O tym, jak zaproszono mnie do "Ugotowanych"

grafika: Alexander Henry

Zaproszono mnie do „Ugotowanych” pod koniec lutego, a więc pół roku temu. Odmówiłem, bo wstydziłbym się pokazywać swoje wynajmowane mieszkanie, a w kuchni również jestem noga, lecz pomyślałem, że fajnie byłoby stworzyć scenariusz, jak wyglądałaby moja kolacja. Kolacja, która – na szczęście dla telewidzów – nigdy nie będzie miała miejsca.

Przystawka: To, co kotecki lubią najbardziej

424_01_5095

Pałeczki kukurydziane „Tygryski” z papryką słodką w proszku. Idealny, bezglutenowy i niskokaloryczny produkt, który sprosta wymagania wszystkich gości. Jest bezmięsny, nie zawiera wspomnianego glutaminianu oraz ma kształt falliczny – idealnie.

Danie główne: Azja Express

471691

Producenci programu pewnie byliby zachwyceni nazwaniem dania tak, jak ochrzczono nową produkcję TVN z krajowymi celebrytami. Na „Azję Express” składałyby się warzywa na patelnię Azja marki d’aucy, do którego dogotowałbym czerwonego ryżu (stać mnie!), a wszystko zaprawił w curry i sosie sojowym. Kupiłbym też litr wódki Krupnik, co by lepiej się rozmawiało na tematy, które nikogo nie interesują.

Atrakcja: sjesta w stylu wojowniczek

beddinge-lovas-sofa-trzyosobowa-rozk-adana-szary__0325814_PE543692_S4

Jako że lubię uchodzić za egoistę (zdecydowanie ułatwia życie), to po wypiciu wódki zaprowadziłbym gości na rozpadającą się kanapę Beddinge marki Ikea, gdzie włączyłbym moją ukochaną płytę „The Best of Gosia Andrzejewicz”. Najmniej fajną osobę wysłałbym do całodobowego na dół, by kupiła drugą flaszkę oraz fajki.

Deser: misiowy raj

12-flavor-gummi-bears_7

O deserze pewnie bym zapomniał, ale na szczęście niedaleko jest Biedronka, więc wysłałbym najbardziej pijaną osobę (może być ta sama, co szła wcześniej po wódkę), by kupiła z pół kilograma żelkowych miśków na wagę. Jak włoży się je do kieliszka z wódką i trochę poczeka, to dzieją się prawdziwe cuda. Można to też traktować jako kolejną atrakcję wieczoru.


Ile przyznalibyście mi punktów za taki wieczór?

Komentarze:

11 Replies to “O tym, jak zaproszono mnie do "Ugotowanych"”

      1. No i to oznacza, żeby u siebie robić to samo? Też dbasz o klikalność tekstów, w których nic nie ma. 🙂

          1. No ale w taki sposób? Nieważne kto, ważne, żeby wchodzili? Później dziwię się, że porządnych tekstów nikt nie chce czytać…

          2. Sorry, ale to trochę dla mnie taka dyskusja o niczym. Męczące. Nikomu nie zrobiłem krzywdy, nikogo nie okłamałem. Rozumiem, że na innych portalach / blogach równie walecznie podchodzisz do tematu? 🙂

          3. A co Cię nagle obchodzą inni? Lubię czytać Twoje teksty, ale te mądrzejsze, dłuższe. Więc jeśli coś mi się nie podoba, mogę to wyrazić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *