Cudownie się przegnijmy

"Cudowne przegięcie" Jakub Wojtaszczyk
mat. prasowe

Uff, nie musiałem myśleć nad wstępem do tej recenzji, bo autor książki „Cudowne przegięcie”, Jakub Wojtaszczyk, na 93. stronie swojego reportażu napisał dokładnie to, co mi chodziło po głowie, czytając tę pozycję.

„Chociaż pochodzą z różnych bajek, łączy ich drag.”

To książka różna, tak jak różne są osoby opisywane w niej. Czasami, jak przy fragmencie o Marszu Równości w Białymstoku, można uronić łzę, czasami, jak w rozdziale o Twojej Starej, można się zadumać, a czasami, jak w rozdziale o Charlotte Drag Queer, można się uśmiechnąć.

Coś, co wielu mogłoby się nie udać, Wojtaszczykowi wychodzi bezbłędnie. Łączy on różne światy, style i spojrzenia na drag, pokazując jego różnorodność, a zarazem spójność w swoich odmiennościach. W końcu, jak to powiedziała w książce Babcia, kolejna osoba bohaterska „Cudownego przegięcia”:

„Sufit narracji kończy się tam, gdzie go postawimy. Bo jesteśmy ludźmi, a sufit narracji jest stawiany przez ludzi. Jak będziemy go dalej podwyższać i poszerzać, to w końcu zbudujemy taki firmament, pod którym skryjemy się wszyscy jako ludzkość.”

Sądzę, że książka Wojtaszczyka jest próbą, w moim odczuciu udaną, poszerzenia tego sufitu narracji. Jest cegiełką w morzu potrzeb pisania o polskiej kulturze niehetero i jak zauważa sam autor, jest to właśnie cegiełka. Wojtaszczyk nie próbuje bowiem stworzyć biblii polskiego dragu, jednak świadomie ukazuje fragment tej społeczności. Fragment, który mimo wszystko jest dosyć szerokim odcinkiem w spektrum.

To nie tylko opowieść i sylwetki poszczególnych polskich drag queen. W poszczególne rozdziały poświęcone poszczególnym osobom wplątywane są historie dotyczące polskiej (i nie tylko) popkultury, samej historii dragu, a także wydarzeń, które miały na osoby bohaterskie duży wpływ. A tak się składa, że są to czasami wydarzenia prywatne, wręcz intymne, lecz czasami te dotyczące nas jako ogółu.

W książce znajdziemy zarówno drag opierający się na wyglądzie i warstwie zewnętrznej, jak i osoby performerskie, które skupiają się na przedstawieniu na scenie historii lub wręcz uzewnętrznienia swoich emocji, traum, lęków.

To jednak nie jest książka specjalistyczna, po którą nie ma sensu, by sięgał laik. Dzięki słowniczkowi na końcu reportażu, a także licznym przypisom towarzyszącym czytaniu, „Cudowne przegięcie” to nomen omen cudowna lektura zarówno dla tych, co wiedzą, z czym je się drag, jak i tych, którzy jeszcze go nie zasmakowali.

Cieszy, że powstają takie książki. Kupujcie „Cudowne przegięcie”, wspierajcie polskich twórców i twórczynie.

5/5


3 comments

  • Moje pierwsze skojarzenie po odczytaniu powiadomienia na mailu: kompost. Wchodząc w link spodziewałem się „przegnicia”, a nie „przegięcia” 😀
    To chyba najzabawniejsza sytuacja typu „oczekiwania vs rzeczywistość” w moim dotychczasowym życiu 😛

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.