Po co właściwie mam bloga?

Bloguję od kiedy tylko pamiętam, czyli od momentu, gdy poznałem czym jest szerokopasmowy internet. Piętnaście lat temu pisałem co w szkole, później o swoich związkach, by w ostatecznym rozrachunku zająć się sprawami znanymi jako społeczne. Ale po co to wszystko?

Blogosfera zmienia się. Jeszcze dziesięć lat temu blogi były po to, by się je czytało, wyciągało z nich lekcje i dowiadywało ciekawych rzeczy. Dziś wszystko – blogi także – jest marketingiem, gdzie ktoś albo jest kupiony i uśmiecha się do selfie z produktem albo uśmiecha się jeszcze bardziej, bo tego produktu nadal nie otrzymał. Cel jest jeden: nabić sobie kabzę. Moi młodsi Czytelnicy i Czytelniczki mogą tego nie wiedzieć, ale radzę uwierzyć na słowo: kiedyś tak nie było, naprawdę.

Nie tak dawno temu przeglądałem z koleżanką CV, jakie przysłano jej do pracy. Praca w magazynie internetowym, duże wydawnictwo, niezłe pieniądze na start w zawodzie dziennikarza. Jedna z młodych dam, która wysłała swój życiorys, nazwała się wprost żurnalistką. Zaczęliśmy dochodzić gdzie publikuje swoje materiały. Okazało się, że na blogu, na którym znajdowały się głównie jej selfie oraz śmieszne zdjęcia z internetu.

Zawody dziennikarza, jak i blogera, przejadły się. O ile ten pierwszy wiązał się kiedyś z prestiżem, a drugi z niezależnością, o tyle teraz obydwa mają twarz roześmianej idiotki podchodzącej do celebrytek po pokazach mody z mikrofonem i pytającej ich co mają na sobie.

Jaki jest sens pisania? Piszę w pracy – dużo piszę. Sprawia mi to radość, odkrywam nieznane tereny i wciąż dowiaduję się nowych rzeczy. Cenię to sobie. A jaki jest sens pisania na prywatnym blogu? Mam walczyć z bardziej ładnymi koleżankami o wyniki w rankingach? Wypinać się na Snapchacie i robić zdjęcia z półinteligentami w modnych klubach? Tak się właśnie buduje zasięgi, moi drodzy. Nie liczą się treści, tylko pisanie o niczym, kilka przekleństw, świńskich dowcipów i przyjaźń z aktoreczką popularnego serialu. Lecą lajki, zbierają się followersi i można dostać łatkę znanego blogera. Potem kilka występów w telewizji, bo telewizja kocha pokazywać co jakiś czas nowe, chwilowe twarze i jest lans na mieście, w sieci, wśród znajomych.

Czy bije ode mnie zazdrość? Chyba nie. Miałem już świetne zasięgi na blogu, zapraszano mnie już na Pudelka, siedziałem przy stole w „Na językach”, byłem komentatorem w „Maglu Towarzyskim”, TVN24, TVP Info, Panoramie… Mogłem budować swoją pozycję, ale brakowało mi na to siły i… przyzwoitości. Wciąż mam tak, że jak dostanę ładny ciuch od projektanta, to wstydzę się sfotografować w nim. Nie wstydzę się tych ubrań ani swojej twarzy, ale wydaje mi się to po prostu głupie. Stawanie przed lustrem, układanie mimiki by było sexy i cykanie serii zdjęć – czy to nie jest idiotyczne? Odpowiednie tagowanie, oznaczanie ważnych osób, wysyłanie stosownych emoji. Koszmar. Podobnie jest z blogowaniem – ostatnio wydaje mi się głupie. I boję się, że to może szybko nie minąć, bo nie mam sił na udawanie, że życie jest tylko różowe i wspaniałe. Nie, jest cholernie ciężkie i wymagające. Nie wiem ile wódki sponsora musiałbym wypić, żeby uczestniczyć w tej propagandzie szczęścia.

Komentarze:

4 Replies to “Po co właściwie mam bloga?”

  1. To wcale nie chodzi o wypinanie się do snapczata (czuję się staro, bo nawet nie wiem, jak to działa, mówię bez kokieterii), ale o własną, osobistą pewność siebie i przebiegłość. Mógłbyś być najbrzydszym kolesiem w Sieci, ale będąc pewnym, że jesteś najpiękniejszym chomikiem w całej klatce zdobyłbyś naiwne serduszka wielu. Od wielu lat jęczę, że nikt mnie nie czyta, mogłabym przecież wstawić swoje półnagie zdjęcie w nagłówek i miałabym czytelników jak Telimena mrówek. Pytanie, czy o taki target nam chodzi.

  2. Rzeczowniki nieożywione w bierniku przybierają formę mianownika. Po co właściwie mam blog. Nie piszę tego złośliwie tylko z czystej sympatii :p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *