żółć #1

Bycie w związku rodzi ten problem, że nigdy nie wiadomo kiedy będzie się miało wolny czas. To podobno single mają życie pełne szmerów bajerów, przez co latają między pracą, przelotnym kochankiem, a kolejną imprezą, podczas gdy osoby w relacjach tkwią na kanapie ze stygnącą frustracją w kubku z napisem „LOVE”. Otóż nie. Nawet jeśli zdarza się mi, a raczej nam, pozostać w domu, to jest tyle różnych rzeczy do roboty, że zupełnie nie ma czasu na nudę. Setki filmów, tysiące talerzy do zmycia i miliony spontanicznych zabaw sprawiają, że naprawdę nie ma czasu na bezczynne leżenie i myślenie o rzeczach mało istotnych, np. politykierstwie celebrytów sejmowych. Przez to również ucierpiał mój blog. Nie ukrywajmy faktu – ohpatryk został niecnie zaniedbany. Ku zachwycie głównie moim własnym i lamencie całego grona hejterów powoli wracam – na razie z luźnym cyklem żółć, w którym co czwartek będę wam pisał o bieżączce. Zamiast dodawać stu postów dziennie i odpisywać blogerom (bo zauważyłem, że blogerzy zajmują się głównie sobą nawzajem) post o tak miałkiej treści będzie zaledwie jeden w tygodniu. A więc do dzieła.

żółćBlogerzy mają to do siebie, że żyją na innej planecie pełnej samych blogerów. W większości nie mają oni kontaktu ze światem, a tym samym z wiedzą, ogładą, dobrym wychowaniem czy podstawach zasad PR-u. W ostatniej sytuacji, w której blogerzy zostali wyśmiani przez dziennikarza telewizji śniadaniowej nie wiem kto nie bardziej śmieszy: stacja śniadaniowa manipulująca odbiorcami, odbiorcy, którzy zdaje się, że teraz zorientowali się o tym fakcie, blogerzy bez najbanalniejszej wiedzy ogólnej czy może inni blogerzy wyśmiewający blogerów. Wszyscy kwalifikują się do jednego worka z napisem: „to nie dzieje się naprawdę”. Albo przynajmniej nie powinno.

Długo czekałem na płytę Miley Cyrus i po kilkukrotnym przesłuchaniu muszę przyznać jedno: jej management świetnie wybrał single. Nie dość, że całość nie trzyma się kupy, to jeszcze reszta kompozycji, czyli te piosenki zapełniające krążek, jest tak miałka i zwyczajnie niewpadająca w ucho, że szybciej wrażenie zrobiłby nowy Tercet Egzotyczny. Nie pomógł nawet Pharell.

Jako, że drugą nadrzędną sprawą w tym tygodniu byli polscy biskupi, to na ten temat również, jak każdy porządny bloger, również mam pogląd. Dziwi mnie, że ktokolwiek a) słucha tego co mówią czarni b) emocjonuje się tym c) oczekuje jakiejkolwiek poprawy. Przecież Kościół Katolicki przez ostatnie dziesięciolecia dobitnie udowadniał, że jest najprężniej działającą organizacją przestępczą, w tym również pedofilską. I jedyną legalną! Zawsze gdy przechodzę obok tablicy pamiątkowej przy alei Jana Pawła II i patrzę na wyryty napis „autorytet moralny” zastanawiam się czy setki tysięcy gwałconych za jego kadencji dzieci przyklasnęłoby tej polskiej propagandzie…

„Przekroju” nie ma. To jedyna z dwóch wiadomości, która w tym tygodniu zrobiła na mnie wrażenie. Po 3555 wydaniach najciekawszy na rynku tygodnik upadł. Był w kioskach co tydzień prawie siedemdziesiąt lat, zabił go jeden imbecyl, co myślał, że jak ma dużo pieniędzy, to w bonusie posiadł też umiejętności. Na szczęście talentu nie można kupić. Tego nie brak Zuzie Ziomeckiej, ostatniej naczelnej pisma, która nie dość, że nie załamuje rąk, to jeszcze nie psioczy na historię, nie płacze (byłem na stypie przekrojowej, widziałem!), a zakasuje rękawy i prosi o chwilę cierpliwości. „Dajemy sobie nieokreślony czas na przygotowanie nowej odsłony magazynu autorskiego” – napisała. Czekamy, liczymy na cud. Bo patrząc na poziom polskiej prasy, która jest gdzieś między łonem Katarzyny Waśniewskiej, penisem któregoś z arcybiskupów, a seksualną grą pary Tusk-Kaczyński nie możemy na zbyt wiele liczyć…

Domyślam się, że jako społeczeństwo obrazkowe musicie być już zmęczeni zbyt wieloma sylabami, więc czas na przerwę. Z okazji śmierci „Przekroju” nieśmiertelny Raczkowski. A swoją drogą teraz będzie sens wchodzić na gazeta.pl!

1375182_10202234164521776_2079086889_n

Drugą rzeczą dobijającą są śmierci osób, które się kiedyś kochało, potem zapomniało, a po śmierci bardzo żałowało. Ja tak mam ze zmarłą niedawno Joanną Chmielewską. Nie dalej niż tydzień temu dzwoniłem jeszcze do niej z prośbą o rozmowę. Chciałem się dowiedzieć co słychać, jakie plany, jak samopoczucie. Niestety nie odebrała… To była pierwsza autorka, dla której chowałem się w nocy pod kołdrą z latarką, by mama nie przyłapała mnie na czytaniu po 23:00 (sic!). Kiedyś nawet dostałem „szlaban na Chmielewską”, gdy zrezygnowałem z odrabiania prac domowych na rzecz połykania jej powieści. Jej odejście to trochę jakby ktoś mi ukradł kawałek dzieciństwa. Ona kochała nad życie trzy rzeczy: palenie, hazard i bób. Obiecałem sobie, że wszystkie trzy nadrobię w najbliższym czasie… A raczej dwie.

Lubię zaglądać w statystyki swojego bloga. To niesamowite, jacy ciekawi ludzie wchodzą na moją stronę. Ostatnio znaleźliście ohpatryk wpisując w wyszukiwarkę następujące hasła: „dawid woliński nago”, „fantazje seks gej z patrykiem”, „piotr kopertowski naked”, „jak zostac tancerka disco polo?”, „neurotyzm film”, „blog dżentelmena i miłośnika whiskey z poznania”, „szpan gej”, „big star traci rynek”, „spadnie kometa”. Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak pilniejsza obserwacja nieba i dodawanie dużej ilości tagów, bo jak wiadomo tagi to wyszukiwania w Google, Google to więcej wejść, a więcej wejść to rekordy, które są prostą drogą do wdarcia się do studia „Na językach” Agi Szulim.

Mam nadzieję, że tą serią zakręcę świat nieco lepiej niż Agata Młynarska w TVP1. W razie co dawajcie znać w komentarzach!

A na koniec ankieta:

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *