej.

Sytuacja 3

Skrzyżowanie ulic Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej w Warszawie. Światła tam zmieniają się bardzo wolno, więc zwykle zbiera się duża grupa osób, która chce przejść. Pasy są szerokie, więc gdy zapala się zielone, to wszyscy zgodnie z prawem ruszają po całej szerokości. Tymczasem wesoła rodzinka jedzie na rowerach gęsiego na skos całego tłumu. Ludzie odskakują, niektórzy wchodzą na jezdnię, inni potykają się o nieznajomych. Dodam, że trzy metry dalej jest wyznaczony przejazd dla rowerów.

Sytuacja 4

Znów ulica Świętokrzyska na wysokości Pałacu Kultury. Trwa dostawa do jednej z knajp. Samochód dostawczy zatarasował na chwilę chodnik – zrozumiałe, jakoś musi się tam dostać. Wymijam więc go i na pół minuty ląduję na ścieżce rowerowej, której idę poboczem. Dwa razy słyszę, żebym z niej „spierdalał”. Czy tak samo mam się odzywać do jednośladowców, którzy jeżdżą po wszystkich chodnikach świata?

Sytuacja 5

Powiśle, pasy dla pieszych na ścieżce rowerowej. Zgodnie z zasadami rozglądam się, by uniknąć potrącenia (choć to ja mam pierwszeństwo!). Widzę z dala parkę zbliżającą się. Mam do przejścia dwa metry. Szacuję, że to wykonalne i wchodzę na ścieżkę. Para automatycznie przyspiesza, chcąc jakby dać mi nauczkę, że to nie jest miejsce dla mnie. Odskakuję, bo nie chcę znaleźć się pod kołami.


Zdaję sobie sprawę, że istnieją rowerzyści, którzy dbają o kulturę jazdy, szanują innych użytkowników drogi i zwyczajnie myślą. Zdaję też sobie sprawę ilu z nich ginie przez nieodpowiedzialne zachowanie kierowców samochodów. I w końcu zdaję sobie sprawę, że powyższe przypadki świadczą o bezmyślności i chamstwie poszczególnych jednostek, a nie o rowerzystach w ogóle.

Warto jednak zwrócić uwagę na pewne bezczelne przyzwolenie, jakie trwa na ulicach i chodnikach. Piesi są sprowadzeni do najniższej formy ulicznego życia i muszą mieć się na baczności nawet w miejscach dla nich przeznaczonych. Prawo non stop jest łamane i naginane, o czym się nie mówi, bo rowery są eko, modne i funduje je miasto.

Komentarze:

5 Replies to “O tym, dlaczego nie lubię rowerzystów”

  1. Najwięcej pieszych ginie na przejściach dla pieszych zabijanych przez kierowców. Jeszcze żaden pieszy nie zginął z powodu rowerzystów. Jednak to nie jest dla ciebie wystarczający powód by nakłaniać ludzi do nienawiści wobec kierowców. Nie to ciebie interesuje tylko dlaczego nie lubisz rowerzystów może ogólnie nie lubisz pedałować. Bzdurny blog pełen hejtu.

  2. Ech, mnie też rowerzyści często denerwują, ale z pieszych wcale nie są niewinne baranki. Może na Świętokrzyskiej chodzą głównie po chodniku, ale ile razy wesoła spieszona rodzinka wędruje całą szerokością ścieżki rowerowej, a pomiędzy nimi wesoło podskakuje puszczona luzem psina? Ile razy w poprzek dwupasmówki przebiega rozanielony piechurek, bo tramwaj nadjeżdża? Stuknąć takiego z braku możliwości wyhamowania, to od razu piesi internauci wyzywają od drogowych morderców. Trochę sympatii do innych…

  3. O raaany, długo by o tym można.

    Żeby nie było – sam jestem rowerzystą (no, od marca do listopada), ale również kierowcą, pieszym i (okazjonalnie, bo nie lubię) pasażerem zbiorkomu. I może dzięki temu mam w miarę sensowną perspektywę – na rowerze jadę tak, by nie wpaść ani pod pieszego ani pod samochód, prowadząc auto mam baczenie na rowerzystów i pieszych, idąc pieszo rozglądam się przed wejściem na jezdnię a w zbiorkomie po prostu staram się nikogo nie zamordować. Dużo? Ależ skąd – to powinny być absolutne podstawy, których powinien przestrzegać każdy, amen. I dlatego gdy rowerowy kurier śmigając przejściem dla pieszych opieprza mnie – pieszego, który w przeciwieństwie do rowerzysty jest to „w prawie” – że idę za wolno, mam ochotę zrzucić go z jego jednośladu po czym użyć tego ostatniego do zdefasonowania fizjonomii kretyna. A to tylko jeden z wielu przykładów.

    A tych, którzy mają ochotę na używanie kontrargumentów pod postacią bezmyślnych kierowców („a u was biją Murzynów”), pragnę poinformować, że wpis dotyczył czego innego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *