Wywiad z panem Jerzym, taksówkarzem

Na taksówki wydaję miesięcznie kilkaset złotych. Ja wiem, że komunikacją dojechałbym wszędzie szybciej, ale nie potrafię sobie odmówić tej przyjemności. Jak ma się szczęście, to dodatkowo można trafić na starego wygę, z którym 15-minutowa przejażdżka zamienia się w pasjonującą opowieść o życiu. Tak właśnie miałem z panem Jerzym, który pewnego poranka zawiózł mnie do pracy.

Pan Jerzy: Wie pan ile jeszcze to słońce zamierza tak grzać?

Ja: Omenaa mówiła, że chyba ze dwa tygodnie.

Wie pan, mnie to nie przeszkadza, ja mam swoje sposoby na upał.

Jakie?

Przy silniku pod maską mam zawsze dwa litry wody w butelce i jak już nie mogę wytrzymać i koszula przykleja mi się do pleców to zdejmuję ją i oblewam się tą wodą. Od razu lepiej.

Mnie z kolei denerwuje ta medialna histeria, że są upały.

Nawet pan nie wie jak mnie to wkurwia! Pan pracuje w mediach, więc może pan mi wytłumaczy czy nie ma już innych tematów? Jeżdżę taksówką 35 lat, mam 72, i przeżyłem o wiele gorętsze lata. I żyję, mam się dobrze.

Wie pan, jest sezon ogórkowy i brakuje tematów sensacyjnych. A media już dawno przestały zajmować się tematami ważnymi i istotnymi, posługują się sloganami. A slogan „Piekielne upały” ma w sobie wszystko: dotyczy każdego, jest bieżący i wieje grozą. To się ciągle sprzedaje.

No pewnie ma pan rację…

Jak pan ma 72 lata to późno pan zaczął karierę taksówkarza, co?

Późno. Wcześniej byłem milicjantem i zabiłem jednego gościa. Siedziałem kilka lat, ale niech mi pan wierzy, że to był kawał skurwysyna, należało mu się.

Nawet pan nie wie jak ja chciałbym bardzo zabić paru takich skurwieli…

Więc pan rozumie! A potem jakoś tak wyszło z tą taksówką i jestem do dzisiaj, mimo że stara goni na emeryturę. A mi się nie chce, wolę pracować. Nie lubię Platformy, ale nie przeszkadza mi ta ich reforma emerytalna. Przecież dziś człowiek po 60-tce to jeszcze nie próchno.

Myślę podobnie…

A wie pan, praca taksówkarza nie jest taka zła. Przygód mam mnóstwo!

A jakie przykładowo?

Wie pan, teraz to już mniej, ale ze dwadzieścia lat temu wiozłem z Żelaznej taką panią wytworną z synkiem. Zamówiła taksówkę z Warszawy do Mikołajek. Też jechaliśmy w wielki gorąc, no ale pieniądz był niezły. Pani okazała się na tyle apetyczna, że tydzień z nią balowałem na Mazurach.

A żonę pan już wtedy miał?

No miałem, ale co miała zrobić? Daleko byłem od starej, a wtedy mało kto miał telefon komórkowy. Ściemniłem jej, że na poczcie próbowałem się dodzwonić, ale zakłócenia były. Wkurwiła się nieźle jak wróciłem…

Ale przebaczyła?

A co miała nie przebaczyć, jak kocha?

No tak, z tym trudno dyskutować.

A wie pan, ja tam takie pieniądze przepuściłem, prawie całą wypłatę!

Warto chociaż było?

No skoro od dwudziestu lat wspominam, to chyba tak… 15 złotych się należy.

Miłego dnia!


Jeśli chcecie mieć podobnie miłe wspomnienia taksówkowe to zapraszam do myTaxi. Instalując aplikację na swojego smartfona podaj kod PatrykC2, dzięki któremu uzyskasz bezpłatny przejazd do 25 złotych.

Komentarze:

6 Replies to “Wywiad z panem Jerzym, taksówkarzem”

  1. Mam chyba większego pecha do taksówkarzy… Chociaż sami gawędziarze tam pracują. To cecha obowiązkowa (przy składaniu cv) czy nabyta (po latach jeżdżenia taksówką)? 😉

  2. Uwielbiam takie historie opowiadane przez obce nam osoby. Usmiecham sie wtedy i mysle jakie to zycie jest piekne i nieprzewidywalne! Korzystajmy z niego czesciej, wiecej i bardziej 🙂 dzieki za szczery usmiech na mojej twarzy ! Opowiesci helskie tez hoho ze hej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *