Wypierdalaj Meg Ryan

W 2014 podsumowanie roku umknęło mi pomiędzy zrywaniem z chłopakiem, pakowaniem się i układaniem wszystkiego na nowo w głowie, więc zamiast tego postanowiłem podsumować pierwszy tydzień nowego roku. Niby mało, a jednak niewiarygodnie dużo się wydarzyło.

Kilka godzin po północy nadszedł pierwszy dramat, a więc zwichnięcie kostki, gdy wracając piechotą z domówki do Domu Tymczasowego (cholerne taksówki oczywiście odmówiły współpracy) wywróciłem się chyba więcej razy niż Chrystus podczas drogi krzyżowej. Ledwo doczołgałem się do materaca i obudziłem z lewą piętą wielkości małej Grycanki. I gdy już myślałem, że jedynym plusem jest to, że przez najbliższy tydzień co dzień będę wstawał prawą nogą, wydarzyło się kilka innych rzeczy.

Przede wszystkim – atencja. Będąc w długim związku już trochę wypłowiała, a tu nagle okazuje się, że jest wielu chętnych dzielić ze mną łoże czy obiad. Miłe, choć wrodzona wybredność sprawiła, że ostał się może jeden czy dwóch kandydatów być może już niebawem mogących dostąpić osobistej audiencji.

I pewnie bym tak leżał przez ten cały tydzień użalając się nad sobą, swoim pijaństwem, bezdomnością, samotnością (z wyboru, lecz obciążoną dodatkowo chwilowym kalectwem) oraz brzuchem rosnącym od codziennych (sic!) zamówień KFC, lecz wydarzyło się to, co już nigdy nie miało się wydarzyć. Najpierw jeden telefon, potem kilka smsów. W końcu spotkanie – jedno, drugie, trzecie. Zupełnie jak kiedyś. Jakby tych parę lat nie minęło, a my rozstalibyśmy się w wielkiej przyjaźni. Olałem znajomych, przyjaciół, a częściowo nawet pracę. Liczyło się tylko to nowe / stare, które pojawiło się nie wiadomo skąd i… trudno było udawać, że nie sprawiło wielkiej przyjemności.

Dziś, szóstego dnia roku 2015, leżę na rzeczonym materacu w Domu Tymczasowym, obok mnie oczywiście kolejne pożarte zamówienie z KFC, a w głowie bardzo dużo pytań. I tak przegryzając kawałek kurczaka frytką zacząłem się zastanawiać czego tak naprawdę oczekujemy dziś od związku i jak definiujemy tę instytucję. Z jednej strony wszyscy – niezależnie od stanu cywilnego – masturbujemy się, a więc szybka potrzeba seksualna zostaje spełniona. Poza tym znaleźć seks, nawet ten dobry, jest dziś łatwiej niż porządną parę spodni. Z drugiej – od długich nocnych rozmów i zwierzeń mamy najbliższych przyjaciół. Od przytulania również, a w najgorszym wypadku można pójść na starówkę i w ramach free hugs objąć jakąś pryszczatą harcerkę. Lecz wracając do tematu (piszę poprawiając włosy w stylu Carrie Bradshaw i zapalając papierosa w imitacji łóżka): czy to nie jest tak, że karmieni filmami z Meg Ryan, bajkami Disney’a i rozmowami na czacie z mnóstwem ckliwych emotikonów uwierzyliśmy w ideał? A ideały nie istnieją. I tak, piszę to również do Ciebie Aniu Rubik!

Dlatego może zamiast kurczowo trzymać się scenariusza z „Pretty Woman” czy „Casablanki”, które zmęczyłem w ostatnim tygodniu wyjątkowo, warto po prostu przyjąć życie takim, jakie jest i cieszyć się miłą sekundą, zamiast przejmować następną godziną? Ja w każdym razie zamierzam tak spróbować i idę właśnie zrobić sobie maseczkę naciągającą moją zmęczoną tym pierwszym tygodniem 2015 roku twarz. Warto błyszczeć, bo kto wie, co przyniesie jutro!

Komentarze:

3 Replies to “Wypierdalaj Meg Ryan”

  1. Nie ma co czekać na księcia z bajki, bo może umknąć nam z przed nosa inna persona, która jednak okaże się tym „ideałem’ większym niż wspomniany na początku księciulek.

  2. Wyczuwam w spół cierpienie w danym nam czasom, jeśli też nie odbierasz kolorowo życia polecam h8uje.blog.pl . Nie, nie dbam o wyswietlenia, ale mysle ze moze cie zainteresowac i rozbawic 😀 Ziomeczku trzymaj sie i pamietaj, że każdy kolejno zamówiony kubełek KFC jest +10 do zbawienia 😀

  3. Niektórzy umieją KOCHAĆ prawdziwie, a nie tylko zakochiwać się i uprawiać seks. I do tego potrzebny jest związek: aby móc kogoś kochać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *