Szybki seks, szybkie życie i udawany hedonizm, czyli duży słownik gejów polskich

A czy P? – to jedno z najważniejszych pytań internetu. Co dzień głowią się nad nim dziesiątki tysięcy gejów. Oficjalnie każdy szuka nieskończonej miłości, a nieoficjalnie interesuje go czy obiekt jego westchnień jest pasywny czy aktywny.
BB – mimo że nie żyjemy w trzecim świecie, a problem AIDS jest jako tako znany społeczeństwu, wciąż zupełnie obce osoby pytają o to, czy nie mamy ochoty uprawiać z nimi seksu bez zabezpieczeń, czyli bareback. To jedna z największych fantazji w branży. Nic dziwnego, że kolejki w drodze po zastrzyki na kiłę wydłużają się.
Bez skojarzeń – co to oznacza nie wie tak naprawdę nikt. Co z czym ma się kojarzyć? Z tego zwrotu najczęściej korzystają osoby będące w związkach małżeńskich, a na portalach randkowych prezentujący swoje wdzięki w bokserkach prosto z Tesco. Ja mogę zapewnić, że z niczym, a już najbardziej z seksem, mi się to nie kojarzy.
Cyberek – wydawało się, że środowisko jest już trochę znużone siedzeniem godzinami na Skypie z opuszczonymi spodniami, lecz jednak nie: cyberseks wciąż ma się dobrze. W końcu tak można zaliczyć o wiele więcej kochanków niż na żywo. Prócz tego można jeszcze występować w brudnych włosach, jeść w międzyczasie pizzę, a część z chłopaków uważa, że „to nie zdrada”. Same plusy!
Chem – to gratka dla narkomanów. Jeśli z powodu nadmiaru amfetaminy w organizmie nie jesteś w stanie zasnąć po imprezie, to szukasz na Grindrze (patrz: litera G) partnera na kilka godzin zjazdu. Ci bardziej kulturalni narkomani zawiadamiają, że są entuzjastami seksu po chemii. Ja zawsze byłem z niej słaby…
Dyskret – osoba albo robiąca komuś rogi na boku, albo bojąca się własnej seksualności. Dyskret zazwyczaj chce spotykać się w publicznych toaletach albo u ciebie w domu (patrz: lokum). Nie odzywa się, pieprzy się szybko i po cichu. Rzadko kiedy wchodzi w dłuższe relacje, a jeśli już to polegają one na szybkiej i beznamiętnej kopulacji.
Drama Queen – tak naprawdę każdy z nas. Kto czasami nie lubi zrobić z igły widły, nie ma przerysowanego ego lub nie ceni (od czasu do czasu) intryg i zawiłości losu rodem z peruwiańskiej telenoweli? Otóż to. Wszystko powinno być jednak w granicach rozsądku, gdyż przesadne dramaty kończą się zwykle tragicznie: ktoś kogoś uderza, komuś się łamie paznokieć, a ktoś ma czerwony ślad na policzku. I na co te afery?
Darkroom – jedna z fantazji. Mało kto doświadczył, lecz wielu fantazjowało. W filmach dla dorosłych jawi się jako podniecające, przyciemniane miejsce pełne przystojniaków gotowych na wszystko, lecz w rzeczywistości trzeba uważać by nie poślizgnąć się na zużytej prezerwatywie. Lepiej też nie wytężać wzroku, gdyż średnia wieku w przeciętnym darkroomie przekracza 60-tkę.
Fejm – kto nie jest gejem może nie zrozumieć, lecz większość z nas lubi się wyróżniać. Każdy w jakiś sposób chce zabłysnąć: umięśnionym ciałem, włochatą klatą, nowymi Nike’ami, koszulą Gucci czy wpływowymi znajomymi. Jak wszyscy jesteśmy zepsuci, próżni i banalni. To nie wyznacznik bycia gejem, tylko naszych czasów.
Glam – klub, który wzbudza skrajne emocje. Jego statut jest gdzieś pomiędzy najbardziej zasyfiałym burdelem, a miejscem, gdzie najłatwiej wyrwać twinków (patrz: litera T) udających modeli (patrz: litera M). Czasami bywają w nich prawdziwi modele, ale giną w natłoku brzydoty i pijaństwa, czyli właściwie nas samych.
Grindr – w nim zamyka się tak naprawdę całe życie pedalskiego światka. Są na nim przyjezdni szukający szczęścia, celebryci z TVN, prostytutki oraz nasze koleżanki, którym kiedyś po pijaku założyliśmy profile. Tu umówisz się na seks, randkę (ponoć!), poplotkujesz ze znajomymi, zobaczysz kto gdzie poszedł na imprezę. Taki Facebook, ale z penisami.
Hoć do mnie – takiego smsa dostałem swego czasu z nieznanego numeru. Myślałem, że to jeden z moich dowcipnych znajomych, więc gdy numer zadzwonił, odebrałem licząc na żarcik kosmonaucik. Tymczasem usłyszałem sapanie i nieznany męski głos zachęcający, bym wpadł do niego na Ochotę. Zgadnijcie czy wpadłem.
Ikona – geje uwielbiają mówić, że coś jest „wspaniałe”, kogoś „kochają”, ktoś jest „najlepszy”. Zwykle zmienia nam się to w ciągu kilku godzin do momentu wytrzeźwienia, ewentualnie kilku miesięcy. Razem z poglądami przenosimy obiekty swoich westchnień. Ikoną gejowską łatwo można zostać, lecz trochę trudniej się utrzymać. Jak nie wierzycie zapytajcie Madonny, ona wie, że to ciężki kawałek chleba.
Ile muszę wypić by cię puknąć? – mam wrażenie, że gdyby nie było alkoholu, to nie byłoby połowy (jak nie więcej) stosunków męsko-męskich. Ciekawe ilu gejów na świecie budzi się rano z przerażeniem obserwując, że znaleźli się w łóżku ze swoim najlepszym przyjacielem, kuzynem, byłym chłopakiem lub chłopakiem swojego przyjaciela. Najgorszych wrogów w tym zestawieniu pomijam, bo seks z nimi jest w jakimś stopniu interesujący.
Jak tam – to wspaniałe. Jeśli nie wiesz jak kogoś poderwać napisz „jak tam”. Bez pytajnika i bez potrzeby odpowiedzi. To takie zaznaczenie swojej obecności i zwrócenie na siebie uwagi w najbardziej tandetny sposób. Jak tam, jak tam. Jaka jest prawidłowa odpowiedź? Czy w ogóle istnieje? Bo jedyne co mi przychodzi do głowy to zablokowanie użytkownika. Co też zawsze niezwłocznie czynię.
Kochana – z bliżej niewiadomych przyczyn spora część homoseksualistów zwraca się do siebie i mówi o sobie w formie żeńskiej. Nie wiadomo z czego wywodzi się ten żart i na czym on dokładnie polega. Być może maczała w tym palce Beata Kempa, słynna miłośniczka „ideologii gender”, czymkolwiek ona jest.
Krypto – w świecie gejów każdy interesujący chłopak, który określa się jako heteroseksualny, jest z pewnością krypto, czyli ukrytym homoseksualistą. Nie ważne, że ma żonę (patrz: litera Ż), trójkę dzieci, wszyscy się kochają i ma fantastyczny seks. Skoro jest przystojny to na pewno jest krypto. Dowodami w sprawie są zwykle ukradkowe spojrzenia i dwuznaczne rozmowy. Oczywiście ukradkowe i dwuznaczne tylko dla jednej ze stron.
Lokum – miejsce schadzek. Najczęściej to własny pokój po uprzednim wygonieniu współlokatora, dom rodzinny gdy rodzice na wakacjach lub mieszkanie wynajmowane razem z chłopakiem, gdy ten jest w pracy. Lokum musi posiadać płaską powierzchnię i to właściwie chyba jedyna jego stały element. Najdziwniejsze lokum jakie miałem okazję poznać? Przymierzalnia w ZARZE, gdy pan menedżer poczuł chwilową miętę. Skończyło się na chwilowym zamknięciu sklepu. Darmowych spodni po wszystkim nie przyjąłem.
LWP – ten, kto nigdy tego nie doświadczył nie wie o co chodzi. Powinien więcej pić lub modlić się, to zależy od orientacji. Lodzik W Przedpokoju należy do klasyki szybkich numerków na boku imprezy czy w drodze z klubu do łóżka. Szybki seks, szybkie życie, udawany hedonizm.
Moda – od kilku sezonów must have każdego szanującego się geja z wielkiego miasta. Większość oczywiście na niczym się nie zna, ale blogi modowe muszą być. Na nich zdjęcia ubrań sieciówek, zdjęcia z Instagramu, gdzie misternie wydymają ustka, a także dodatki, wśród których muszą królować ćwieki i skóra. Tym właśnie stoi moda pedalska.
Nadgarstek – ulubiony motyw powtarzany przez prawicowych oszołomów i kryptopedałów. Wskazują oni na charakterystycznie zgiętą rękę jako znak rozpoznawczy homoseksualistów i wyraz ich miękkości. Nie ma w tym za grosz prawdy, no ale czego można spodziewać się po prawicy?
Oral – w przeciwieństwie do anala nie jest według wszystkich uznawany za seks. Szybszy, bardziej mobilny (patrz: LWP), mniej angażujący. Przez młodych adeptów sztuki wykonywany jest jako mechaniczna czynność, dopiero bardziej doświadczeni odkrywają bogaty świat seksu oralnego. No ale jak ktoś co noc nastawia się w Glamie (patrz: Glam), to nie miejmy pretensji…
Pozycja ulubiona – jakoś tak wyszło, że osoby, które o seksie bardzo dużo mówią zwykle bardzo mało robią. Dużo jest seksualnych poetów, którzy w sieci zapewniają, że co by oni z nami w łóżku nie zrobili. Wymieniają te swoje ulubione pozycje, które widzieli tylko w pornosach. Ponoć marzenia się spełniają, ale chyba jedynie wśród ludzi czynu. Ludzie, którzy seks uprawiać spędzają godziny przed komputerem na opisywaniu swoich rzekomych bądź przyszłych podbojów, marzeń nie spełnią. Zostanie im tylko cicha masturbacja, by nie obudzić współlokatora.
Przyjaciółka – dziewczyna będąca przedłużeniem homoseksualisty. Zwykle nie jest głupia, choć mająca wiele kompleksów. Przyjaciółki dzielą się na dwa rodzaje: te pochłonięte totalnie przez gejowski półświatek oraz te zdystansowane mające za przyjaciela jednego chłopaka, a nie pół klubu, jak bywa w przypadku tych pierwszych. Przyjaciółki są z nami do końca życia i jeden dzień dłużej. Czasami się zmieniają, lecz nigdy ich nie brakuje. I dobrze!
Ruchałbym – w czasach naszych homodziadków jeśli ktoś robił na kimś wrażenie swoim wyglądem, to mówiło się o barwie jego oczu, delikatnych ustach czy męskich ramionach. Urzekał już zapach, a przeszywające spojrzenie potrafiło zniewolić niejedną niewiastę. Dziś romantyzm odszedł do lamusa, a wszystko to zostało zastąpione przez jedno krótkie słowo powtarzane z kiwnięciem głowy wskazującą kolejną ofiarę. Ruchałbym i rzut okiem na fajnego chłopaka. I wszystko jasne.
Siłka – epoka drobnych, wymuskanych i delikatnych facetów ponoć mija, a przynajmniej tak donoszą media tzw. „lajfstajlowe”. Czy to prawda nie wiem, lecz poruszenie w towarzystwie jest. Jeśli raz w tygodniu nie zacheckinujesz się w Pure lub Holmesie to znaczy, że jesteś nikim. Każdy marzy o muskulaturze na wzór Francois Sagata, a przynajmniej by znaleźć się z kimś takim w łóżku. Kończy się to często tak jak w moim przypadku: abonament na siłownię spływa mi z konta, a ja nie byłem tam od dobrych sześciu miesięcy. Ale zapisany jestem.
Spoko koleś – osoba najczęściej wyglądająca jak przysłowiowy cebulak, która jest przekonana o swojej wyższości. Ich samookreślenie „spoko” oznacza głównie to, że są brzydcy i szukają ładniejszych, lecz głupszych. Sami nie grzeszą inteligencją, lecz mają się za alfę i omegę, osobę niezwykle atrakcyjną i seksowną. Znak rozpoznawczy: dziury w spranych skarpetach.
Spoza – spora część gejów panicznie boi się być skategoryzowana jako homoseksualista. Na każdym kroku podkreślają oni, że są „spoza środowiska”, mając chyba na myśli środowisko wyemancypowanych mężczyzn lubiących innych mężczyzn. I tak trwają w zapewnianiu siebie, że skoro napierdalają pedałów za dnia, to potem mogą bezkarnie szukać szybkiego seksu w sieci. Szukają, znajdują, lecz smutne to bardzo. A szacunku do innych czy nawet do siebie samego brak…
Uni – mityczna postawa w świecie gejowskim. Nie wiadomo czy istnieje, jednak wiele osób z branży niesłusznie uważa się za uni, czyli uniwersalnych w seksie. Nie zostało naukowo dowiedzione, że uni istnieją naprawdę, gdyż ci, którzy się za takich uważają są najczęściej pasywni.
Wielki – to słowo tak szerokie, jak wyobraźnia niektórych erotomanów. Oczywiście mówimy tu o penisach. O wielkich penisach krążyły już legendy. Przyznawali się do nich zarówno ci mający 13, 17 i 22 centymetry. Dziś to słowo uległo już takiemu zdewaluowaniu, że nie oznacza zupełnie nic. A może wręcz przeciwnie, oznacza wszystko?
Xxx – to chyba najczęściej używana litera w internecie. Napisanie komuś w wiadomości prywatnej „xxx” oznacza, że chce się zobaczyć jego pornograficzne zdjęcia. Najbardziej lubię tego typu sytuacje:

A: xxx
B: (wysyła zdjęcie swojego penisa)
A: (blokuje B)

Życie bywa okrutne, a penisy krótkie…

Zdrowy? – to zabawne. Niektórzy wierzą, że to pytanie załatwia wszystko. Seks bez zabezpieczeń (patrz: BB) wciąż kusi, a więc nieznani sobie bliżej panowie dyskutując o nim w kontekście zbliżającej się „randki” zadają sobie to pytanie. Jak wiadomo istota ludzka lubi kłamać, lecz tutaj wszyscy uważają drugą osobę za prawdomówną. Kończy się to czasami smutno o czym przekonało się już paru moich kolegów. Ich randki miały być zdrowe, a okazały się nie. Wielkie zdziwienie…
Żonaty – kolejna z fantazji. Zakazany owoc smakuje najlepiej także gejom. Skoro żonaty, to od razu robi się ciekawiej. A jeśli jeszcze ma koloratkę albo przy okazji jest skinem na co dzień należącym do prawicowej bojówki, to brzmi jak bilet do raju. Oby nie w jedną stronę…


To nie jest kpina, to jest hołd. Każde środowisko ma wypracowane swój język i kody, którymi się posługuje. To nie tak, że geje są zainteresowani tylko seksem czy imprezami. To oczywiście część ich tożsamości, jednak część ważna i specyficzna na tyle, że warta opisania.

Jeśli macie swoje propozycje haseł to wpisujcie w komentarze pod postem – uzupełniajmy razem słownik!

Komentarze:

15 Replies to “Szybki seks, szybkie życie i udawany hedonizm, czyli duży słownik gejów polskich”

      1. To niestety nie jest słownik a życie geja wg Autora przepuszczone przez pryzmat osobistych doświadczeń. Co jest oczywiście tyleż normalne co naturalne w każdej twórczości -> również tej której narzędziem jest pióro. Każdy widzi świat przez pryzmat siebie -> tyle poza prozą i poezją pióro dziennikarskie winno starać się zobiektywizować świat, a przynajmniej próbować zrozumieć światy inne niż nasz własny, naszych doświadczeń i przeżyć wewnętrznych.
        Bez prób wyśmiania, zdezawuowania miejsc czy dewaluowania osób do nich chodzących i pouczeń jak się powinno a jak nie też by sie dało. Ale nie dało by upustu emocjom własnym. Wiec jest to słownik z gejowskiego życia Pawła Chilewicza. Nth more nth less
        p.s- dodałbym H jak Hejt -> czyli jak odnoszę się do świata gejów innego niż mój własny jedynie słuszny i właściwy ogląd na życie innych.
        p.s2- Odpowiedział Pan jednemu z komentujących że jest Pan ostatnią osobą mającą prawo kogokolwiek umoralniać – wyśmiewanie jest niczym innym jak jadowitym umoralnianiem tych którzy widzą, patrzą, czują i żyją inaczej. Przydał by się podtytuł „szybki seks, szybkie życie, szybki nasz hejt gejowski powszedni”

  1. Słownik mistrz <3 dla mnie hitem fejm 😀 nie zależnie od miasta wszędzie działa na tej samej zasadzie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *