O tym, jak przestaliśmy umieć rozmawiać

ilustracja: Matias Bervejillo

Jedną kwestią jest fakt, że coraz mniej mówimy, a coraz więcej pokazujemy (za pomocą zdjęć lub gifów), a drugą, że zupełnie zapomnieliśmy o tym, że można dyskutować bez wyzwisk, prywatnych docinków, gróźb i awanturnictwa. Zapomniały o tym coraz bardziej tabloidyzujące się media, zapomina też podjudzane przez polityków i Kościół społeczeństwo. Poniżej przedstawiam kilka błędów, które notorycznie powtarzamy w komunikacji bezpośredniej czy internetowej. Piszę „my”, ponieważ wszyscy popełniamy błędy, a daleko mi do narcystycznego podejścia prezentowanego przez wszystkowiedzących coachów.

  1. Ignorancja

    Posługujemy się nią non stop. Ktoś ma inne zdanie? Nie zwracajmy na niego uwagi, zablokujmy jego profil, skasujmy komentarze. To z jednej strony napędza jeszcze bardziej armię trolli, a gdy ktoś zwyczajnie chce dyskutować i pragnie odpowiedzi, to zaczyna się frustrować, co tylko wzmaga jego niechęć. Niech negatywnym przykładem tego zachowania będą automatyczne bany na Twitterze Zbigniewa Hołdysa czy brak jakiejkolwiek reakcji Jastrząb Post na ewidentny rasizm znajdujący się na ich stronie.

  2. Wyparcie

    Niczym w „Dniu świra” uwielbiamy uważać, że „nasza racja jest najmojsza” i nikt inny nie ma prawa mówić prawdy. Medialne przepychanki w telewizyjnym formacie „ogień + woda + prowadzący” tylko wzmagają ten efekt. Politycy czy publicyści nie potrafią przyznać się do błędu czy choćby wysłuchać drugiej strony, a każde rozpoczęte przez adwersarza zdanie z góry traktują jako tezę z błędnymi założeniami. Zapominają przy tym, że słowo „przepraszam” nie oznacza słabości, a właśnie siłę i klasę.

  3. Agresja

    Ulubiony grzech polskich mediów. Polega na zbiciu dwóch przeciwstawnych obozów, rzuceniu ich na ring i przyglądaniu się z satysfakcją, jak podgryzają się nawzajem. Politycy bardziej lub mniej świadomie wchodzą w rolę bezmyślnych obrońców własnych ogródków za wszelką cenę, sprowadzając coraz częściej dyskusję do poziomu rynsztoku. Przykładów jest wiele z każdej ze stron: Brudziński, Niesiołowski, Gronkiewicz-Waltz, Miller… Można by wymieniać!

  4. Wszystko albo nic

    Jeśli o dziwo jakimś cudem uda się przeprowadzić w miarę merytoryczną dyskusję (co należy już do rzadkości) to jedna ze stron, która znalazła się w defensywie i wyraźnie widać, że nie mówi prawdy lub ta prawda wygląda w rzeczywistości inaczej, niż jej się wydaje, broni swojego zdania do końca. Wtedy pojawiają się najgłupsze argumenty z kosmosu czy wspomniane już agresja i wyparcie. Świetnym przykładem jest relacja Hanny Gronkiewicz-Waltz i Platformy Obywatelskiej.

  5. Osobiste wycieczki

    Kiedyś były oznaką braku argumentów, dziś – co przerażające – niektórzy traktują je jako argumenty same w sobie. Ktoś wygląda zbyt męsko, ktoś nie ma dzieci, ktoś jest niski, gruby, brzydki, samotny. Nie ma znaczenia, która strona sporu wypowiada się – zawsze znajdzie się ten, co będzie śmiał się z urody Pawłowicz lub Grodzkiej. Zero merytoryki, maksimum zwykłego chamstwa.

  6. Egoizm

    To prztyk przede wszystkim dla białych, heteroseksualnych Europejczyków z klasy średniej, którzy nie potrafią wydostać się nawet na chwilę ze swojej białej bańki i postawić w roli molestowanej kobiety, geja chcącego zalegalizować swój związek, uchodźcy uciekającego przed wojną czy niepełnosprawnej osoby nie mogącej dostać się swobodnie z miejsca A do miejsca B. Radzę wyjść czasami ze swojej skóry i pomyśleć, że świat nie jest tak jednolity i zadowolony z siebie, jak to przedstawiają w pismach typu lajfstajl.

  7. Szacunek

    To punkt, który tak naprawdę zawiera w sobie wszystkie powyższe, ale warto tu pamiętać o tym, by swojego adwersarza – jeśli ten porusza się w ramach przyjętej kultury wypowiedzi – traktować na równi. Mamy prawo mieć różne zdanie, lecz jeśli jedna osoba nie chce działać na szkodę drugiej, to wypada okazywać sobie wzajemny szacunek. Nawet Wałęsa już nie „podaje nogi” Kwaśniewskiemu. A tu już duży postęp.


Czegoś zabrakło? Z czymś się nie zgadzacie? Dajcie mi znać w komentarzach!

Komentarze:

2 Replies to “O tym, jak przestaliśmy umieć rozmawiać”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *