Promocja! Kup dziecku broń i naucz je zabijać

Lista ofiar śmiertelnych strzelaniny w Las Vegas wciąż rośnie, tymczasem Paweł Kukiz ku uciesze innych białych hetero mężczyzn w średnim wieku chce ułatwić dostęp do broni. O tym, że jest to pomysł prawie taki głupi jak minister Szyszko raczej nikogo nie trzeba przekonywać. Przekonują o tym statystyki. Problemem nie jest jednak ta z góry moralnie wygrana batalia z miłośnikami broni. Problem rodzi się wcześniej, rzecz można powiedzieć: w kołysce.

Nie wiem czy masz dziecko i jak często zaglądasz do sklepów z zabawkami, ale mi się zdarza, bo zabawki uwielbiam. Oczywiście boli mnie podział, że wszystko co różowe i pluszowe jest dla dziewczyn (oraz dla mnie), a wszelkie gry akcji czy piłki są dla chłopaków. W tej ostatniej sekcji swoje osobne, lecz jakże wystawne miejsce ma broń. Plastikowa, wydająca jedynie dźwięk, czasami na kulki czy wodę, ale wciąż broń. Najczęściej są to mniej lub bardziej wierne kopie prawdziwych pistoletów czy karabinów, które dorośli używają do zabijania się nawzajem. Dzieci, jako że są jeszcze małe, na razie mogą jedynie oswajać się z nią, toczyć między sobą wojny gangów i strzelać do siebie, a także obcych. Ja w tym roku kilkukrotnie zostałem w ten sposób zamordowany na ulicy. Dziecko stojące w odległości kilku metrów wymierzyło we mnie pistolet, nacisnęło spust, pistolet wydał charakterystyczny dźwięk wystrzału. Rodzice byli zadowoleni, że bachor morduje kogoś innego, a oni mają spokój, lecz ja poczułem się dziwnie. Co prawda nic we mnie nie trafiło, nie potrzebowałem hospitalizacji i nadal żyję (ponoć), lecz dziwnym wydał mi się sam fakt, że z taką łatwością, nawet dla zabawy, można wymierzyć w kogoś atrapę broni i pociągnąć za spust.

Zastanawiam się na ile dostępność takich „zabawek”, powszechność przemocy w telewizji, mediach społecznościowych czy grach oraz ostry, wojenny język mediów (wciąż wygrywamy bitwy, a nie toczymy dyskusje, nie zauważyliście?) sprawiają, że kolejne pokolenia dorastają w przeświadczeniu, że przemoc być może i jest zła, ale jest czymś codziennym, do czego w razie potrzeby można się odwołać, by osiągnąć cel. Że broń może być najwyższą instancją, gdy inne sposoby perswazji już zawiodą.

Jestem pokoleniem wychowanym w latach 90. i wiem, że już wtedy agresywne bajki dla dzieci czy kapiszony były zjawiskiem codziennym. Wydaje mi się jednak, że są niczym w porównaniu z tym, czym dziś żywią się dzieciaki. I zastanawiam się ile z nich, gdyby propozycje Kukiza weszły w życie, w przyszłości pociągnie za spust pistoletu. Mam nadzieję, że nie będę wtedy na linii strzału.


ilustracja: kolaż reklamy karabinu dla dzieci marki Hasbro (175 złotych) oraz screen z filmu z frontu II wojny światowej (do 60 milionów ofiar)

Komentarze: