Razem chodźmy na wybory!

Zacznijmy od końca: piszę ten post z pozycji zwolennika lewicy – zarówno tej gospodarczej, jak i światopoglądowej. W kilku ostatnich wyborach nie miałem praktycznie na kogo głosować, bo wśród kandydatów byli sami konserwatyści, liberałowie gospodarczy oraz zwykli kretyni (to też czasami łączy się). Te wybory napawają mnie optymizmem, bo po raz pierwszy od naprawdę dawna mam na kogo zagłosować. Co więcej, mam do wyboru kilka opcji. Ja zdecydowałem się wesprzeć partię Razem.

12122634_1056811661004738_5061598069106069330_n
Jacopo Tintoretto / Sztuczne Fiołki

Opinie, że głos oddany na Razem jest stracony, uważam za skrajną bezmyślność. Żaden głos oddany w wyborach nie jest głosem straconym, bo jest wolą konkretnego wyborcy. Każdy głos ma taką samą wartość i nie można żadnego z nich dezawuować.

Razem jest partią, która ma szansę znaleźć się w Sejmie. Mimo mojej wielkiej sympatii do tej formacji uważam, że ta szansa jest jednak niewielka. Mimo wszystko wydaje mi się, że warto wspomóc tę inicjatywę, by dostała choć te trzy procent poparcia i załapała się na subwencje wyborcze. To pozwoli jej budować struktury i przygotowywać się do kolejnych wyzwań. A w nich z pewnością będzie coraz lepiej.

Razem to ludzie, którzy nie są uwikłani w żadną dotychczasową grę polityczną, a więc mają czyste ręce i dusze. Nie są przy tym przypadkowymi oszołomami, jak to bywa na listach Korwina czy Kukiza. To ludzie wierzący w pewne ideały, które mimo że są wyśmiewane przez media głównego nurtu, wciąż są żywe w sporej części społeczeństwa. Ludzie jednak w dużej części uwierzyli politykom i publicystom, że musi być tak, jak jest, że żadna wielka zmiana nie jest możliwa, a ci co chcą wprowadzić rewolucje to utopijni marzyciele. Ciekawe co powiedziałyby o tym pierwsze feministki, Nelson Mandela czy Harvey Milk. Oni też byli brani za wariatów, lecz dzięki niezłomności porwali tłumy i zmienili choć cząstkę świata.

Nie chcę pisać o programie wyborczym Razem, bo ten w przystępnej formie znajdziecie na ich stronie. Chcę tylko wyjaśnić jeden punkt, bardzo drażniący co niektórych, a więc kwestię 75% podatku, jaki ta partia chciałaby wprowadzić dla najlepiej zarabiających. Media oczywiście uprościły tę kwestię, tworząc wrażenie, że młoda partia chce okradać ludzi. Oto jak człowiek mądrzejszy ode mnie zgrabnie to wytłumaczył:

Dlaczego nie Zjednoczona Lewica? Szanuję Zielonych, bardzo lubię Baśkę Nowacką czy Katarzynę Piekarską i chciałbym, by w przyszłości pełniły ważne funkcje w polskim państwie. Nie mogę jednak zapomnieć o tym, kto stoi za liderką koalicji – liberał Leszek Miller i zmieniający poglądy co sezon Janusz Palikot. Pierwszy jest skrajnym cynikiem nastawionym jedynie na władzę – z kimkolwiek i jakkolwiek, a drugi utracił swoją wiarygodność, stając się balastem. A tego balastu, zwłaszcza w SLD jest sporo, bo jak pokazały badania większość członków Sojuszu ma bardzo konserwatywne poglądy światopoglądowe i liberalne, jeśli chodzi o gospodarkę. A to nie ma nic wspólnego z lewicą.

Ja: słabo robię selfie, bo mam krótkie ręce. @barbaranowacka: dobrze jest! #ramięwramię #kph

A post shared by Patryk Chilewicz (@patrykchilewicz) on

Nie zamierzam też głosować na Zjednoczoną Lewicę dlatego, że „tylko ZL może zatrzymać prawicę!” (Dariusz Joński, SLD). Oj nie. Zjednoczona Lewica powstała jedynie dlatego, że Palikot i Miller zrozumieli, że inaczej nie dostaną się do Sejmu. Ten zabieg i usunięcie się na drugi plan sprawi, że koalicja pewnie znajdzie się w parlamencie. Wierzę, że będzie w nim również zarówno Baśka, jak i choćby Piotrek Szumlewicz, którego bardzo cenię. Nie mogę jednak oddać głosu na formację, której filarami są osoby śmiejące się z tajnych więzień CIA, które same stojąc na czele rządu budowały.

12079599_10207999808059261_6522564084353360015_n 12079600_10207999821339593_6191174619258751336_n

Cieszę się jednak, że w tym roku my, wyborcy lewicowi, mamy w końcu wybór: jest Razem, jest Zjednoczona Lewica. To dobry początek. A na najczęściej zadawane pytanie: „a co, jeśli wygra PiS?” mogę odpowiedzieć: to wbrew pozorom nie najgorzej. Większości bezwzględnej nie uzyskają, o koalicję będzie im trudno. A wtedy skończy się jak w 2007 roku – totalną kompromitacją. Być może kompromitacją ostateczną. Wydaje mi się, że bez powtórki ich rządów Polacy nie zrozumieją, czym one grożą. Historia pokazała, że nasi krajanie budzą się zwykle z ręką w nocniku. Oby tylko trwało to krócej, niż dłużej.

PS. Gdzieś na Facebooku przeczytałem, że poparcie procentowe dla PiS i PSL słabnie wraz ze zwiększającą się frekwencją. Idźmy więc na wybory, zagłosujmy na swoich kandydatów – a nie „mniejsze zło”, bo zło jest zawsze złem – i zróbmy wszystko, by osoby żywiące się pogardą dostały jak najmniejszą część parlamentarnego tortu. Inaczej może nas czekać długa zgaga po tym zakalcu…

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *