Sex, drugs & Ciechocinek

Już sama nazwa „Ciechocinek” nie brzmi poważnie. Jest w tej samej rodzinie co „Jurata” oraz „kapcioszki” – słów, które nie bierze się na serio. Tymczasem razem z Lu wybraliśmy się w ubiegły weekend do stolicy polskich uzdrowisk z misją zrobienia fotoreportażu o pierwszych w kraju wyborach miss na wózku. Sam konkurs był imponujący, nawet obecny na nim premier Tusk został całe dwadzieścia minut. A jak wiadomo to dwadzieścia minut mniej gry premiera Tuska w piłkę. Reportaż przeczytacie i obejrzycie w tygodniku Przekrój (o tym kiedy zawsze informuję na fanpejdżu), a ja zapraszam Was do Ciechocinka – krainy, która zatrzymała się w czasie.

_MG_6981
W Ciechocinku bardzo ceni się muzykę cygańską.
_MG_7120
Ogród przed pensjonatem, w którym mieszkałem.

_MG_7490 copy   Symbolem, który najbardziej wbił mi się w głowę podczas dwóch dób w tym pięknym uzdrowisku to miejskie zegary, które kiedyś, dawno temu stanęły w miejscu. Dlaczego nie działają, czemu teraz służą i z jakiego powodu nikt nie zwraca na nie uwagi? Nie wiadomo. Wydaje się, że w Ciechocinku nikomu to nie przeszkadza – tam czas płynie o wiele wolniej, skąpany w zdrowotnych solankach i straganach z gadżetami.

Jak w każdym porządnym kurorcie, w Ciechocinku jest mnóstwo atrakcji – są budki z hamburgerami, stragany z popcornem, setki ławeczek okupowanych przez emerytki oraz liczne chluby mieszkańców – fontanny. Dwie najważniejsze to Jacek i Agatka oraz Grzybek. Ten drugi jest przy okazji miejscem orientacyjnym, wokół którego kręci się całe miasteczko. Gdy spytasz kogoś gdzie jest najbliższy bankomat, ten odpowie ci: „Jakieś dwieście metrów prosto za Grzybkiem”. Jak spytasz gdzie jest muszla koncertowa, usłyszysz: „W parku za Grzybkiem, trzeba iść prosto”. Ciechocinek Grzybkiem się kręci. Lecz nie tylko, ale o tym później.

_MG_7123 _MG_6973Wokół Grzybka jest prawdziwy raj dla wakacyjnych gadżeciarzy. Kupimy tu góralskie ciupagi (przypominam, że Ciechocinek jest w województwie kujawsko-pomorskim), magiczny płyn na haluksy, uzdrowicielską wodę mineralną za 80 groszy, a także kebaba, śmieszne nakładki na zęby i pluszaki. Gdy razem z Luką pytaliśmy gdzie jest rynek dowiedzieliśmy się, że takowego nie ma. Zamiast tego jest teren „przy Grzybku”. Tam dzieje się większość atrakcji. Tam oraz w muszli koncertowej.

Muszla znajduje się w Parku Zdrojowym (za ogrodzeniem po drugiej stronie ulicy przy Grzybku) i jest obiektem zabytkowym – ma już ponad sto lat. Tu znów widać dziwne wpływy góralskie, gdyż obiekt jest definitywnie w stylu zakopiańskim. Czym kierują się mieszkańcy Ciechocinka i dlaczego tak bardzo wielbią tych z południa nie wiadomo. Pewne jest, że muszla jest ich lokalną dumą. Tam odbywają się występy lokalnych piosenkarzy oraz wszelkie miejskie imprezy. Dookoła muszli znajdziemy kolejne stragany, tym razem nastawione głównie na konsumpcję – duży popcorn 4 złote, duże piwo 5 złotych. Żyć nie umierać.

_MG_8065
Pokój, w którym spałem.

_MG_7126 Nie wiem ile osób w Ciechocinku umiera, ale patrząc na szerzącą się tam dekadencję mogę przypuszczać, że przyrost naturalny jest na dużym plusie. Ciechocinek za dnia jest spokojnym, leniwym miasteczkiem, w którym wyperfumowane panie w kapeluszach sączą piwo o 9:00 rano, a w nocy zmienia się w hedonistyczną imprezownię, która nie ogranicza się do kilku miejsc, lecz rozlewa się po całym miasteczku. Wczasowicze krążą od lokalu do lokalu szukając współtowarzyszy z sanatorium lub/i wrażeń. Każde miejsce jest mniej więcej takie samo, lecz duży wybór skłania starsze pokolenie do pijackich wędrówek o 23:00. Być może to te słynne ciechocińskie spacery zdrowotne?

Imprezowanie w Ciechocinku jest dla wczasowiczów tym, czym pływanie dla ryb. W okolicach 21:00 na stołach zamiast kebabów lądują dziesiątki plastikowych kubków z lanym piwem, a na podest wchodzą dwie osoby: wodzirej, który jest równocześnie wokalistą oraz jego kolega, który włącza przyciski na monitorze. Już przy pierwszej piosence disco polo wszyscy porywają się do tańca. To nie to co egzaltowani indywidualiści w dużych miastach, którzy chętnie potańczyliby, lecz wstydzą się i chowają za konwenansami własnego wizerunku. Zabawne, że jako hipsterzy deklarują przełamywanie wszelkich konwenansów, a sami są w nich ubabrani po łokcie.

_MG_7085 _MG_7054 _MG_7049 _MG_7036Na imprezach w Ciechocinku nikt nie udaje – staruszkowie tańczą z wnuczkami, piwo leje się strumieniami, a starsze pokolenie wymienia czułe spojrzenia. To idealny czas na emerycki podryw – panowie imponują paniami niekonwencjonalnymi ruchami tanecznymi, a panie znają i ochoczo śpiewają przebój za przebojem. Po trzech piosenkach następuje przerwa, podczas której publika z powrotem wraca do swoich piw i stoliczków. Po kilku minutach zabawa zostaje wznowiona i tak w kółko: trzy piosenki, przerwa, trzy piosenki, przerwa…

Nie wiem ile tur wytrzymałem, ale z pewnością o kilka za dużo. W kawiarni Teatralna dosiadły się do nas trzy siostry – jedna ze swoim chłopakiem, druga nastolatka i trzecia, która męża i dziecko zostawiła w rodzinnej wiosce. Dziewczyny prowadzą swoją budkę z zapiekankami i mieszkają kilkadziesiąt kilometrów od Ciechocinka. W lato często przyjeżdżają tu na zabawy, podobno najlepsze w okolicy. One też znają wszystkie puszczane tutaj piosenki disco polo. I nie tylko. – Kocham gejów! – wykrzykuje jedna popijając tajemniczą miksturę z butelki po Coca Coli. – Geje są super, można im wszystko powiedzieć i nie chcą się pieprzyć – deklaruje zupełnie niepytana kolejna z sióstr. Zaczynamy z nimi rozmawiać. Ta, która ma męża jest nieszczęśliwa, ale boi się rozwieźć. – Co wtedy zrobię z dzieckiem? Jak dam sobie radę? – pyta mnie licząc, że jak przyjechałem z Warszawy, to znam odpowiedzi na te pytania. Nie znałem, choć po kilku głębszych poznałem. Gdy przyszedł czas, w którym trzeba było ewakuować się do domu, dziewczęta dopytywały: – W której będziemy stacji?! – My pracujemy dla tygodnika Przekrój – odpowiedział Luka. Niestety nie znały.

_MG_7191 _MG_7033Zadziwiające, że mimo swojego drobnomieszczaństwa, Ciechocinek nie ma problemu z akceptacją inności. Przeszły moje tatuaże, bransolety Luki, a nawet to, że wiele osób uznawało nas za gejowską parę (w tym miejscu pozdrawiam serdecznie dziewczynę Lu, Milenę!). Nie liczyło się kim jesteś, po co przyjechałeś i jak wyglądasz – zamiast tego ważna była wzajemna uprzejmość i uśmiech na ustach, czyli zupełnie odwrotnie jak w modnych warszawskich knajpach. Wychowany na nich z wielką ulgą relaksowałem się w kurorcie – tu nie musiałem uważać na słowa, wygląd i strój. Nikt nie śledził bacznie, gdy przechodziłem obok knajpy, nie pojawiały się też demony żenujących ludzi czy innych narkomanów. Było po prostu miło. A do Ciechocinka na weekend z pewnością jeszcze się wybiorę.

Zdjęcia: Luka Lukasiak

Komentarze:

5 Replies to “Sex, drugs & Ciechocinek”

  1. Po pierwsze fontanna „Jaś i Małgosia”, a nie jakiś Jacek i Agatka; a po drugie dziewczyna chce się z mężem rozwieść. Rozwozi się pijaków po imprezie.

  2. To chyba jakiś fałszywy dziennikarz.Przekrój to jednak jakaś klasa,a tu tyle błędów ortograficznych i reportaż jak z wiejskiego odpustu.

    1. Droga Pani! Praca dziennikarza polega na wnikliwym obserwowaniu i opisywania świata. Rozumiem, że Pani moje spostrzeżenia mogą się nie podobać, lecz to już kwestia indywidualna. Co do stylu – to jest mój prywatny blog i, pozwoli Pani, będę go prowadził tak swobodnie, jak mi się podoba. A co do błędów – któż z nas ich nie robi? 🙂 Na szczęście w każdej porządnej redakcji jest korekta i proszę mi wierzyć – korzysta z niej każdy, nawet najbardziej profesjonalny dziennikarz. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *