Tydzień w Barcelonie

Nie jestem typem podróżnika i to nie będzie plan podróży po Barcelonie. To trochę wspomnień, kilka uwag i garść porad o tym, jak dobrze, szczęśliwie i niedrogo przeżyć wakacje w hiszpańskim kurorcie. Nie będzie tu znanych z książek zabytków i muzeów. Moim celem było możliwie głęboko wejść w tkankę miasta i poznać jego rytm – a nie rytm narzucony przez deptak turystyczny. Czy mi się udało? Odrobinę chyba tak.

Dzielnice

Zdjęcie 28.07.2016, 16 06 58
Widok na panoramę miasta z parku Guell
Zdjęcie 28.07.2016, 15 43 09
Barcelona to nie tylko piękne kamieniczki
Zdjęcie 28.07.2016, 15 13 49
Miasto ciągnie się od morza do gór – dosłownie
Zdjęcie 28.07.2016, 15 16 33
Cudowne balkony to jeden ze stałych elementów starej części Barcelony

Zdjęcie 28.07.2016, 15 21 56

Barcelona jest piękna i jej stare dzielnice wyglądają rzeczywiście jak z pocztówki – wąskie uliczki, kamienne budynki ozdobione rzeźbami, wielkie stalowe bramy i placyki mają swój urok, lecz to nie całe miasto. Sporą jego część – o czym się ewidentnie nie pisze – stanowią bloki, jakie znamy z epoki późnego Gierka – wysokie, takie same klocki pokryte kolorową farbą, która ma chyba odstraszyć potencjalnych petentów. Widać je dobrze w drodze z lotniska do centrum. Co ciekawe, Hiszpanii udało się ukryć niechlubne wpływy II połowy XX wieku i zasłynąć właśnie kamienicami. W Polsce zaś odwrotnie, no ale u nas przecież ważniejsze są wewnętrzne spory niż wizerunek za granicą.

Zdjęcie 27.07.2016, 21 22 43
Dzielnice w centrum słyną z wąskich, klimatycznych ulic
Zdjęcie 27.07.2016, 18 56 40
Barcelończycy nie mają problemu z pokazywaniem swojego prania 🙂
Zdjęcie 27.07.2016, 11 18 13
Supermarcat to popularne lokalne sklepiki. Niestety często całkiem drogie
Zdjęcie 25.07.2016, 18 18 38
Falagi Katalonii i Unii Europejskiej (tu zwinięte przez wiatr) dumnie powiewają z wielu okien oraz balkonów

Zdjęcie 25.07.2016, 18 18 22

Mieszkańcy

Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy, to uśmiech. Hiszpanie uśmiechają się: na ulicy, w knajpach, rozmawiając przez telefon, jadąc rowerem. Czy to wpływ słońca? A może południowej mentalności? Nie wiem, ale to miły widok.

Zdjęcie 27.07.2016, 16 49 16
Cztery słodkie pieski!
Zdjęcie 26.07.2016, 12 15 47
Lokalni mistrzowie gier karcianych na pasażu przy plaży

Mitem jest to, co widzimy na Instagramie – barcelończycy wcale nie odstają pięknem od innych. Oczywiście fani hiszpańskiej urody będą w niebie, ale opowiastka, że niby wszyscy panowie są wysocy, muskularni i przystojni to bajka. Zdziwiło mnie, jak wielu mężczyzn jest niskich (koło 160 cm) – ci zwłaszcza dbają o masę mięśniową i nadmiar tatuaży. Cóż, trzeba się wyróżniać…

DSCN4974 Zdjęcie 29.07.2016, 14 34 19

Kobiety? Nie wstydzą się kolorowych, mocno wydekoltowanych strojów, wzorzystych sukienek i koturnów. Wśród żeńskiej części społeczeństwa możemy wyróżnić tę ubraną wedle panujących trendów, jak i typowe, latynoskie motywy: czerwień, kwiaty, kapelusze. Dbają tam o siebie wszyscy, również dojrzali ludzie. Miły widok.

Turyści

O dziwo nie jest ich tak dużo, jak myślałem. Polaków spotkałem garstkę, sporo Niemców, trochę Francuzów. Nie rzucają się w oczy i nie są na pierwszym planie tego miasto. To istotne – Barcelona mimo niewątpliwego statusu kurortu nie przekształciła się w hiszpańskie Władysławowo. Turyści są tu szanowani, lecz nie są wynoszeni na ołtarze – mają raczej dostosować się do panujących reguł, a nie narzucać swoje. I to jest właśnie piękne.

Zdjęcie 28.07.2016, 16 52 45 Zdjęcie 28.07.2016, 16 55 15 Zdjęcie 28.07.2016, 16 52 44 Zdjęcie 28.07.2016, 16 52 37 Zdjęcie 28.07.2016, 16 53 02

Komunikacja

Gdy turysta skupi się i przestudiuję mapę połączeń busów i metra, to bez problemu zdoła opanować plan miasta – mi zajęło to jakieś pół godziny. Gorzej z komunikacją na lotnisku – brak jakichkolwiek strzałek, znaków, a nawet planu portu sprawia, że łatwo się zgubić. Wtedy warto poprosić jednego z pracowników, choć szansa na dogadanie się po angielsku nie jest wcale duża. Mieszkańcy Barcelony w ogóle słabo stoją z angielskim, dlatego często trzeba porozumiewać się za pomocą kalamburów. Spróbuj im powiedzieć, że nic nie rozumiesz, a wtedy zaczną mówić głośniej, wolniej i wyraźniej po hiszpańsku, jakby miało to coś zmienić. Dla mnie ma to swój niepowtarzalny urok.

Zdjęcie 29.07.2016, 20 34 16
Na pięknym lwie przy kolumnie Krzysztofa Kolumba
Zdjęcie 28.07.2016, 15 43 17
Syf przy tarasach widokowych nie jest jedynie domeną Polaków
Zdjęcie 27.07.2016, 18 49 05
Jak widać niektórzy wciąż nie wiedzę, że nie wypada w plastikowych japonkach wychodzić na miasto. Ludzie, przecież macie Zarę!

Zdjęcie 29.07.2016, 14 37 07

Istotne w temacie komunikacji: Barcelona kuleje pod względem WI-FI. Jest niby sieć publiczna, która cały czas jednak rozłącza się, po czym każe rejestrować się od nowa. Udręka. Dodatkowo Hiszpanie w głębokim poważaniu mają to, że w ich restauracjach nie ma WI-FI – te znajdują się tylko w tych droższych i położonych w bardzo popularnych miejscach, jak te przy porcie.

Jedzenie

Zdjęcie 29.07.2016, 14 46 03
Mercado de La Boqueria – słynny targ spożywczy będący jednocześnie wspaniałą atrakcją turystyczną
Zdjęcie 29.07.2016, 14 42 16
A. wybiera lody

Zdjęcie 29.07.2016, 14 43 29 Zdjęcie 29.07.2016, 14 41 58 Zdjęcie 29.07.2016, 14 41 17 Zdjęcie 29.07.2016, 14 41 08

Czego tu nie ma! Od prawdziwej chińszczyzny, przez najlepszą pizzę, jaką jadłem w życiu (koniecznie musicie jej spróbować!), po regionalne paelle, tapas i pomniejsze przekąski. Każdy lokal oferuje coś wegańskiego, coś niedrogiego i coś naprawdę smacznego. Kocham kuchnię południowców i muszę przyznać, że ich owoce morza w porównaniu z naszymi cherlawymi małżami i skarłowaciałymi krewetkami bez smaku robią wrażenie. Za 15 euro można tam najeść się na pół dnia i – co istotne – nie przejeść się glutenem i sodą. Widać, że barcelończycy dbają o swoje dobro narodowe i chwała im za to.

Zdjęcie 28.07.2016, 21 06 57
Oto najlepsza pizza, jaką jadłem w życiu. W towarzystwie hiszpańskiego piwa Moritz, naprawdę dobrego!

Sklepy

Zdjęcie 28.07.2016, 15 32 28 Zdjęcie 28.07.2016, 15 16 50 Zdjęcie 27.07.2016, 21 19 42 Zdjęcie 27.07.2016, 21 24 29 Zdjęcie 27.07.2016, 15 29 56

Nie mogłem oczywiście nie zajrzeć do kilku sklepów z ciuchami. Barcelona ma w swojej ofercie te same sieciówki co duże miasta w Polsce (Mango, Topshop, oczywiście ZARA itd.), lecz spora część butików jest lokalnymi inicjatywami. W okolicach Calle de Ferlandina można zaleźć rewelacyjne niszowe marki, które biją na głowę produkty przysłowiowego H&M, a przy okazji nie powalają cenowo (t-shirt za 20 euro). To ważne: nigdy, przenigdy nie przeliczajcie euro na polskie złotówki. Hiszpanie zarabiają inaczej, Polacy inaczej. Nie można w ten sposób porównywać cen.

Zdjęcie 27.07.2016, 15 23 19
Przy centrach handlowych są czasami miejsca, w których można odgrzać w publicznej mikrofali jedzenie zakupione chwilę wcześniej

Zdjęcie 27.07.2016, 15 26 53 Zdjęcie 27.07.2016, 15 26 04 Zdjęcie 27.07.2016, 14 55 38 Zdjęcie 27.07.2016, 14 55 30

Na nadmorskich pasażach możemy spotkać oczywiście panów sprzedających torebki Michaela Korsa, Chanel, D&G i całą resztę modowych gwiazd. Mają oni opracowany specjalny system – białe kwadratowe ceraty, na których jest rozłożony towar. Gdy pojawia się policja, ceraty, które w każdym rogu mają przypięty sznurek, są zwijane i powstaje niewinny tobołek. Karl Lagerfeld by na to nie wpadł!

Zdjęcie 25.07.2016, 21 57 45 Zdjęcie 26.07.2016, 11 05 58 Zdjęcie 27.07.2016, 13 22 37 Zdjęcie 27.07.2016, 14 03 56 Zdjęcie 25.07.2016, 19 00 23

Bezpieczeństwo

Mimo że w Barcelonie przez tydzień pobytu spotkałem może ze trzy patrole policyjne, to ani razu nie czułem się czymkolwiek zagrożony. Muzułmanie, Europejczycy, Hindusi, Azjaci i cała reszta wypracowali tam swój porządek, w którym główną zasadą jest nie wchodzić sobie w drogę. I tak kobieta w hidżabie może swobodnie bawić się z dzieckiem na placu zabaw obok Wietnamki ze swoimi szkrabami. Nikt nikogo nie wyzywa, nikt krzywo nie patrzy. Nie ma zapijaczonych grup frustratów grożących po zmroku na ulicach. Niektórzy śpią nawet na plaży ze swoimi plecakami – wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce? Można by obudzić się bez nerki…

Zdjęcie 25.07.2016, 22 52 30 Zdjęcie 25.07.2016, 20 29 35 Zdjęcie 25.07.2016, 20 25 16 DSCN4987

Plaża

Osoby przyzwyczajone do wypoczynku nad Bałtykiem mogą być zdziwione – plaż w Barcelonie jest stosunkowo niewiele i są one raczej wąskie. Dzięki braku niechlubnej tradycji parawanów mieszczą się jednak na niej wszyscy. Ważne: takie białasy jak my nie powinny siedzieć na piasku dłużej niż dwie-trzy godziny, jeśli nie chcą skończyć z poparzeniami. Coś o tym wiem, bo obaj z A. zmagamy się teraz z odpadającymi płatami skóry.

Zdjęcie 27.07.2016, 22 04 24 Zdjęcie 26.07.2016, 14 07 14 Zdjęcie 26.07.2016, 12 12 06 Zdjęcie 26.07.2016, 12 03 21 13900961_1285978148079014_52728582_n

Woda jest ciepła, lecz nieznośnie słona. Głębokość zmienia się bardzo powoli, dzięki czemu spokojnie można spacerować nawet 7-10 metrów od brzegu. A najlepiej robi się to po zmroku, gdy plażowicze zmykają, a na plaży pozostają tylko najwytrwalsi. Można wtedy w spokoju otworzyć wino, położyć się na kocu, a gdy będzie już zbyt błogo, popływać w morzu. Rewelacja.

Otwartość

Barcelona słynie ze swojej otwartości. Mieszają się tu wszystkie kultury, rasy, religie, płcie i orientacje seksualne. Na nikim nie robi wrażenia dwóch panów trzymających się za rękę, biegnąca wieczorem do klubu drag queen czy osoba trans z widocznym zarówno stanikiem, jak i mocnym zarostem. To nie obojętność, to akceptacja. Co może zaciekawić Pawłowicz i resztę gnid z Sejmu: mimo „zarażenia wirusem gender” wciąż rodzą tam się dzieci i miasto nie zmierza ku upadkowi.

DSCN5103 Zdjęcie 27.07.2016, 16 43 18 Zdjęcie 26.07.2016, 11 06 47

Używki

Oj, alkoholu tam jest dużo! Wino, oczywiście przelane do kubeczków, można spokojnie pić podczas spaceru po mieście. Nie ma problemu ze znalezieniem taniego, lecz dobrego lokalnego trunku. W godzinach wieczornych zarówno turyści, jak i Hiszpanie lubią napić się. Nie jest to jednak kultura picia na umór, robienia burd i wstydu – jak w Polsce czy Anglii. Tu się kosztuje i cieszy życiem.

DSCN5100
Na tej ulicy mieszkaliśmy. Jak się okazało – zupełnie przypadkiem wylądowaliśmy w centrum gejowskiej dzielnicy
Zdjęcie 27.07.2016, 14 12 59
Spostrzegawczy wypatrzą tu papugę, które obok gołębi i wróbli dumnie strzegą miasta i proszę o odrobinę tapas

Zdjęcie 25.07.2016, 18 09 03

Jeśli chodzi o narkotyki, to nigdy nie byłem w mieście, gdzie ich zdobycie jest prostsze. Podczas wyjazdu właściwie codziennie ktoś pytał mnie czy chcę kokainę, amfetaminę czy marihuanę. Słyszałem (i tylko słyszałem), że jakość proszków do wciągania w tym mieście jest na naprawdę wysokim poziomie, więc narkomani z pewnością będą ukontentowani.

Wnioski

Tydzień w Barcelonie za 200 euro jest zupełnie możliwy bez żadnych wyrzeczeń. W Lidlu można kupić aromatyczne produkty na śniadanie i zjeść je w parku. Wino na drogę, obiad w jednej z knajpek, wieczorem kolejne wino. Barcelona rozleniwia i sprawia, że nawet na twarzy takiego pesymisty jak ja zaczyna pojawiać się zadowolenie. I to chyba najmilsze, co mogło mnie spotkać tego lata.

DSCN5104
Zauważalne podobieństwo

Zdjęcia nie zostały poddane żadnej obróbce graficznej. Uważam, że piękno powinno tkwić w tym przypadku w ich treści, a nie podkręconej kolorystyce.

Komentarze:

9 Replies to “Tydzień w Barcelonie”

    1. Trochę jednak obciach. Klapki są przeznaczone na basen czy plażę. Istnieje przecież szeroki wybór innego obuwia: od sandałów po sneakersy.
      To trochę tak jak z Crocsami: wygodne nie zawsze oznacza fajne.

      1. Draq queen biegnąca do klubu, to nie obciach, bo przecież wszyscy tacy tolerancyjni, ale plastikowe japonki to już obciach, no cóż…

      2. Nie rozumiem na jakim ‚poziomie’ – moim zdaniem poniżej poziomu krytyki jest zachwyt nad tolerancją jak kto wygląda i się ubiera i w tym samym poście pisanie, że klapki to obciach, w luźny dzień na miasto. Skoro już tak bardzo chcemy być tolerancyjni, to dlaczego oburza wyjście w klapkach na miasto? Nie bardzo rozumiem 😉 Tym bardziej, że popołudniowy spacer, to nie ślub ani obiad u angielskiej królowej.

        1. Droga Pani / drogi Panie. Wyraziłem swoją opinię na swoim blogu. Według mnie klapki w środku miasta są zwyczajnym obciachem. Nie mam jednak zamiaru umierać za tę opinię czy zwracać uwagę innym. Mnie to mierzi i uważam, że to jest niechlujne oraz zwyczajnie niestosowne, lecz jeśli ktoś czuje się z tym dobrze, to niech nosi sobie na zdrowie. A ja będę szczęśliwie wymijał 🙂

      3. Rozumiem. Trochę jednak moim zdaniem szkoda, że osoba, która pisze „Na nikim nie robi wrażenia dwóch panów trzymających się za rękę, biegnąca wieczorem do klubu drag queen czy osoba trans z widocznym zarówno stanikiem, jak i mocnym zarostem.” i zachwyca się otwartością jest równocześnie osobą, na której robią wrażenie klapki i fotografuje ludzi, którzy w nich chodzą, żeby ich pokazać na blogu jako wzór niechlujstwa. Najwyraźniej ten klimat otwartości Barcelony budują inni ludzie, tacy, których NAPRAWDĘ nie interesuje, kto kogo trzyma za rękę i kto w czym chodzi – przyjeżdża jednak taki turysta z Polski kreujący się na szalenie tolerancyjnego, po czym robi zdjęcia czyimś butom, żeby je wyśmiać na swojej stronie. Delikatnie nazwałabym to hipokryzją.
        Pozdrawiam.

  1. Pisząc o Barcelonie dla LGBT koniecznie trzeba wspomnieć nazwę Geixample (Gayxample) [ɡajˈʃampɫə] która jest przekształconą nazwą dzielnicy L’Eixample gdzie skupiły się lokale i punkty usługowe adresowane do społeczności LGBT. Warto również wspomnieć o pomniku represjonowanych osób LGBT znajdującym się w parku La Ciutadella.
    http://www.homopedia.pl/wiki/Barcelona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *