Przeżyją kochankowie i Jarmusch. Recenzja filmu

Zastanawialiście się kiedyś jaki jest okres przydatności miłości? Ponoć każda relacja w końcu kiedyś się kończy. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie nauczyliśmy się zepsuty przedmiot wyrzucać, a nie naprawiać. Tak samo robimy z ludźmi. Ci, którzy nam zaszli za skórę czy po prostu zwyczajnie znudzili się, są odstawiani w kąt. Sieci społecznościowe, pornografia i mnogość atrakcji zaspokajają nasze poczucie bezpieczeństwa i dają złudzenie, że gdzieś tam ktoś idealny na nas czeka. W końcu skoro udało się Bridget Jones, to uda się też nam, prawda? Po co męczyć się z kimś, kto nie zmywa za nas naczyń czy dłubie w nosie? Łatwiej przecież zmienić partnera niż własne nerwice – tak brzmi niepisana maksyma związków XXI roku.

A co jeśli na przeżycie z drugą połową mamy nie trzy miesiące, nie dwa czy dwadzieścia lat, ale… całą wieczność? Z takim „problemem” zmagają się właśnie Adam i Ewa – bohaterowie nowego filmu Jima Jarmuscha. Ich imiona nie są oczywiście przypadkiem. Podobnie jak pierwsi biblijni ludzie, oni również są idealni i wieczni, a przez to nierealni. I tak jak pierwsza para, tak tytułowi kochankowie przemierzają wieczność razem, lecz jednak osobno. Nudzą się sobą, kłócą, obrażają. Żyją oddzielnie, lecz tak naprawdę wciąż razem. W filmie świetnie widać satyrę na dzisiejszy świat: ich spotkania są pełne szacunku i wzajemnej adoracji, podczas gdy dzisiejsze randki skupiają się na filmie czy kawie, a potem pospiesznym seksie. Nas, zwykłych śmiertelników, różni od Adama i Ewy fakt, że mamy przed sobą kilkadziesiąt lat życia, a oni całą wieczność. Zamiast celebrować chwile skupiamy się na odhaczaniu kolejnych punktów terminarza: piwo, seks, praca, siłownia. Oni, mimo nieskończoności istnienia, skupiają się na każdej drobnej chwili, na każdym zdaniu i geście. To piękna lekcja, którą powinniśmy wynieść od jarmuschowych wampirów.

"only lovers left alive"To jeden z najpiękniejszych filmów o wampirach jaki widziałem w życiu i zdecydowanie najlepszy od czasu „Wywiadu z wampirem”. Łatwo było wpaść w banał, bo temat został ograny przez przemysł filmowy, który zrobił z fantastycznych istot żenujących bohaterów filmowych („Zmierzch”) i serialowych („Czysta krew”). „Tylko kochankowie przeżyją” wraca do korzeni znaczenia wampira – postaci mądrych, wyniosłych, pełnych gracji i taktu, a nie kolejnych nastoletnich, pseudofilozoficznych umizgów z krwią w tle. Za to Jarmuschowi chwała.

I nie tylko za to. Trudno odmówić produkcji pięknych ujęć i wbijających w kinowe krzesło scen. Tutaj każdy kadr jest jak obraz malowany przez mistrzów, nic nie jest przypadkowe. Mnogość symboli sprawia, że można o nich napisać osobną pracę naukową. Widać, że Jarmusch jest mistrzem w swym fachu, porusza się w nim pewnie i z wielkim wyczuciem. Świetnie uchwycił gotycki nastrój krążący wokół tematu wampirów, łącząc go w zabawny i inteligentny sposób z nowoczesnością, technologiami i zwykłym, codziennym życiem.

only-lovers-left-alive02Kolejnym filarem, który zasługuje na gorące brawa na stojąco, jest muzyka. Odpowiadają za nią grupa SQÜRL (której członkiem jest Jim Jarmusch) oraz Jozef Van Wissem. Reżyser oraz duński kompozytor nie raz już ze sobą współpracowali, a przy okazji „Tylko kochankowie przeżyją” stworzyli arcydzieło, nad którym trzeba się pochylić. Dziś coraz mniejszą wagę przykłada się do ścieżek dźwiękowych, zastępując je durnymi melodyjkami rodem z Simsów lub Eski. Dzięki ci Jimie za mnogość talentów i za tak piękny film. Wszystko minie, lecz tylko prawdziwi kochankowie przeżyją. Kochankowie i twój film.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *