Pozwólmy sobie na przeciętność

Współczesna kultura, kapitalizm, edukacja szkolna, a także kolorowy świat reklam dają nam jeden spójny przekaz: musimy być najlepsi, najładniejsi, najmądrzejsi, najsilniejsi, najfajniejsi, najbardziej popularni, lubiani i z najbielszym uśmiechem. Większość z nas poddaje się temu bez słowa sprzeciwu, bowiem wbito nam w szkole, że najgorsze co może się człowiekowi przydarzyć, to brak ambicji. A ambicje, jak wiemy, musimy mieć takie, żeby na koniec życia jakiś wyimaginowały nauczyciel podsumował nasze życie na pięć z plusem.

Kiedyś, jak chyba większość dzieci, marzyłem by być popularny i wielbiony przez tłumy. Później miałem nawet taki okres, w którym chciałem dopasować się jakoś do szeroko pojmowanego ogółu. Dużo się uśmiechałem, udawałem mądrzejszego niż jestem, wypowiadałem się na tematy, o których nie mam pojęcia i parłem do przodu wbrew umiejętnościom i logice.

Dzięki niezłemu zmysłowi przetrwania udało mi się dotrzeć całkiem daleko i znaleźć wśród ludzi z zupełnie innej bajki, lecz będących wtedy w moim odczuciu uosobieniem sukcesu i tego wszystkiego, do czego programowano mnie przez całe lata indoktrynacji w szkołach czy telewizji, a więc dużych pieniędzy, popularności, szacunku – „bycia kimś”.

Ten okres przypłaciłem załamaniem nerwowym, zniszczeniem sobie bezpowrotnie zdrowia oraz wieloma relacjami, które skończyły się zbyt wcześnie. Zupełnie się zresztą nie dziwię moim ówczesnym przyjaciołom – sam nie chciałbym zadawać się z kimś, dla kogo priorytetem jest to ile zna osób, z kim przybija sobie piątki i pije wódkę. To musiało być nieznośne.

Parę lat i kilka kilogramów leków psychotropowych później udało mi się uzyskać pewnego rodzaju constans. Bardzo mnie nudzą już wszelkie wyjścia okołoczerwonodywanowe, dawanie sobie buziaczków z serialowymi aktorkami i modlenie się by bohater ostatniej okładki „Gali” dodał mnie do znajomych na Facebooku. Zauważyłem, że w momencie, gdy sprzedałem swoją osobowość za morze lajków, stałem się bardzo smutnym, sfrustrowanym i nieciekawym człowiekiem. Bywały dni, kiedy budząc się rano z trudem patrzyłem w lustro, mając w pamięci głupoty, jakie wygadywałem poprzedniej nocy.

Wciąż oczywiście znam te osoby, które z lubością wyżywają się w prywatnych rozmowach, by później na żywo udawać medialną przyjaźń. Znam te osoby, które są uzależnione od kłamstwa, drobnych przekręcików i nie mają za grosz kręgosłupa moralnego. Znam je, momentami lubię i nie czuję się w obowiązku je oceniać. Zwłaszcza, że mój kręgosłup moralny wciąż zrasta się po wielu latach beznamiętnego i świadomego łamania go.

Dziś już wiem, że nie osiągnę sukcesu takiego, na jaki mnie programowano i… wcale mi nie jest z tego powodu źle. Znam swoje mocne strony, jestem świadom też słabych. Wiem co chcę robić w swoim życiu i dokąd zmierzam. I nie, nie jest to droga na jakiś bliżej nieokreślony szczyt. Jestem świadom tego co potrafię i wiem, że nigdy nie zostanę już pewnie prezydentem, modelem, piosenkarzem, guru nastolatek czy popularną blogerką. I wiecie co? Da się z tym żyć. Świadomość, że nie trzeba być najlepszym, a można być po prostu porządnym człowiekiem robiącym nieźle swoją pracę jest naprawdę wyzwalająca.


ilustracja: Sarah Goodreau

Komentarze:

3 Replies to “Pozwólmy sobie na przeciętność”

  1. To raczej próba dorobienia ideologii do porażki. Bo o ile mi wiadomo nadal „robisz w celebrytach”, więc to nie jakaś przemiana i przebranżowienie na fizykę kwantową. Cóż, Jastrzębska po prostu miała plecy, a Grabarczyk większą urodę i parcie na szkło, a Cejrowski i jego ego byli nie do zniesienia w plejadzie. Ale może faktycznie wyjdzie ci to na dobre… nie wiem.

    1. Ależ to nie jest wpis o tym, że zmieniłem pracę, a podejście do wielu spraw, także zawodowych 🙂 A z Piotrkiem lubimy się, mocno trzymam za niego kciuki i nie mam problemu z tym, w jaki sposób rozwija swoją karierę. Gdybym chciał latać z kamerą dla Plejady to latałbym dalej 🙂 Proszę nie nadinterpretowywać. Pozdrawiam!

  2. Powiem Ci, że od jakiegoś czasu mieszkam na obrzeżu miasta w domkach jednorodzinnych. Wiadomo – ludzie tutaj są bardziej otwarci, zapraszają na kawę, jakaś imprezka sąsiedzka co tydzień. No i dochodzę czasami do wniosku, że tutaj jest ogromne parcie na szkło. Jeden przed drugim remontuje domy, ble, ble ble, byleby pokazać, że są „ponad przeciętni”. Ja się pytam gdzie życie w tym jest?! Jak widać czy to robiąc „show”, czy kumplując się z sąsiadami, zasady gry się chyba nie zmieniają :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *