RAMEN AMEN – świat niepozornego makaronu

Pogoda nie sprzyja szwędaniu się po mieście, lecz nie da się niestety leżeć bezczynnie w łóżku. Próbowałem wielokrotnie kontynuować słynne patowe sesje nicnierobienia, lecz kończyły się one zwykle znudzeniem po dwóch godzinach bezczynności. Szkoda, kiedyś bycie pasożytem było o wiele łatwiejsze.

No więc wczoraj wraz z nakarmioną Starecką oraz Sebastianem postanowiliśmy wybrać się przedpremierowo do nowej restauracji w centrum Warszawy – „RAMEN AMEN”. Ramen to japońskie danie składające się z rosołu, specjalnego makaronu pszennego oraz składników dodatkowych – różnych rodzajów mięsa, zieleniny, wodorostów czy jajka na twardo. Jak zapewniły nas wczoraj właścicielki to pierwsza tego typu knajpa w Polsce, ponoć wcześniej na zupę ramen trzeba było jeździć aż do Paryża czy Berlina.

Miejsce od wejścia przyciąga uwagę. Przestronne, z wielkimi oknami i lustrami dodającymi przestrzeni, lecz z przedziwną ladą rodem z baru mlecznego u schyłku PRL. W środku gabloty pięć produktów na krzyż, co trochę zniechęca. Za ladą zaś prywatny folwark którejś z pań właścicielek – kolorowe sweterki, torebki, portfele i kosmetyczki – wszystko wymieszane, w nieładzie i na wstępie witające klientów. Mnie powitała również Britney Spears, która wraz z całą resztą świty z RMF FM gości w „RAMEN AMEN”. Nie to, żebym miał coś do Brit, ale przedziwny to wybór w typowo wschodnim lokalu.

10257239_10203761887513896_5112029288908530082_o 1898873_10203761887593898_8045820602759253899_o 10003843_10203761887433894_830774339026252975_o

Menu w porządku. Niezbyt długie, choć dość nieczytelnie rozplanowane na tablicach nad barem. Łatwo się w nim pogubić i widać, że właścicielkom zabrakło pomysłu na to jak podzielić przestrzeń jadłospisu. To wprawia w zamęt i trudno się w nim odnaleźć. Na szczęście pomocą służą obie właścicielki. Uśmiechnięte, wygadane, posiadające wiedzę na temat tego, co podają. Wbrew pozorom to wciąż nie jest standardem w polskich knajpach.

10258811_10203761887553897_1448224164637582619_o

Zamówiłem klasyczny chicken ramen (15,50 zł). Właścicielka zapewniła, że mięso z kurczaka jest organiczne, co dało się wyczuć w smaku. Zamiast rozpadającego się, mdłego i faszerowanego antybiotykami kurczęcia dostałem twardsze, lecz szlachetniejsze w smaku mięso, którego na darmo szukać na półkach Carrefoura. Organiczność kuraka według mnie powinna być uwzględniona już na tablicy z menu, a być może osoby na co dzień nie jedzące drobiu skusiłyby się.

Porcje niestety są dość małe. Nie wiem czy to kwestia tego, że ostatnio jem więcej niż ważę, lecz nie byłem w stanie najeść się samym ramen chickenem. By zaspokoić głód zainwestowałem jeszcze w pierożki dim sum (16,00 zł). Dobrze ugniecione ciasto, smaczny farszy i lekkość samych pierożków na parze zadowoliły mnie. W końcu przecież sztuką jest najeść się, a nie przejeść, choć chyba jeszcze z dekada minie, zanim Polacy przestaną dopychać się schabowymi i jeść tak, żeby nie rozsadzać sobie żołądków.

10258786_10203761888993933_6533017492590593658_o

Ciekawostki są dwie. Pierwsza to malowidło na ścianie przedstawiające słynną wśród pastafarian scenę jedności człowieka z Latającym Potworem Spaghetti. Dlaczego? Skojarzenie makaronu, spaghetti i ramenu jest chyba dla mnie jednak zbyt oczywiste i nie jestem przekonany czy będzie ono bawiło czy odpychało. Sam jestem wielkim fanem tej wiary, lecz mam mieszane uczucia.

1973757_10203761889073935_4208419896729418292_o (1)

1512138_10203761889113936_4783947353082494582_o (1)
Nakarmiona Starecka najedzona, ale czy zadowolona?

Ciekawostką drugą jest fakt, że wyrasta nam w stolicy kolejny rodzinny klan kulinarny. Po Gesslerach i Kręglickich, a także Maćku Żakowskim mającym genialne Momu czy Aioli, przyszedł czas na… no właśnie. Właścicielki nie przedstawiły się, lecz udało mi się ustalić, że należy do nich również bistro z owocami morza Seaside, a do syna jednej z nich dwie mięsne knajpy Bydło i Poidło.

Ta tajemniczość – brak oficjalnego właściciela, szyldu, poplątane menu czy telefon podany na stronie, który nie odbiera – to miejmy nadzieję błędy debiutantów. W końcu oficjalne otwarcie lokalu dopiero w przyszłą sobotę, 19.04. Jako wielki fan wschodnich przysmaków na pewno tam jeszcze zajrzę i miejmy nadzieję, że ramen zastąpi w moim sercu zmęczoną już latami zupę Phở. Amen!

RAMEN AMEN, ul. Krucza 23/31, Warszawa.

Komentarze:

4 Replies to “RAMEN AMEN – świat niepozornego makaronu”

  1. Patryk czytam Twojego bloga już od jakiegoś czasu, ale chłopie, powiedz mi proszę co to k… ma znaczyć „jestem fanem tej wiary”! Prosza Cie chopie wytłumacz mnie

    1. Mam sto argumentów na swoją obronę, ale to raczej nie ma sensu, bo wyłuskany przez Ciebie cytat naprawdę jest kretyński. Być może mam już kluski zamiast mózgu. Sorry!

      1. 🙂 ja mam kretynskie pomysly a Ty masz kluski zamiast mozgu… nie zadowala mnie taka odpowiedz ale nie zamierzam sie tym frasowac, byc moze bede mial problem z zasnieciem:). 3 maj sie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *