Złamał mi się paznokieć i…

…i mógłbym z pewnością napisać o tym bardzo długi wpis na bloga, polecić kilka produktów kosmetycznych poprawiających strukturę paznokci, a może nawet na tym zarobić. No właśnie, żyjemy w czasach, w których informacja jest tak powszechna, a social media są taką codziennością, że klasyfikacje na rzeczy poważne i te mniej nie mają już żadnego sensu.

Żyjemy w czasach, w których „Gazeta Wyborcza” jednego dnia pisze tabloidowy i naprawdę haniebny artykuł o Agacie Dudzie, a następnie przygotowuje specjalny numer, który będzie napisany jedynie przez wybitnych pisarz-intelektualistów. Gdzie tu logika i umiar? Jestem przekonany, że te dwa słowa za kilkanaście lat będzie znał tylko profesor Bralczyk.

To dziwne, że w 2016 roku na głos rozsądku wyrasta dwóch ziomków ukrytych pod pseudonimem „Make Life Harder”, którzy ogólnie śmieją się ze wszystkiego, lecz robią to w taki sposób, że publicyści mogliby brać u nich kursy. To oni właśnie niedawno napisali sentencję, która jest jakby skrótem myślowym dzisiejszych mediów.

Żyjemy w czasach, kiedy kucharz z autorem kryminałów analizują konflikt bliskowschodni w „Drugim Śniadaniu Mistrzów”, a Michał Piróg lekką ręką rozstrzyga spory biologów oraz etyków i z dnia na dzień staje się ekspertem od rozwoju prenatalnego. Nie dziwi zatem fakt, że coraz częściej zdarzają się sytuacje, kiedy wydając ci resztę w Żabce kasjer mimochodem rzuca zdanie typu: „A tak w ogóle opona typu PAX – run flat rozgrzana do 75 stopni nie ma prawa pęknąć przy prędkości pojazdu poniżej 180, chyba że mówimy o nawierzchni bitumiczno-polimerowej”. A w odpowiedzi na twoje pytające spojrzenie z uśmiechem odpowiada: „Bo wie pan, ja na co dzień niby pracuję w Żabce, ale tak w ogóle to jestem publicystą na Facebook’u, zapraszam do komentowania”.

Ja też mógłbym pisać o wszystkim – o wspomnianym paznokciu, o ostatnim koncercie Reni Jusis (ograniczyłem się do emocjonalnego postu na Instagramie), o kolejnych płytach, książkach, wydarzeniach, sytuacji międzynarodowej i konflikcie polsko-polskim. Skupiam się jednak – i wiem, że jestem w mniejszości – na sobie samym. Bardzo chciałbym, żeby inni też to robili. Uprzedzam, że nie ma w tym nic złego. Gdy czytam książkę lub oglądam spektakl, który wzbudza we mnie emocje – piszę. Nie napieprzam w klawisze na ilość, bo muszą się statystyki zgadzać. Gdy coś dotyka mnie, piszę. Tymczasem mam wrażenie, że wszyscy czują jakąś wielką potrzebę w zabieraniu głosu na każdy temat, który pojawi się w serialu „Fakty TVN”. Mama Madzi? Napiszę jak było. Złoty pociąg? Wiem, gdzie jest. Powodzie? Mam na to lekarstwo. Wydaje nam się, że wiemy już wszystko, a tak naprawdę jesteśmy coraz głupsi.

Świat współczesny otumania. Pracując w mediach wiem o tym doskonale. Znalazłem jednak sposób, by odcinać się od Snapów Jessicki Mercedes i Instagramu Kylie Jenner. Jak? Traktuję ich niczym hologramy, które co jakiś czas ukazują mi się na horyzoncie. Jestem dla nich miły, one też się uśmiechają. Patrzymy się na siebie czule, a po chwili hologramy znikają. Pewnie wiodą wtedy własne życie lub nawiedzają kogoś innego. A ja tymczasem mam chwilę, by pomyśleć, co tak naprawdę jest dla mnie ważne. I to wcale nie jest granola, treningi, sytuacja gospodarcza czy wojna w Syrii. Ostatnio lubię malować swoje paznokcie, oglądać „BoJacka Horsemana” oraz dużo martwię się co będzie, gdy umrze mój kot Jakub. To są sprawy, które mnie zajmują i wybaczcie, jeśli nie będę o nich więcej pisał, bo gdybym robił to notorycznie, to nie wiem co zostałoby ze mnie. Chyba tylko lajk.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *