Sława nie jest dana raz na zawsze

małgorzata godlewska

Żyjemy w świecie na tyle zglobalizowanym, że każdy ma szansę zasmakować sławy. Kilka dobrych virali, seria popularnych tweetów, mocne wyznanie w telewizji śniadaniowej, udział w jednym z setek reality show… To się dzieje na naszych oczach. Co dzień właściwie dowiadujemy się o kolejnych popularnych osobach, które przed chwilą pojawiły się i za chwilę zapewne znikną, bo większość nie przetrwa próby czasu i zniknie pod naporem kolejnych sezonowych gwiazdeczek. I to chyba wiedza, którą posiada każdy przeciętny obserwator show-biznesu.

Tymczasem w myśleniu o sławie wciąż wychodzimy z założenia, że skoro osoba jest popularna, to ta popularność jest dana tylko raz, za to na całe życie. W moim przekonaniu to założenie błędne z wielu powodów.

Pierwszym jest przekonanie, że sławę można zdobyć tylko raz w życiu. To nieprawda i cała masa żywych przykładów restaurowanych karier o tym świadczy. Czy Adele była popularna cały czas przez ostatnie 10 lat? No nie, w przerwie między płytami i związanymi z tym aktywnościami wyciszała się, a jej publiczna ekspozycja malała niemal do zera. A to tylko najświeższy przykład.

Drugim błędnym założeniem, wynikającym po części z systemu kapitalistycznego, w którym żyjemy, jest fakt, że osoba publiczna musi być ciągle na fali wznoszącej. To niemożliwe, bo nie jest wykonalnym ciągle poszerzać grono osób przybywających na profile w social media, nie da się ciągle podbijać ilość wyświetleń czy ilość publikacji. Ludzie nudzą się w końcu, część wtedy odpływa do innych twórców, a zostają ci naprawdę zainteresowani. I to powinno być ok. To nie jest niczyja porażka, to jest dorastanie marki.

Od razu na myśl przychodzi mi tu Hype Cycle Gartnera, który co prawda opracowując ten cykl miał na myśli nowe firmy technologiczne, ale według mnie świetnie opisuje to też cykl popularności, zwłaszcza internetowej.

W końcu po trzecie: nie jest możliwe, by rynek obsługiwał taką liczbę influencerów, z jaką mamy do czynienia już teraz. A ciągle ich przybywa! Nic więc dziwnego, że część z nich wykonuje „normalną” pracę poza działalnością publiczną. Zdziwienie więc, że Małgorzata Godlewska, celebrytka znana z programów telewizyjnych i występów w sieci, mogła otrzymać medal za pracę pielęgniarską uważam więc za rykoszet myślenia o celebrytach jako o odklejonej od społeczeństwa masie, która „prawdziwą” praca nie para się, bo nie musi. Odklejeni to oni są czasami w swoich głowach, mając się za następczynie Marilyn Monroe czy innych Bradów Pittów, ale nie są odklejeni od rzeczywistości, w której muszą się poruszać.

Przykład Godlewskiej jest tego najlepszym i na pewno nie wstydliwym (bo czego tu się wstydzić?) przykładem. Nie zdziwcie się więc, gdy w Żabce będzie was obsługiwała kolejna sezonowa gwiazdka, a naprawić zlew przyjdzie youtuber robiący kanalizacyjne DIY. To znak naszych czasów, gdzie większość może zorganizować sobie mikrospołeczność, lecz nieliczni mogą dzięki tej społeczności porzucić regularną, „normalną” pracę. I powtórzę: nic w tym niewłaściwego. Niewłaściwym jest wypominanie celebrytce, że robi coś mniej celebryckiego, niż w naszych głowach za celebryckie uchodzi.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.