W obronie Ilony Felicjańskiej

image

„Felicjańska jest dnem” – usłyszałem wczoraj od bardzo dobrego znajomego. Później zaczęły się pretensje dlaczego zaprosiłem ją na urodziny Vogule Poland i pozwoliłem wejść na scenę. „Przecież ona jest pijaczką”, „żałosna książka”, „tępa i sztuczna” to tylko najlżejsze z epitetów, które usłyszałem z ust osoby naprawdę bardzo kulturalnej, oczytanej i zdawałoby się z bardzo dużą empatią.

Ja z Iloną mam duży problem. Trochę się już znamy, a jako dociekliwy badacz popkultury obserwuję jej działania od kiedy tylko pamiętam. A trochę tego było – w latach 90. Felicjańska była bardzo popularna: zarówno na wybiegach, bankietach, jak i w telewizji. Ciężko mi zrozumieć skąd tyle nienawiści i wręcz przemocy w osobach, które jeszcze pięć czy dziesięć lat temu ściskały się z nią i wymieniały pocałunki w policzki. Wszystko było dobrze do tamtego feralnego dnia prawie trzy lata temu – 22. lutego 2010.

Sprawa z wypadkiem i ucieczką z miejsca zdarzenia pozostaje bezsporna – Felicjańska zawiniła, dała ciała, zachowała się nieodpowiedzialnie. Pudelek już w środę, dwa dni po wypadku ogłosił koniec jej kariery. Oburzenie było słuszne, wszak trudno nie burzyć się na taki wybryk, lecz czy współmierne do winy? Przypomnijmy sobie inną gwiazdę, która wpadła w takie tarapaty – Ewę Farnę. Piosenkarka 21.05.2012 spowodowała wypadek, również na podwójnym gazie. Jakie były konsekwencje medialne? Właściwie żadne. Pudelek trochę pokrzyczał, tabloidy wyraziły oburzenie, lecz nic więcej.

Różnica między Felicjańską, a Farną jest taka, że ta pierwsza wprost przyznała się do alkoholizmu, zapowiedziała terapię, a także zaczęła angażować się w kampanie dotyczące samoświadomości i zdrowego trybu życia. Co zrobiła młodsza celebrytka? Strzelała głupa, tłumaczyła się maturą i natłokiem obowiązków. Nie było publicznej spowiedzi, nie było żadnej kary czy nagany. Farna udawała idiotkę, co w jakiś niesamowity sposób zostało zaakceptowane, a gwiazda dalej cieszy się statusem idolki młodzieży.

Nie chcę wybielać jeden gwiazdy drugą, lecz zależność jest ciekawa: co trzeba zrobić, by utrzymać się w show biznesie? Dlaczego kolorowe media wybrały młodą piosenkarkę, a odrzuciły wyjadaczkę czerwonych dywanów? To są pytania otwarte, o których sporo się mówi w kręgach okołoshowbiznesowych, lecz nigdy wprost, nigdy otwarcie. A może w końcu warto by było.

Felicjańska po wypadku przeszła metamorfozę. Mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, bo ja, mimo swojego głębokiego dystansu i braku wiary w polski showbiz wierzę w to, że Ilona zmieniła się. Ostatnio miałem okazję rozmawiać z nią podczas prób dźwiękowych przed urodzinami Vogule Poland. Przyszła niemal nieumalowana, w normalnych ciuchach, paliła papierosy i śmiała się z nami równo. Otwartość, bezpretensjonalność i szczęście wręcz od niej biły. Większość polskich uznawanych medialnie gwiazdeczek mogłaby uczyć się od niej pokory i samoakceptacji.

Felicjańska ostatnio robi dużo, choć wszystkie jej projekty są publicznie wyśmiewane. Istnieje wręcz moda na nielubienie Ilony. Kolorowe media drążą teledyski, w których bierze udział, cytują jej książkę i śmieją się z tego, że publicznie przyznała się do inspiracji „50. twarzami Grey’a”. Przepraszam, lecz co w tym złego? Życzyłbym nam wszystkim, żeby celebryci tak szczerze mówili o swoich inspiracjach, zamiast jak Doda, Marina czy inna Paulla zrzynać równo po innych, a samemu udawać wielkiego indywidualistę. Co do samej książki – przeczytałem ją i muszę stwierdzić, że tak jak „Grey” nie należy do moich faworytów, podobnie książka Felicjańskiej. Lecz to mój gust, nie sposób odmówić jej sugestywnych opisów i działających na wyobraźnię scen. Czytelnicy również zdają się doceniać jej literacki debiut – mimo kolejnej nienawistnej kampanii brukowców nie brakuje pozytywnych recenzji, a książka utrzymuje się w czołówce sprzedaży części sklepów internetowych. W przeciwieństwie do książki Mai Sablewskiej, tak kochanej przez media, której książkopodobny gniot o modzie kurzy się na ostatnich półkach wyprzedaży (polecam zgrabną recenzję Tobiasza). Jest popyt, jest książka Ilony. Niektórzy chyba zapomnieli, że dla gwiazd show biznes to nie jest tylko show, ale właśnie biznes. Felicjańska bez problemu realizuje swoje wizje na „życie po życiu”.

Celebrytka, którą większość chętnie by zakopała, zniszczyła i wyparła z pamięci nie poddaje się. W wywiadzie ze mną sprzed paru miesięcy powiedziała: „Jeśli mam być upadłą gwiazdą, mogę obiecać jedno: będę najmniej nudną upadłą gwiazdą!” . I muszę przyznać, że zrobiła tym na mnie wrażenie. Gwiazdy w Polsce są kapryśne, mają swoje humory i zdaje się, że jeszcze nie dorosły do krytyki. Raz wyrażona negatywna opinia ze strony dziennikarza skutkuje strumieniem nienawiści ze strony celeba. Felicjańska jest inna – zdaje się, że prócz czerwonych dywanów poznała również dogłębnie smak poniżenia, który niemal codziennie starają się zafundować jej media. Sam krytykowałem ją w artykułach pisząc o tym, że martwię się o jej dzieci i to, jak medialne posunięcia mamy odbiją się na ich psychice oraz relacjach z rówieśnikami, lecz Ilona zarzuty bez problemu przyjęła, a tuż przed urodzinami Vogule, gdy umawialiśmy się na próbę napisała mi: „Urazu długo w sobie nie pielęgnuję, szkoda życia. Trzeba robić, działać, bawić się życiem!”. I to jest właśnie Ilona – niezmanierowana femme fatale, która spychana wielokrotnie w nicość trzyma się mocno, a do swoich oprawców zwyczajnie uśmiecha. Więcej takich celebrytów proszę!

Ilustracja: Monika Wyłoga

Komentarze:

0 Replies to “W obronie Ilony Felicjańskiej”

  1. Może dlatego Ilona jest nielubiana, bo jest (teoretycznie) poważną kobietą po 40, matką dwójki dzieci w dodatku dziećmi zajmuje się ojciec (tzn. nie wiem, czy aktualnie tak jest, ale kiedyś tak było), a więc jej sytuacja rodzinna była mocno popaprana + alkoholizm, więc było o czym pisać. Natomiast Farna jest młoda, nie ma swojej rodziny i wszyscy zrzucili to na karb wybryków młodości, więc temat się szybko skończył. A że ktoś lubi czy nie lubi: dziennikarze napuszczają na siebie ludzi, więc takie są skutki. Prosta logika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *