O tym, że uratuje nas radykalizm

zdjęcie: Razem

Dziesięć lat temu, będąc niezłym smarkaczem, maszerowałem w demonstracji Federacji Anarchistycznej w sprzeciwie wobec Romana Giertycha, wtedy ministra edukacji. Głośno krzyczeliśmy: „rząd na bruk, bruk na rząd”. Minęło 10 lat, Giertych zakochał się w swoich wrogach, a ja nie sądziłem, że powrócę do takich radykalnych rozwiązań.

Wydaje mi się jednak, że jedyne co nas może uratować, to radykalizm. Nie można walczyć z oprawcą rzucając w niego argumentami, gdy ten daje nam w twarz. To nie jest równa walka, bo jedna strona ma rację, a druga władzę. Oczywiście możemy po raz tysięczny wybrać się na wewnętrzną emigrację, lecz co ona nam da, poza chwilowym dobrym samopoczuciem? Wydaje mi się, że doszliśmy w końcu do momentu, w którym lewicowe towarzystwo kawiarniane zrozumiało, że pisanie wywodów na Facebooku może i spowoduje lekką ulgę, lecz nic tak naprawdę nie zmieni. Zmienić może tylko realne działanie.

Realne, ale też radykalne. Już za długo środowiska wolnościowe próbowały dogadać się z konserwatystami, puszczając jednocześnie oko do Kościoła Katolickiego. Lata zdrad, zawodów i kłamstw chyba są dostatecznym dowodem na to, że nie ma to żadnego sensu. Co ze związkami partnerskimi, które obiecywała Platforma Obywatelska? Co z tzw. „kompromisem aborcyjnym”, który nie jest kompromisem, a już wtedy – na początku lat 90. – był zamachem na prawa człowieka, choć dziś przedstawia się go jako złoty środek? Co z dziką reprywatyzacją, podczas której ludzie tracą dach nad głową, a niektórzy także życie? Czy można dogadywać się z ludźmi, których jednym z naczelnych celów jest uciskanie wszystkich „innych”? Wydaje mi się, że nie wolno tracić tych resztek godności, które chcą nam odebrać. Dlaczego mam klękać przed kimś, kto zagraża mnie i moim najbliższym?

Gorycz przelała się we mnie. Nie jestem zrezygnowany, smutny czy zły. Jestem cholernie wkurwiony tym, co banda matołów z PiS, PO, Nowoczesnej, PSL i ościennych partyjek robi z naszym krajem. Dlatego oświadczam, że nie zabraknie mnie na żadnej demonstracji wolnościowej w Warszawie – będę tak samo bronił praw kobiet, osób LGBTQ, lokatorów czy uchodźców. Tylko razem możemy osiągnąć cokolwiek i zbudować trwały, skuteczny front przeciw tym skurwysynom. Do demonstracji wolnościowych nie zaliczam oczywiście marszów KOD-u, gdyż ten już dawno skompromitował się agitacją polityczną oraz chęcią powrotu do poprzedniej, platformerskiej rzeczywistości. Tymczasem ja nie chcę tamtego świata, który był równie okrutny, lecz przypudrowany skuteczniejszą propagandą.

Ostatnio częściej bywam na marszach i demonstracjach niż na imprezach i w knajpach. Cóż, takie czasy, że musimy bić się o podstawowe sprawy. Uważam, że doszliśmy do tego momentu w historii Polski, w którym możemy podzielić ludzi na dwa obozy: porządnych i skurwysynów. Jeśli nie protestujesz przeciwko zawłaszczeniu naszego kraju przez opętane środowiska skrajnej prawicy to wiedz, że w moich oczach jesteś skurwysynem. I nie wiem, jak możesz spojrzeć w lustro.

Najbliższe protesty w mieście:

I jeszcze ogłoszenie od partii Razem:

Komentarze:

4 Replies to “O tym, że uratuje nas radykalizm”

  1. Nie ma to jak jeździć po KODzie za „upolitycznienie”a samemu agitować za Razem. Jest pan strasznym hipokrytą. Ja tam chodzę (i będę chodzić) na wszystkie demonstracje w słusznej sprawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *