Weekend na Helu – przewodnik krytyczny

Mieliśmy wylądować w Chałupach, ale nawet telefon do Zbyszka Wodeckiego nie pomógł – miejsc brak, nawet na kempingu. Cóż, tak to bywa, gdy warszawiacy wyjeżdżają ze stolicy bez żadnego konkretnego planu. Byle nad morze!

JEDZENIE

Jedzenie w Helu jest dosyć ryzykowne. Poza kebabami, zapiekankami i goframi znajdziemy tam oczywiście wiele knajp rybnych, lecz w przeważającej większości są to niestety typowo polskie posiłki: gruba panierka, tłuste frytki i ten kretyński zestaw surówek. Na wyróżnienie zasługują zaledwie dwa miejsca.

Pierwszym z nich jest Lemon Express, gdzie można poczuć się jak na placu Zbawiciela czy Świętokrzyskiej. Jasne i proste menu, wykwalifikowana obsługa i przede wszystkim ładne, świeże i smaczne jedzenie są znakami rozpoznawczymi tego miejsca. Zdecydowanie miła odmiana od wszechobecnego zapachu panierki.

Drugim miejscem jest Stella Maris, ale tu z wyjątkiem na ogródek. W środku bowiem jest jak w jakimś klubie studenckim – mnóstwo zakurzonych, brzydkich przedmiotów, ciemnota i duchota. Dramat. Ogródek zaś jest całkiem przyjemny, a knajpa serwuje całkiem smaczną pizzę w zaskakująco niskich cenach.

PLAŻING

Plaże w Helu są dwie – jedna pełna parawanów, turystów z Pcimiów Dolnych i małych, głośnych dzieci oraz ta druga – spokojniejsza, mniej oblegana, choć też zdecydowanie węższa. Ta druga mieści się na samym „krańcu Polski”, jak chwalą się włodarze miasteczka, a więc tuż przy cyplu.

Muszę tu zaznaczyć, że byłem mocno rozczarowany barkiem miliona parawanów na plaży numer jeden, a więc tej popularniejszej, biegnącej wzdłuż bulwaru Nadmorskiego. Przysłowiowi Janusze najwyraźniej nie dotarli jeszcze na Hel, a ich ogrodzenia zatrzymały póki co tylko na Władysławowie. Ale to tylko kwestia czasu, wszak tandeta rozprzestrzenia się szybciej niż kiła.

IMG_6328

NOCLEG

Jeśli nie zarezerwujesz pokoju dziesięć lat przed planowanym pobytem to nie licz, że cokolwiek znajdziesz. My odbijaliśmy się od drzwi do drzwi, a pytanie o wolne miejsce zwykle wiązało się z jednoznacznym spojrzeniem właściciela – oszaleliśmy, że w ogóle pytamy.

Nam udało się znaleźć miejsce na polu kempingowym Helkamp i… nigdy więcej. Co prawda okazało się, że mogę już dostać medal prawdziwego mężczyzny, bo umiem rozbić namiot, lecz moja radość nie trwała długo. Drugiej nocy obok nas rozbiła się para, która wyjechała na wakacje najwyraźniej po to, by uprawiać seks w dużym zgrupowaniu osób. Mało smaczne, następnym razem polecam supermarket. Poza tym może i jestem nudziarzem, ale jeśli rano muszę dzielić się prysznicem z setką osób, to wolę nie wyjeżdżać na wakacje już nigdy.

ATRAKCJE

Spędziliśmy w Helu trzy dni i… wystarczy. Zrobiliśmy wszystko, co było tam do zrobienia, a więc byliśmy w fokarium (cudowne stworzenia!), płynęliśmy statkiem (szkoda, że tylko po Zatoce Gdańskiej), jedliśmy gofry (okazało się, że pani od gofrów jest moją fanką, pozdrawiam!), pływaliśmy w Bałtyku (tak samo lodowaty jak co roku) i spacerowaliśmy po mieście. W trakcie tego ostatniego odkryłem, że totalnym hitem Helu są pluszowe foki w różnych kolorach. Muszę przyznać, że wyglądają dość niepokojąco.

IMG_6334IMG_6333IMG_6330
B
yli Indianie…

IMG_6335

IMG_6331

Ciekawą inicjatywą zdaje się Scena Kulturalna, a więc spory namiot, w którym wyświetlane są filmy (we współpracy z Multikino) czy organizowane spotkania z autorami książek. A w barze można zjeść dowolne ilości popcornu i napić się cydru na leżaku.

IMG_6326

Kupiłem też pistolet na kulki oraz diabliki, którymi skutecznie straszyłem małe dzieci oraz lokalną atrakcję w postaci pijanego mężczyzny przebranego za wielką, niebieską, pluszową fokę. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie to może być satysfakcjonujące.

IMG_6327

TURYŚCI

Moda nad morzem jest niezmienna od lat: grubi panowie z brzuchami wielkości Plutona odsłaniają swoje ponętne kształty, a faceci o ładnej budowie kryją się pod koszulkami. O co chodzi? To chyba zawsze pozostanie dla mnie zagadką. Dość obrzydliwą zagadką.

IMG_6325

Panie zaś preferują nieśmiertelne chusty noszone na głowie / ramionach / wokół pasa. Prócz tego dużo biżuterii, no bo jak to tak – na plażę bez łańcuszka i trzech pierścionków?

Nie mogło też zabraknąć akcentu prawilnego – „na mieście” spotkałem pana w koszulce z napisem „Polska kibolska” z panią z napisem „Powstanie Warszawskie – pamiętamy”. Jakoś łączy się to w całość…

DOJAZD

Jeśli nie macie prywatnego helikoptera lub jachtu to nie jedźcie na Hel! Samochód jest pomyłką, bo korki tam nieziemskie, a jeśli już uda wam się dojechać, to nie będziecie mieli gdzie zaparkować. Poza jednym wolnym parkingiem, gdzie doba kosztuje więcej niż hotel.

Pociąg – dość naturalny wybór, bo dojeżdżający do samego końca – jest pociągiem, a więc brudnym, spóźniającym się i nieklimatyzowanym pojazdem, gdzie możesz spotkać wszystkie typy osób, którymi gardzisz. Oczywiście jeśli uda Ci się zdobyć bilet, co bez wyprzedzenia jest graniczące z cudem.

Także jak widzicie było bardzo fajnie. Ale może to właściwie kwestia towarzystwa, które potrafi zaćmić najgorsze nawet zmory?

IMG_6329

Komentarze:

7 Replies to “Weekend na Helu – przewodnik krytyczny”

  1. warszawska ciotka, której największym męskim osiągnięciem jest rozbicie namiotu… brawo! a na kempingu (zresztą bardzo przyzwoitym) spodziewałeś się własnej wanny z hydromasażem?

  2. chyba się patryku nieco przeceniasz z tą radą czytania jeszcze i jeszcze, jak równiez ze swoim rozumieniem słowa „krytyczny”. pozdrawiam.

  3. śmiechłem jak ten wpis przeczytałem 🙂 jak widać, autor jest przewrażliwiony na punkcie samego siebie. Jeżeli tak wszystko jest BE , to po co tu przyjeżdżasz ? trzeba sobie w życiu troszkę samemu radzić , jak dla autora szczytem męskości było rozbicie namiotu – sorry XD człowieku nie wychodź lepiej z domu , tylko siedź przed kompem i wylewaj swoje bóle pizdy, bo jak czytam co ty tu piszesz , konfrontując to z realiami to rzygać mi sie chce jak można takie bzdety pisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *