To koniec

Popijając wczoraj bezkofeinowe sojowe latte w jednej z modnych warszawskich kawiarni zdałem sobie sprawę, że to już absolutny koniec. Nie ma sensu się z tym kłócić i walczyć. Przegraliśmy. Zupełnie tak jak w piosence Ich Troje, którą puszczali często moi sąsiedzi: „mogliśmy mieć wszystko, a nie mamy nic”. Ten zespół zresztą był jednym ze zwiastunów tragedii, ale w porównaniu z ogromem dzisiejszych szkód, był intelektualnym objawieniem końca XX wieku.

Z Gorkiego wynieśliśmy cytat, że „człowiek – to brzmi dumnie”. Ten radziecki pisarz miał wiele szczęścia, że umarł przed II wojną światową i ominęła go wojna militarna, a później intelektualna. W pierwszej ponoć zwyciężyło dobro, w drugiej wręcz przeciwnie – pogrążyliśmy się w chaosie, z którego zdaje się, że nie ma już ucieczki. Także wielka zazdrość Maksim, że już nie żyjesz.

Ogarnął nas matrix. Co lepsza, sami go stworzyliśmy. Przepływ informacji jeszcze nigdy nie był tak wielki, a zarazem tak jałowy. Politycy w programach powtarzają cztery zdania, jakie codziennie układają im specjaliści od PR-u, dziennikarze mówią sloganami, które przeczytali na Facebooku robiąc kupę, dzieci tańczą i śpiewają do odbiorników, tłuszcza wzrusza się, by później przełączyć na kabareton i odreagować stresy przy Mam Aplauz, SuperChef, Top Voice czy Dzieciak of Poland. Już dawno skończyliśmy nawet udawać, że dokądś zmierzamy jako gatunek i jako jednostki. Świetnym przykładem są wspomnieni już politycy i media, które wciąż powtarzają co muszą zrobić partie by wygrać. Celem gry jest zwycięstwo samo w sobie, a nie zmiany na lepsze. Nie mają znaczenia poglądy czy osobiste preferencje. Jestem przekonany, że jeśli to miałoby oznaczać wygraną, to Ewa Kopacz mogłaby poprosić o rękę Jarosława Kaczyńskiego. Ślubu udzielałby im Jarosław Gowin, Kukiz zaśpiewał na weselu, a wódkę polewał Kwaśniewski z Komorowskim.

Śmiejemy się z tego zgiełku, lecz wszyscy poruszamy się w świecie nie treści, lecz sloganów. Uzależniliśmy się od ilości, nie jesteśmy w stanie skupić się na niczym dłuższym od jednego odcinka „Gry o tron”. Wszystko skupia się i polega na modzie. Nawet serwisy, niegdyś informacyjne, dziś żyją złotymi pociągami i suszą. Swoją drogą ciekawe, że co roku w Polsce albo nie będzie plonów „bo susza”, albo wszystko zgniło, „bo deszcze”. I drogo będzie, bo mało warzyw i owoców.

Co do mody – nawet bycie anty mainstream wciąż pozostaje trendem ukierunkowanym na zbieranie lajków. Jak wszystko – Krystyna Janda ma tyle lajków, a prezydent Duda tyle. To więcej niż sieć Lidl, ale mniej niż H&M. Wszystko jest lajkiem, my sami powoli zmieniamy się w kciuk podniesiony w górę, który delikatnie wsuwamy w tyłki naszych idoli, sprawiając im rozkosz. A nie ma nic lepszego, jak porządna rozkosz po całym ciężkim dniu pełnym obrazków, nagłówków, śmiesznych filmów i bezsensownych informacji. Jedyną nadzieją jest, że coś w nas pierdolnie, a na Ziemi znów będą rosły tylko roślinki, które nie muszą się zastanawiać czy w następnym sezonie wciąż modny będzie styl boho.


Grafika jest fragmentem pracy Bolesława Chromrego

Komentarze:

11 Replies to “To koniec”

  1. Bzdury! Więcej optymizmu, zawsze możesz wyrzucić telewizor, tandetne szmatławce i przestać kierować się stereotypami 🙂 Pod lajki rownież warto sobie stworzyć grupę osób, która niechętnie je daje 🙂

  2. Wyczuwam widoczny nastrój oparty na doniesieniach związanych z 23 września. Autora ogarnęła melancholia.

  3. Świetny wpis, w sedno! Chodź ucieknijmy pod palmę, gdzie nie będziemy wysyłać Snapów, dodawać pięknych zdjęć robionych lustrzanką na Insta i meldować się na Facebooku. Posiedzimy pod palmą i wypijemy mleko prosto z kokosa…

  4. Hej. Ja Cię znowu nie rozumiem. To dość zabawne uczucie, czytać tego rodzaju refleksje, zwłaszcza jeśli pisze je osoba związana z mediami najniższej półki, trafiającej do widzów najmniej wymagających (mówiąc hipereufemistycznie!). Lubię Cię czasem czytać, ale spod Twojego „pióra” nie wyszło nigdy nic więcej poza blogopodobnym strumieniem świadomości. Przyznaję Ci rację, że coraz więcej syfu w naszym świecie. Każdemu już nudzi się bylejakość z którą mamy do czynienia w każdej dziedzinie życia. Jeżeli Tobie nie podoba się ten stan rzeczy, powinieneś chyba jednak najpierw zacząć od posprzątania własnego podwórka, przynajmniej coś by to za sobą niosło… Przeczytaj swój tekst jeszcze raz. Zmień liczbę mnogą na liczbę pojedynczą. To nienaturalne, ale przed każdym zdaniem dodaj „Ja”. Wyloguj się z fejsa, usuń z ulubionych pudelka i zacznij karmić się wartościowymi treściami, za którymi jak widać bardzo tęsknisz. Czysto egoistycznie pozbądź się bylejakości ze swojego życia, a wówczas do głowy Ci nie przyjdzie by tracić czas na pisanie nic nie wnoszących postów. Będziesz pisał fajniejsze 😀 A koniec zamieni się w dobry początek. Każdy z nas, nie tylko Ty, w tym wypranym w bezwartościowym gównie świecie, swoją działalnością i codzienną postawą ofiaruje taką cegiełkę na jego poczet. Ty szczerze mówiąc, już przez ostatni czas wybudowałeś pokaźny murek. Z drugiej strony, z jakiegoś jednak powodu, krytykując ten grajdołek, sam w nim osiadłeś – to znaczy, że wcale nie jest w nim tak źle. Na pewno jest względnie wygodnie i bezpiecznie. Sam najlepiej wiesz, że stanowisz uosobienie świata, który tu opisałeś. Pisząc o jego biedzie, przyznajesz się jednocześnie do biedy w Twojej głowie. Szacun za odwagę i szczerość, ale z drugiej strony to trochę głupie rzucać w przestrzeń słowa, które niczego nie zmienią.

    O co chodzi, że płaczesz nad lajkami, skoro sam jesteś od nich uzależniony? Jeśli ten post miał być prowokacją, to mam nadzieję, że chociaż masz fun z komentarzy;)

    1. Ależ Wojciech, ja przecież w tym tekście pokazuję hipokryzję, jaka mnie również dotyka. Zupełnie nie kryję tego, że ja także jestem w tej pułapce, którą oczywiście sam na siebie zastawiłem wybierając takie, a nie inne ścieżki życiowe.
      Nie oceniaj mnie proszę pisząc, że piszę mediach „najniższej półki”, bo na jakiej podstawie oceniasz tak moich pracodawców? Z mojego pióra wyszło wiele różnych treści – bardzo ciekawych, jak zdarzało mi się pisać do „Przekroju”, lekkich i rozrywkowych, jak to bywało w „Fakcie” oraz sympatycznych, jak to teraz jest w Plejadzie.
      A moja bylejakość nie opiera się na pracy czy otoczeniu, bo jeśli to mogłoby coś zmienić, to zmieniłbym. Ale niestety nie mam wpływu na to, na jakiej planecie żyję.

  5. Patryku, to rozumiem – nie pojmuję jednak dlaczego widząc hipokryzję nie próbujesz jej zwalczać. Zawsze myślałem i chyba nadal jeszcze w to wierzę, że powiedzonko „świata nie zmienisz” to credo nieudaczników pokroju „nie bądź taki do przodu…”. Skoro Twoja bylejakość dotyczy sfer pozazawodowych to tym lepiej, bo nie trzymają Cię względy finansowe, by uciąć to co mierne. Gdybyś sam nie przedawkował bylejakości, nie kłuła by Cię tak u innych. To trochę jak z dziećmi w Afryce, czy żoną alkoholika – niby żal, ale uczucia obserwatora zawsze będą inne i słabsze od wrażeń uczestnika. Notabene, takie biadolenie nad marnością tego świata kłóci mi się z Twoją reakcją na incydent w Carrefourze. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że nic z tym nie zrobisz, bo „nie masz wpływu na to na jakiej planecie żyjesz”. Logiczne, że homofobii Ty jeden nie wyleczysz, ale doskonale wiesz, że jesteś jednym z tysiąca ogniw potencjalnej reakcji. Dokładnie taki sam mechanizm zachodzi w przypadku Twojego nawracającego weltschmerzu. Gdyby przeprowadzić ankietę, większość pedałów w głębi serca marzy o miłości, chociazby w najbardziej tandetnym wydaniu. Nawet ci szukający szybkiego numerka na różnych portalach zazwyczaj też kierują się jakimiś uczuciami – w drugą jednak stronę, bo zazwyczaj mają złamane serduszka. Gdyby jednak znów każdy zerwał z bylejakością, użytkowników zniknęłoby chyba z połowę (nie piłem nic dzisiaj, więc może przesadziłem). Łatwiej jest sięgnąć po śmieciowy kontakt, śmieciowe jedzenie i wszystko inne śmieciowe, bo nie wiąże się to z przesadnym wysiłkiem i czasem. Łatwiej też narzekać niż coś zrobić. (Ale po co o tym pisać?!)

    Wybacz, może niefortunnie to sformułowałem, bo nie zamierzałem deprecjonować Twojej pracy. Niemniej jednak, media w których aktualnie funkcjonujesz są skierowane do szerokiego grona odbiorców. Nie oceniam surowo Twoich pracodawców, bo nie jestem kompetentny do jakiejkolwiek oceny – nie oszukujmy się jednak, że w tego rodzaju mediach jest miejsce na jakieś idee (a to za nimi tęsknisz, jak wnioskuję z postu). Podstawowym zadaniem jest trafienie do jak największej ilości odbiorców poprzez granie na najbardziej pierwotnych, prymitywnych instynktach. „Fakt” najlepiej sprawdza się jako wyściółka kosza na śmieci, a rozrywki dostarcza chyba jedynie emerytom i rencistom. Ten swojego rodzaju cynizm i zimna kalkulacja w zdobywaniu nowych odbiorców stanowi dla mnie właśnie asumpt do tak surowej klasyfikacji tych środków przekazu. Żałuję, że nie miałem do czynienia z Twoimi innymi tekstami, przez co trudno mi się w pełni ustosunkować do Twoich wypowiedzi. Piszesz dobrze, bez wątpienia – właśnie dlatego czuję niedosyt. Do tego dochodzi irytacja, gdy czytam że dostrzegasz pierwiastki beznadziejności i nic z nimi nie robisz. Swój talent sprzedajesz za pół darmo ludziom, którymi poniekąd gardzisz i krytykujesz. I jeszcze jako przedstawiciel wolnego zawodu (chyba jeszcze młodego pokolenia, ha) mówisz że żyjesz w pułapce. W pułapce to żyli Twoi koledzy przed 89 i ewentualnie redaktorzy „Od rzeczy” obecnie (w tym wypadku mentalnej). Z drugiej strony, za stary jesteś by użalać się nad tym, że mamy media społecznościowe – tak jakby istniał powszechny obowiązek wrzucania selfie na instagrama i celebrowania swojego życia na snapie, a nie w realu. To naprawdę są problemy gimbazy, a nie dorosłego faceta z „dynamicznie rozwijającej się europejskiej stolicy” 😀

    Ta chujowa planeta nie jest w każdym miejscu tak samo chujowa. Nie wiem, pojedź może z EG na czuwanie do klasztoru w Tyńcu, czy coś. Na popołudnie życzę Ci, żebyś dokopał się do tej lepszej strony i odstawił to latte. W końcu soja jest genetycznie modyfikowana!

    1. Po części się zgadzam i cieszę się, że są jeszcze osoby, którym chce się. Nie wszystko jest jednak zero-jedynkowe i mając w głowie doświadczenie z mediów poważnych i bardziej rozrywkowych nie jestem i nie chcę w stanie ferować wyroków co jest lepsze, a co gorsze. To bardzo złożony temat.
      Na szczęście, jak sam zauważasz, jestem młody i wierzę, że jeszcze sporo w moim życiu, również zawodowym, wydarzy się. Nie narzekam na swoją obecną pracę w Onecie, daje mi ona dużo satysfakcji i jest naprawdę rozwojowa. Ostatnio przykładowo uczę się montować klipy wideo. To może być przydatna umiejętność w postępującym społeczeństwie obrazkowym 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *