Siłownia – warto?

To nie jest tak, że teraz stanę się wyznawcą sztangi i wyrabiania nóg. Nie będę też informował na Facebooku połowy Warszawy o tym, że właśnie przekroczyłem próg swojej siłowni – obiecuję! Ja nie o tym chciałem. Bardziej o tym, czy warto.

Tutaj po siłowni. Jak widać jestem przemęczony, zauważalny jest też zarys mięśnia.
Tutaj po siłowni. Jak widać jestem przemęczony, zauważalny jest też zarys mięśnia.

ZA:

Szczęście. Być może zabrzmię jak Ewa Chodakowska, ale endorfiny wydzielające się po wizycie na siłce są rozbrajające. Czułem się trochę jak na afterach w 2010 roku, gdy wydawało mi się, że zaraz zasnę, a po krótkiej wizycie w łazience byłem jak nowo narodzony. Z tym, że w przeciwieństwie do tamtych czasów nie mam skutków ubocznych poza paroma zakwasami.

Seks w wielkim mieście. Można odbywać fascynujące rozmowy rodem z seriali TVN.
Wiki: Hej, co u ciebie słychać?
Ja: Jestem na siłowni, a ty?
Wiki: Właśnie idę na jogę.

Pot jest hot. Nie wiem jak wyglądają Wasze relacje z panem potem, ale moje są dość chłodne. Chłodne w przenośni, bo pot lubi mnie aż nadto. Pocenie się na siłowni jest jednym z najmilszych uczuć. To chyba jedyne miejsce jakie znam, gdzie mogę bezkarnie chodzić w mokrej koszulce przywierającej do ciała, a z czoła mogą mi się lać strumienie wody. Bez zażenowania i faux paux, jak to czasem bywa na mieście.

PRZECIW:

Homoseksualny biceps (więcej o nim tutaj). To nie jest tak, że modne siłownie w centrum stolicy są wylęgarnią umięśnionych dresów-pedałów, którzy czyhają tylko pod prysznicem czy w saunie. Na dowód przytaczam swoją wczorajszą wizytę w Holmesie, gdzie większość panów ważyła tyle co półtora Grycanki, a w saunie trwał kącik samotnej matki, w czasie którego panie różnego wieku i tuszy rozprawiały o swoich potomkach w dość niewybredny sposób. Gdy usłyszałem o „mordowaniu” i „jebnięciu bachora” wymiękłem. Pracując w mediach mam trochę dość analiz dzieciństwa a’la Trynkiewicz i mama Madzi. Umięśnieni geje oczywiście są, ale amatorzy filmów z tagami „sex, gym” niech wsadzą sobie te opowieści między bajki. Albo gdzie indziej.

Serio mam to założyć?
Serio mam to założyć?

Rewia mody. Jeśli ktoś myślał, że siłownie typu Holmes czy Pure są uwolnione od mód i trendów, jest w błędzie. To prawdziwy wybieg. Być może nie ma czerwonych dywanów, a nawet czerwonych ręczników, lecz wszyscy tu patrzą na to w czym przyszedłeś. Moje kąpielówki za każdym razem wzbudzają duże zainteresowanie na basenie, a panie ćwiczące na bieżni uważnie obserwują w czym przyszły ich koleżanki. Ja sam zmagam się z problemem ładnego obuwia i spodenek treningowych. Nie dość, że nie sezon, to jeszcze mam wrażenie, że nie produkuje się estetycznych rzeczy fitness. Buty muszą oddychać, wiem, ale są w większości tak brzydkie, że nie dają mi złapać powietrza. I mój najnowszy problem: gdzie można kupić ładne, krótkie spodenki na siłkę? Zwiedziłem już dwie świątynie handlowe, bez żadnych efektów. Macie propozycje?

Szatnie grozy. Nie wiem o co chodzi z systemem szatniowym. Mężczyźni dzielą się na dwie kategorie: jedna to ludzie brzydcy i otyli, którzy przebierając się nakładają na siebie stos ręczników, by nic tylko nie pokazać współtowarzyszom. Jakby kogoś to obchodziło. Efekt jest taki, że paradują w ręcznikowych namiotach próbując na jednej nodze zdjąć mokre slipki, utrzymać konstrukcję oraz założyć bieliznę. Wczoraj dla jednego z nich skończyło się to bolesnym upadkiem na mokrą, brudną posadzkę.
Drugi typ to panowie już na oko mający więcej w bicepsie niż w głowie, którzy paradują nago przed lustrami oceniając progres swoich ćwiczeń. Wygląda to groteskowo, lecz oni są wielce przekonani o swojej męskości. Szkoda, że ta męskość jest odwrotnie proporcjonalna do ich muskuł. Ale pewnie jestem złośliwy i to zwyczajnie kwestia zimnej wody pod prysznicem.

Komentarze:

4 Replies to “Siłownia – warto?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *