U Gessler jak w domu

Byłem wczoraj na promocji książki Magda Gessler. Tak, tej gdzie zaśpiewała sławetne „O Magdalenooo”. I powiem Wam, że dawno tak dobrze się nie bawiłem. Nie było celebrytek, które dwa lata temu były jeszcze czynnymi pracownicami domów publicznych, wszyscy mieli usta w miarę naturalnych wielkości, a poziom ego nie sprawiał, że chciało się wymiotować. Nie było ścianek i czekania aż Socha czy inna Zielińska zjawi się, bo „bez niej nie zaczniemy” (cytat ze słynnego duetu projektantów). Pojawił się za to wspaniały Ryszard Kalisz, rzadko widywana Bożena Dykiel oraz Andrzej Mleczko. To była towarzyska śmietanka, a nie spęd blogerów o poziomie IQ odwrotnie proporcjonalnym do liczby wejść na swoje strony.

Dodatkowo całość prowadziła Karolina Korwin Piotrowska, więc – za przeproszeniem – pieprzenie w części oficjalnej było krótkie i na temat. A potem pyszny szampan, ponoć smaczne wino (choć na słodkich trunkach to ja się wybitnie nie znam), niezłe małże i fantastyczne deski pełne serów. Gdyby iwenty w Warszawie wyglądały właśnie tak, to chyba chętniej czułbym potrzebę wychodzenia z łóżka. Nie zanosi się na to, więc pozostanę w nim z autobiografią Gesslerowej.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *